Życie nigdy mnie nie rozpieszczało. Zawsze coś stawało na drodze do szczęścia. Najpierw porzucił mnie partner, po tym jak dowiedział się, że spodziewam się jego dziecka. Był to ogromny cios dla mnie. Bałam się, że nie dam sobie sama rady. Czas płynął... Na porodówce płakałam okropnie, ale nie z bólu, lecz z
powodu tej kruszynki, która będzie mieć tylko mnie. Przysięgłam sobie, że znajdę jej tatusia najlepszego pod słońcem.
Wkrótce poznałam Adama. Może nie był superprzystojny, ale był dobrym człowiekiem i kochał Olę. Początkowo wahałam się, czy chcę z nim być, ale córka musiała mieć tatusia. Zrobilam to - wyszłam za Adama.

Po ślubie było nam dobrze. Nawet przekonałam się, że to TEN facet. Jednak sielanka nie trwała długo. Po roku, gdy przyszło na świat nasze pierwsze wspólne dziecko, Adam zaczął dziwnie się zachowywać. Teraz to jego dziecko było najważniejsze. Olę odpychał, mnie źle traktował. Był taki chłodny i chorobliwie zazdrosny. Nikt mógł na mnie spojrzeć, zabraniał mi rozmawiawiać z mężczyznami! Nie chciał, żebym pracowała. Chciał mieć nad wszystkim kontrolę. Nie pozwalał mi normalnie żyć, ale ja go tak kochałam... Mimo tych okropnych rzeczy, które mi robił co dnia. Mimo tych urządzanych przy gościach scen, traktowania mnie jak sprzątaczki, kucharki itp. Czułam się poniżana na każdym kroku. Było mi przykro, bo ogromnie pragnęłam odrobiny czułości.

Adam dbał tylko o swoje potrzeby. Jedynie w łóżku był taki, jak dawniej. Czasem miałam wrażenie, że byłam mu potrzebna tylko i wyłącznie do wydawania na świat jego potomstwa. Wciąż jednak darzyłam go uczuciem i starałam się, by wszystko było tak, jak on by tego chciał. Ale on zawsze musiał się do czegoś przyczepić...

Wkrótce urodziłam trzecie dziecko.To nie był dobry moment na powiększanie rodziny. Byłam przemęczona obowiązkami i atakami męża. Przecież on nawet miał pretensje o to, że czasem spotykam się z koleżankami!
W nocy, gdy nie mogłam zasnąć, myślałam o tym, jak wygląda moje życie. Tak dłużej być nie mogło! I stało się.

Pewnego dnia Adam wrócił z pracy. Był nie do zniesienia. Ledwo przekroczył próg mieszkania, a już wskazywał na to, co mu się nie podoba. Czułam się taka malutka przed nim. Ale dość! Powiedziałam mu, że odejdę. Płakałam i miałam nadzieję, że będzie przepraszał, że się zmieni. Myliłam się.
Na pożegnanie usłyszałam wiele słów, które bolą, bo to słowa z ust człowieka, którego kochałam. Nawet do dziś (a minęły 2 lata) nie zapytał, czy coś tego dnia do niego jeszcze czułam. KOCHAM tego kawalera, który chciał być ze mną i Olą. Jego już nie ma. A na miłość bez wzajemności życie jest za krótkie.


Samotna_mama