Czy to była miłość … czy fascynacja?

Moja historia, to historia „dziwnego” romansu zakończonego dla mnie happy endem.

Kilka lat temu poznałam chłopaka młodszego ode mnie o 11 lat. Nie wiem, co mnie w nim zafascynowało... Może to, że był młodszy, dobrze zbudowany (co zawsze mnie fascynowało), że można z nim było przegadać całą noc na każdy temat. A może to była to właściwa chwila we wszechświecie kiedy coś iskrzy i przyciąga ludzi do siebie.

Było lato, mała impreza, trochę alkoholu i jak to zwykle bywa wylądowaliśmy razem w łóżku. I zaskoczenie: ja starsza, doświadczona, po nieudanym związku, przy nim czułam się jak nastolatka. Seks z nim był niesamowity! I chyba to spowodowało, że byliśmy razem, a ja byłam nim zafascynowana. Ale tutaj zaczyna się paranoja naszego związku. Byliśmy razem tylko w nocy - w dzień udawaliśmy, że jesteśmy tylko znajomymi, ukrywaliśmy się.

Po wakacjach spotykaliśmy się najczęściej u mnie, ale nie bywaliśmy razem na dyskotekach, w kinie, bo … no właśnie dlaczego? On nie chciał się przyznać, że jestem od niego starsza, a ja przyjmowałam to ze stoickim spokojem. Dlaczego mi to nie przeszkadzało?!

Mieliśmy to szczęście, że jeździliśmy do wspólnych znajomych na całe wakacje nad morze. Przez 6 lat nie zdradziliśmy się przed nimi, że coś nas łączy. Ale czy nas coś łączyło poza łóżkiem?! I teraz zastanawiam się, czy to było miłość czy fascynacja. Ja go kochałam, a on mnie?

Przez cały czas naszej znajomości byłam jego „konfesjonałem”. Słuchałam, doradzałam, pomagałam rozwiązywać jego problemy, poznawałam jego „letnie” dziewczyny, pożyczałam mu pieniądze! Strasznie cierpiałam, wypłakiwałam się w poduszkę, ale byłam szczęśliwa, gdy budziłam się w jego ramionach i wszystko mu wybaczałam. Ktoś powie, że chyba mi odbiło! Ale kobieta z miłości do faceta jest w stanie znieść wszystko.

Rok temu powiedziałam mu, że chcę mieć z nim dziecko. Początkowo miał opory, ale później się zgodził. Z ciąży bardzo się ucieszył, zapewniał. Ale przez całe dziewięć miesięcy nie widzieliśmy się ani razu - pisał tylko esemesy! Mimo troskliwości rodziny i znajomych czułam się samotna, cholernie samotna, chciałam krzyczeć ze wściekłości, rozpaczy, bólu. Brakowało mi go! Bo kochałam tego drania, mimo wszystko.

Urodziłam śliczną córeczkę, teraz ona wypełnia cały mój świat. A tatuś, no cóż, nawet nie chciał jej zobaczyć. Zmienił numer telefonu i zniknął z naszego życia!

Ania ;-)