"Kobieto! Nie czekaj na księcia z bajki ani na dobrą wróżkę. Złota rybka też ci nie pomoże. Życie to nie bajka. Weź sprawy w swoje ręce" - to nie hasło akcji feministycznej, ale kampanii firmowanej przez minister Joannę Kluzik-Rostkowską. Wszystko w ramach rządowej ogólnopolskiej akcji "Spełniona w biznesie". Kampania ruszy we wrześniu. Posłanki Prawa i Sprawiedliwości zapowiadają, że to dopiero początek, i że ich rząd jest otwarty na kolejne pomysły, które do tej pory były kojarzone raczej z lewicą i organizacjami feministycznymi.

Akcja "Spełniona w biznesie" to - jak dowiedział się DZIENNIK - kilkaset billboardów, telewizyjnych spotów oraz reportaży przedstawiających historie kobiet, które zdecydowały się założyć własny biznes. W najbliższych dniach Ministerstwo Rozwoju Regionalnego uruchomi internetową stronę www.przedsiebiorczakobieta.pl z informacjami, jak krok po kroku można założyć firmę. Ruszy też infolinia, gdzie dyżurować będą eksperci.

"Badania pokazują, że jest bardzo dużo kobiet, które czują potrzebę aktywności, chciałyby mieć własny biznes, ale nie wiedzą, jak to zrobić" - mówi wiceminister Joanna Kluzik-Rostkowska, odpowiedzialna za sprawy kobiet i rodziny.
Według ministerialnych danych, skala problemu jest porażająca. W Polsce pracuje mniej niż połowa kobiet będących w wieku produkcyjnym. "Są kobiety, które siedzą po cichu i marzą o robieniu kariery. Trzeba im pokazać, jak to zrobić" - dodaje Kluzik-Rostkowska.

Pomysłem zachwycona jest posłanka PiS Jolanta Szczypińska. "Popieram to całym sercem. To mit, że PiS jest za tym, żeby kobiety siedziały w domu. Jeśli bycie przy dzieciach przynosi im satysfakcję, to czapki z głów. Ale jeśli kobiety chcą się również spełniać zawodowo, to trzeba im w tym pomagać. Kobiety mają przecież trudniejszą sytuację niż mężczyźni" - mówi posłanka.

Pozytywnie o kampanii mówią nie tylko zwolennicy tego rządu, ale nawet jego zagorzali przeciwnicy. Entuzjastką jest nawet Magdalena Środa, pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn w rządzie Marka Belki. "Pani minister Kluzik-Rostkowska trafia w sedno. Bo trzeba medialnie nagłośnić problem" - ocenia Środa. "Problem tkwi w braku świadomości kobiet, które żyją stereotypami i są przekonane, że tylko powinny siedzieć w domu i zajmować się dziećmi" - mówi Środa.

Czy to nie paradoks, że to nie poprzedni lewicowy rząd, ale obecny, konserwatywny chce wyciągnąć kobiety z domów i zaktywizować je do zakładania własnej działalności? Dla Mariana Piłki, byłego posła PiS, zwolennika konserwatywnego modelu rodziny, nie dość, że to paradoks, to jeszcze na dodatek fatalny pomysł. "Pani Kluzik-Rostkowska jest feministką, więc ta kampania mnie nie dziwi" - narzeka Piłka. Krytykuje rząd za to, że program prorodzinny, który kiedyś był dla PiS priorytetowy, dziś traktuje jak piąte koło u wozu. "Najpierw trzeba zająć się polityką prorodzinną, a dopiero potem aktywizacją zawodową kobiet" - mówi poseł Prawicy RP.

Z innych powodów sceptyczny jest Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Zwraca uwagę, że akcja nic nie da, jeśli nie uprości się formalności przy zakładaniu firmy. "Politycy obiecują to od lat, ale nic się nie zmienia. Długotrwałe procedury powodują, że kobiety i mężczyźni tracą energię, czas i pieniądze"- podkreśla.



Anna Monkos: Ciężko było przeforsować pomysł? To dość nietypowa kampania dla konserwatywnego rządu, który raczej kojarzy się z namawianiem kobiet do pozostania w domu i wychowywania dzieci.
Joanna Kluzik-Rostkowska
: Ale po mnie można się było chyba tego spodziewać? (śmiech) A tak na poważnie, to nie. Nie miałyśmy z tym żadnych kłopotów.

Ma pani trójkę dzieci i cały czas normalnie pracowała. Miała pani kłopot, żeby to ze sobą pogodzić?
Nie. Ja miałam szczęście. Jako dziennikarka pracowałam w telepracy, nie mając pojęcia, że tak to się nazywa. Poza tym żaden pracodawca nie zapytał mnie nigdy, czy mam dzieci albo planuję je mieć. Zawsze mogłam też liczyć na męża i pomoc teściów. Mimo to dobrze znam problemy kobiet na rynku pracy. Mam sporo koleżanek po trzydziestce, które wiele lat temu zrezygnowały z pracy i teraz boją się, że żaden pracodawca już na nie nie postawi.

Które kobiety przede wszystkim chcecie przekonać, żeby były "Spełnione w biznesie"?
Są kobiety mieszkające na wsi, które chciałyby prowadzić własną działalność gospodarczą, tylko nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Bardzo ważna grupa to kobiety niezarejestrowane w urzędach pracy. One bardzo wcześnie zrezygnowały z aktywności zawodowej i zdecydowały się na zajmowanie domem i dziećmi. Nie pracują od pięciu, dziesięciu lat i rynek pracy już ich nie widzi. Spora część tych kobiet chciałaby podjąć pracę i zarabiać na siebie, ale nie wierzą, że mają jeszcze szansę. Nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Ale tak naprawdę problem dotyczy bardzo dużej grupy kobiet. Statystyki pokazują, że w Polsce pracy szukają dobrze wykształcone kobiety i słabo wykształceni mężczyźni. W przypadku kobiet wciąż dużym problemem jest godzenie pracy zawodowej z macierzyństwem. Założenie własnej firmy pozwala rozwiązać i ten problem. Liczę, że infolinia i strona internetowa będą mogły bardzo pomóc.

Czy skala problemu jest aż tak duża, że trzeba robić taką kampanię?
W Polsce mniej niż 50 proc. kobiet w wieku produkcyjnym ma pracę bądź jej szuka. Strategia lizbońska zakłada, że w 2010 r. ten wskaźnik powinien wzrosnąć o minimum 10 proc.

Z czego to wynika?
Źródeł jest wiele. Z tego, co wiemy, ciągle jest jeszcze wiele osób, które boją się prowadzić własną działalność, szczególnie są to starsze kobiety. Nakłada się na to trudna sytuacja gospodarcza w ostatnich latach. Do tego dochodzi jeszcze bezradność. Okazuje się, że kobiety bardzo potrzebują, żeby ktoś im pomógł. Pokazał, jak się za to wszystko zabrać.


Joanna Kluzik-Rostkowska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego