Konferencję, która dziś się odbyła, zorganizowało Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej (TEA).

Wielka nieobecna - tak TEA zatytułowało projekt, którego celem jest zbadanie miejsca edukacji antydyskryminacyjnej w systemie edukacji formalnej w Polsce. Raport na ten temat powstanie dopiero w lipcu, ale Małgorzata Jonczy-Adamska z TEA już teraz zapowiedziała, że będzie on krytyczny.  Dostrzegliśmy obszary, w których tej tematyki brakuje, gdzie problemy ujmowane są w sposób stereotypowy - mówiła.

Zdaniem Marzanny Pogorzelskiej, która uczy w liceum w Kędzierzynie-Koźlu, edukacja antydyskryminacyjna w polskiej szkole powinna pokazywać, że istnieje inność. - Uczeń przychodzi do szkoły z bagażem stereotypów i szkoła go ich nie oduczy, nie pokaże, że nie wszyscy jesteśmy heteroseksualni, biali, zdrowi, nie wszyscy jesteśmy katolikami. Szkoła mocno podkreśla co jest normalne, a co nie i normalność przypisuje większości - mówiła. Jak dodała, uczniom należy uświadamiać, że jeśli czegoś nie akceptują, to nie świadczy to o tym, że jest "nienormalne", ale jest efektem wychowania.

Janusz Niedbał z Amnesty International podkreślił, że dyskryminacja na ogół bierze się z niewiedzy i strachu przed innością. Jego zdaniem młodzieży trzeba pokazywać, że dyskryminacja może dotyczyć również ich - może się zdarzyć, że znajdą się w sytuacji lub okolicznościach, w których pomimo tego, że są zdrowi, biali, heteroseksualni, staną się ofiarami dyskryminacji. Należy także uświadamiać, jak wielką i destrukcyjną moc ma dyskryminacja.

Pogorzelska przekonywała, że trzeba szkolić nauczycieli, aby edukacja antydyskryminacyjna była obecna w szkołach. - Często nie zdają oni sobie sprawy, że wchodząc do klasy, przekazują nie tylko wiedzę, ale także określone wzorce zachowań. Muszą wiedzieć, że choć mają prawo być np. ksenofobami, nie wolno im tej postawy przekazywać młodzieży - mówiła.

Podkreśliła, że także dyrektorom trzeba uświadamiać, że w szkołach obecna jest różnorodność, np. uczniowie różnych wyznań, o których nie myśli się, organizując szkolne rekolekcje, jasełka itp.

Na rolę dyrektorów zwracał uwagę również Niedbał. "To oni powinni reagować na niewłaściwe zachowania ze strony nauczycieli czy rodziców" - mówił. Dodał, że potrzebna jest także otwartość na pomoc z zewnątrz, bo nie brakuje organizacji chętnych, by przekazywać wiedzę na ten temat.

Małgorzata Skórka z Ministerstwa Edukacji Narodowej przyznała, że szkolenia dla nauczycieli to priorytet. - Ale pamiętajmy, że szkoła jest tylko wsparciem dla rodziny, więc powinniśmy szkolić również rodziców, żeby szkoła i dom mówiły jednym głosem - podkreśliła.

Przypomniała, że szkoła jest jednostka autonomiczną, ale są określone "narzędzia prawne", które trzeba realizować i rolą dyrekcji, nauczycieli i rodziców jest dopilnowanie, by były one realizowane właściwie.

Także przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz przekonywał, by na własną rękę próbować zmieniać to, co w szkole nam się nie podoba. - W szkole jest nie tylko system i MEN, ale przede wszystkim dyrekcja, nauczyciele i rodzice. Nie oczekujmy, że minister nam coś zadekretuje, ale próbujmy zmieniać to w ramach rady pedagogicznej, czy rady rodziców - mówił. Zachęcał, by aktywniej włączać rodziców w życie szkoły, którzy - w jego opinii - często są otwarci na tego typu działania, czekają tylko na ofertę.

Zwrócił uwagę na to, co w szkołach dzieje się przy okazji pierwszych komunii. - Zobaczmy, jakie są reakcje dzieci wobec kolegów, którzy do komunii nie przystępują. Tu jest wymagana stanowcza reakcja nauczycieli, bo nikt nie potrafi być tak aktywny i bezwzględny, jak dzieci - mówił Broniarz.

Misją TEA jest rozwijanie i upowszechnianie edukacji antydyskryminacyjnej. Towarzystwo zostało założone w 2009 r. przez osoby, które zajmują się prowadzeniem antydyskryminacyjnych warsztatów edukacyjnych m.in. dla nauczycieli, studentów, młodzieży.