Moje pierwsze miłosne rozczarowanie miało miejsce w liceum. Już pierwszego dnia w nowej szkole zauważyłam Krzysztofa. Był starszy o rok, niesamowicie przystojny i co najważniejsze miał przepiękne oczy, w których widziałam błękit nieba. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że można tak po prostu zakochać się od pierwszego wejrzenia. Jednak Krzysztof miał to "coś", co nie pozwalało patrzeć mi gdziekolwiek indziej.

Na wszystkich zajęciach siedziałam przed nim bądź za nim. Pozwalało to na częste rozmowy. Z czasem tak częste, że mój dzienniczek cały wypełnił się uwagami nauczycieli. Nie przeszkadzało mi to jednak. Coś mi mówiło, że tak trzeba.

Krzysztof początkowo nie zwracał na mnie uwagi. Wydawał się być ponad wszystkim i wszystkimi. Był stale zabiegany, zaczytany w magazynach o samochodach. Wiedziałam, jak trudno będzie mi go zdobyć, tym bardziej że konkurencja była duża. Wybrałam jednak drogę, według mnie, najlepszą.

Kupowałam prasę, którą on czytał. Studiowałam ją potem namiętnie w domu tylko po to, by móc wymienić z nim kilka zdań dziennie. Poskutkowało.
Po paru miesiącach Krzysztof zaprosił mnie na spacer. Chodziliśmy po parku, trzymając sie za ręce i było to dla mnie spełnienie marzeń. Przez cały ten czas nie mogłam uwierzyć w to, że oto ON wybrał właśnie mnie - pełną kompleksów i niedoskonałości.

Miesiąc później były święta Bożego Narodzenia. Razem z Krzysztofem wybraliśmy się na zakupy. Dostałam od niego piękny wisiorek. Oprowadził mnie wtedy po parku i pokazał przepiękne miejsca, o których istnieniu nie miałam pojęcia, mimo że przechodziłam tamtędy nie raz. Kiedy zakładał na moją szyję błyszczący prezent muskał delikatnie moją szyję. Byłam w siódmym niebie. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko pocałunku, jednak Krzysztof zadbał o to, bym nie musiała długo czekać.

Pod koniec naszego spotkania przeprosił mnie i powiedział, że nazajutrz wyjeżdża na całe święta. Spędzi je z rodziną i wróci dopiero po Nowym Roku. Przez cały czas swojej nieobecności codziennie dzwonił i wysyłał smsy. Nasze rozmowy i wiadomości krążyły głównie wokół tego, co robimy czy co robiliśmy przez cały dzień. Jednak przed sylwestrem Krzysztof napisał w innym tonie. Wyznał mi miłość i przyznał, że podkochiwał się we mnie od samego początku. Pisał, że tęskni i że marzy o naszym ponownym spotkaniu. Czytając to, niemal oszalałam ze szczęścia.

Tego samego dnia po południu pokazałam wiadomość koleżance z klasy. Siedziałyśmy razem na lekcjach w ławce. Kaśka, bo tak miała na imię, wydała mi sie jakoś dziwnie zmieszana czytając tą wiadomość. Moje szczęście jednak całkowicie przyćmiło czujność i uznałam, że ma po prostu zły dzień.

Po Nowym Roku miałam spotkać się z Krzysztofem w szkole, pierwszy raz po długiej przerwie. Wprost nie mogłam sie tego spotkania doczekać. Pamiętam, że do szkoły przyszłam prawie godzinę wcześniej, mimo że wiedziałam, że on zawsze przychodził 5 min przed zajęciami. Tym razem również tak było. Wpadł niemal na ostatnią chwilę. Zobaczyłam go w drzwiach uśmiechniętego. Jego piękne oczy były tego dnia wyjątkowo promienne, zupełnie niczym moje. Zastanawiałam się, jak się ze mną przywita, czy pokaże wszystkim, że jesteśmy parą. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, że szedł innym rzędem niż mój. Szczyt zdziwienia osiągnęłam jednak wówczas kiedy Krzysztof pocałował czule Kaśkę i usiadł w ławce przed nami. Kaśka zrobiła się czerwona jak burak i nie odezwała się słowem. Ja siedziałam w bez ruchu przed 5 minut, choć wydawało mi się, jakby to była wieczność.

Kiedy oprzytomniałam, złapałam plecak i wybiegłam z klasy. Wypłakałam wtedy chyba cała złość. Myślałam, że świat się zawalił i że nic dobrego mnie już w miłości nie spotka. Po tym zdarzeniu długo byłam nieufna i podejrzliwa. Jednak znalazł się ktoś, kto moje podejrzenia zmywał i nie pozwolił pozbyć się siebie. Jesteśmy parą już od 3 lat i jest nam ze sobą dobrze. Krzysztof w podobny sposób omotał całą masę panienek.

Teraz jest młodym tatą. Z matką swojego dziecka nie jest w związku. Taka już chyba jego natura. I z perspektywy czasu cieszę się, że to nie ja jestem matką jego dziecka, a sposób w jaki mnie potraktował pozwala mi teraz doceniać to, co mam.