Darka poznałam w autobusie, jadąc na pierwsze zajęcia na uczelni. Można powiedzieć, że "się przykleił". Imponował mi tym, że studiuje, że jest poważny i małomówny. Ja byłam typową gadułą. Naiwnie sądziłam, że ta jego małomówność jest oznaką mądrości.

Darek zaniedbywał swoje studia, by mnie pilnować, codziennie odbierał mnie z uczelni. Był zawsze obok mnie. Musiałam wymusić na nim, by zrobił, a raczej "wymęczył" licencjat.

Po czterech latach znajomości postanowiliśmy się pobrać. Urodził nam się synek, później córka. Życie się toczyło. Gdy nasz syn miał trzy latka, a córka pół roczku mój mąż zaczął się dziwnie zachowywać, np. w ciągu dnia zasnął nad talerzem z zupą, tak mocno, że przygniótł małego. Stało się to po powrocie z pracy. Często także chodził chwiejnym krokiem. Jego zachowanie bardzo mnie niepokoiło. Koledzy z pracy męża dzwonili do mnie i mówili, że coś złego się z nim dzieje...

Poszliśmy z mężem do lekarza. Zdiagnozowano padaczkę. Przez trzy tygodnie troskliwie opiekowałam się nim w szpitalu, wylałam morze łez. Bałam się. Dzieci były małe, ja nie pracowałam. Gdy mąż wyszedł ze szpitala, nadal brał mnóstwo leków, ale wrócił do pracy. Niestety, jego stan się nie poprawił, a ja winiłam za to lekarzy.

Pomyliłam się. Winny był mój mąż. Wcale nie cierpiał na padaczkę, a na... chorobę alkoholową. Mój mąż pił. W pracy, w garażu, prowadził pod wpływem alkoholu. Dlaczego nigdy nic nie poczułam? Do dziś nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może mój nos nie wyczuwa wódki?

Płakałam i obwiniałam o wszystko siebie. A on na przemian leczył się i pił. Kiedy ludzie mnie pytali "dlaczego pani mąż pije?" nie potrafiłam odpowiedzieć. Czułam, że winią mnie za jego nałóg. Walczyłam z jego uzależnieniem i wygrałam, ale straciłam Miłość. Mąż utopił moją miłość w wódce.

Nie kocham go i mu nie ufam. Mieszkamy razem tylko dlatego, że dzieci uwielbiają ojca. A ja jestem jego koleżanką. Sypiam z nim, ale jest to mechaniczny seks.

W trakcie jego pobytu na odwyku poznałam kogoś. Byłam na skraju popełnienia samobójstwa i wtedy on mnie uratował. Kocham go, ale nigdy z nim nie będę, bo skrzywdziłabym zbyt wiele osób. Muszę myśleć o dzieciach.

Jak wyobrażam sobie dalsze życie z moim mężem? Czekam na kolejny numer, który mi wywinie.. może hazard.. może znów kieliszek? Muszę być silna, bo mam dzieci.