Poznałam Witka zupełnie przypadkowo. Staliśmy w kolejce do kasy w supermarkecie. Kolejka dłużyła się niemiłosiernie. Zaczęliśmy rozmawiać, i kiedy już opuszczaliśmy sklep trudno było nam się rozstać. Mieliśmy, jak się okazało wiele wspólnych tematów.

Zaczęliśmy się spotykać, chodzić razem na spacery, do kina, do teatru.Czas spędzany z Witkiem był dla mnie najcudowniejszym okresem, pozbawionym smutku i nudy. Zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. Mijały kolejne miesiące, a my nie mogliśmy już bez siebie żyć. To była miłość. I ta miłość została przypieczętowana
najpiękniejszym słowem - tak. Zostaliśmy małżeństwem. Nie mogliśmy bez siebie żyć, nasza miłość wciąż była tak mocna jak pierwszego dnia. Aż nagle Witek dostał powołanie do wojska. To było jak grom z jasnego nieba.

Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, ja bez pracy i nagle bez ukochanego. Płacz, smutek i załamanie towarzyszyły mi każdego dnia. Witek mnie pocieszał, przekonywał, że dwa lata szybko miną, że będzie codziennie pisał do mnie, a ja wciąż płakałam.

Udało nam się jednak znaleźć dla mnie pracę, To było wybawienie dla mnie. Miałam pieniądze, mogłam zapłacić za mieszkanie, mogłam w miarę spokojnie żyć.
Tylko nie było przy mnie mojego Witka.

Ale był przy mnie Tom, nowy pracownik, który zatrudnił się krótko po mnie. Rozmawiał ze mną, słuchał moich opowieści o Witku, pomagał robić zakupy, zapraszał na kawę. A ja poddałam się jego woli, pozwoliłam się jemu prowadzić tam, gdzie on chciał. Wciąż myślałam o Witku, ale jakby mniej. A on tak zgodnie z obietnicą pisał do mnie codziennie, choć parę słów. A ja? Ja nie miałam czasu odpisywać na jego listy, drażniło mnie, gdy przyjeżdżał na przepustkę.

Już wiedziałam, że teraz fascynował mnie tylko Tom. I on tez to wiedział. Nie stawiałam oporów, gdy został u mnie na noc, nie protestowałam, gdy już każdą noc spędzał ze mną. Kochałam go, zatraciłam się w tej miłości tak mocnej i szalonej, że aż się jej bałam.

Witek zaczął coś podejrzewać, bowiem już nie cieszyłam się jego widokiem, nie kryłam się w jego ramionach. Pytał o przyczynę, ja nie odpowiadałam. I tak trwało to zaklęte koło, aż Witek wrócił na stałe do domu.

Nie wiedziałam,co mam robić. Pogubiłam się w tej miłości, bo widziałam cierpienie Witka. Wiedział, że coś jest nie tak,ja nie wyprowadzałam go z błędu. A jednak kiedy pewnego wieczoru zaczął się ze mną kochać, nie protestowałam. Może chciałam wynagrodzić mu naszą rozłąkę, albo zdradę? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że ta noc odmieniła moje życie.

Zaszłam w ciążę. To było dziecko Witka, ale ja powiedziałam Tomowi, że jest ono jego. Był szczęśliwy, szalał z radości. Zaczęłam brnąć w kłamstwa, które doprowadziły nie tylko do rozpadu związku z Witkiem, ale spowodowały również jego chorobę.

Pozostałam z Tomem. Z moją miłością, nie wiem czy prawdziwą, czy szaloną? Mam wspaniałą córkę,która nie wie, że jej prawdziwy ojciec przechodzi nieraz obok nas i patrzy na nią. Ona nigdy się nie dowie, kto jest jej prawdziwym ojcem. Tom także nie dowie się, że to nie jego córka.

Czasem, kiedy nie mogę spać, myślę o tym, jak potoczyłoby się moje życie gdyby Witek nie poszedł do wojska?
Czy nadal bym go kochała, czy może jednak to nie była miłość?
Czy kiedyś wyjawię prawdę moim najbliższym i czy warto?
Dlaczego tak się stało? Kogo mam prosić o wybaczenie?
Tak przecież nie miało być.