Byłam w toksycznym związku z Panem X, który znęcał się nade mną zarówno fizycznie jak i psychicznie. Głupia wierzyłam, że on nie umie inaczej okazać miłości. Młoda, naiwna... długo nie rozumiałam tego co się dzieje, ale na szczęście nadszedł dzień, w którym zmądrzałam. Zerwałam z nim. Odeszłam, wyprowadziłam się do innego miasta i wyjechałam na wakacje.

Niestety on wciąż do mnie dzwonił, wywierał na mnie presję. Wtedy poznałam Pana Y, który miał tak samo na imię, jak Pan X (co od razu zwróciło moją uwagę). Być może podświadomie wierzyłam, że Pan Y zastąpi mi Pana X. Myślałam, że związek z Y okaże się jedynie wakacyjną przygodą, a tymczasem spędziliśmy
ze sobą ponad trzy lata... Pan Y mnie nie bił tak, jak X, nie wyzywał, w ogóle nic nie robił... No właśnie, w tym był problem. Po pół roku chciałam się z nim rozstać, ale błagł, prosił... Zostałam...

Coraz częściej jednak jego słowa były dla mnie puste... KOCHAM wymawiał w taki sam sposób jak DZIEŃ DOBRY... Przestałam czuć się przy nim atrakcyjna i kochana...

Sytuację miedzy nami wykorzystał mój kolega, który od dwana się o mnie starał. Poprosił mnie o pomoc w nauce. Pan Y nie miał nic przeciwko temu. Cieszył się, że miło spędzę czas. I tak od nauki do nauki i romans gotowy...

Z początku były to niewinne spotkania, przytulanie. Później romantyczne spacery po parku, namiętne pocałunki no i w końcu stało się... poszliśmy ze sobą do łóżka. Nie żałowałam, ale miałam wyrzuty sumienia.

Zadzwoniłam do Pana Y i do wszystkiego się przyznałam. Powiedziałam, że stało się, że potrzebowałam bliskości, czułości, miłości... Myślałam, że będzie bardziej cierpiał. Moim zdaniem, jeśli kobieta zdradza, to najczęściej z braku uczuć i dopiero wtedy, gdy pokocha innego. Y nie to bolało. Jego nie bolał fakt, że go zdradziłam, ale to, że ktoś mnie dotknął, a mi się to podobało... WYBACZYŁ! A ja zakończyłam znajomość z kochankiem.

Od tego dnia nic się między nami nie zmieniło... Prawie... bo ja zmieniłam do niego nastawienie, na jeszcze gorsze. Uznałam, że popełniłam błąd zostając przy nim. Powinnam była odejść i zostać przy kochanku. A ja postanowiłam z nim zamieszkać. Szybko okazało się, że Y jest facetem nieodpowiedzialnym, a nasze poglądy na życie radykalnie się różnią... Powiedziałam, że to koniec. Po dwóch miesiącach wyprowadził się ode mnie. Staraliśmy się być przyjaciółmi, ale nie wyszło. Po dwóch latach od rozstania dowiedziałam się, że będąc ze mną spotykał się z inną, ale nie był na tyle odważny, aby mi to powiedzieć. Myślę, że chciał po prostu, abym sądziła, że to ja jestem ta zła...

Czas mijał. Wreszcie poznałam wspaniałego faceta. Zanim się ze sobą związaliśmy byliśmy przyjaciółmi, poznawaliśmy siebie nawzajem. W końcu uznaliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Było cudownie!..

I nagle mój spokój został lekko zachwiany...

Spotkałam swojego byłego kochanka. Z uśmiechem na twarzy podeszłam się przywitać. Rozmawialiśmy. Z mojej strony to zwykła rozmowa... Nie wiem jednak, co on sobie wyobraża. Chciał mi dać numer telefonu, ale odmówiłam. On ma dziewczynę od 4 lat, ale widzę jak na mnie patrzy tymi swoimi niebieskimi oczami, z taką samą iskrą. Wspominiał, że myślał o mnie przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy, że śniłam mu się czasem...

A ja czuję, że nadal mam do niego pewną słabość. Zapytał mnie kiedyś, czy nie śnię czasem o parku... Owszem czasem śnią mi się jego namiętne pocałunki, ale to już tylko wspomniania.

Kocham mojego obecnego faceta i wiem, że to właśnie dla niego tyle wycierpiałam. Ale jednak... gdzieś na dnie mojego serca on nadal jest... tkwi jako piękne wspomnienie uczucia, którego w pewnym momencie mi zabrakło...