Wczoraj rządowy zespół zajmujący się reformą emerytalną kończył prace nad systemem wypłat z drugiego filara. W jego skład wchodzą emerytury małeńskie. Jednak ta sprawa nie była poruszana. Wymaga jeszcze analiz. O tym, czy zostaną one wprowadzone, dowiemy się w środę. Wtedy bowiem gotowy projekt całego systemu zostanie przedstawiony na Radzie Ministrów.

"Przewodniczący zespołu, wicepremier Przemysław Gosiewski, zlecił wykonanie dodatkowych ekspertyz i symulacji kosztów, które będą związane z wprowadzeniem emerytur małżeńskich. Dopiero po ich gruntownej analizie podejmiemy decyzję" - powiedział wczoraj DZIENNIKOWI Paweł Wypych, prezes ZUS, wiceszef zespołu i gorący orędownik nowego rozwiązania.

To oznacza, że mimo doniesień medialnych jakoby rząd wycofał się z pomysu emerytur małżeńskich, sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Powodzeniem projektu najbardziej zainteresowane są te małżeństwa, w których jedna ze stron już dostaje lub będzie dostawać znacznie niższą emeryturę - np. żona poświęciła się wychowaniu dzieci i przeszła na pół etatu albo w ogóle zaprzestała aktywności zawodowej.

Problem pojawia się w przypadku śmierci lepiej zarabiającego małżonka lub dysponującego wyższą emeryturą. Wówczas zgromadzony przez niego kapitał emerytalny przechodzi na rzecz państwa. W przypadku funkcjonującej dotychczas emerytury indywidualnej nie ma bowiem mowy o dziedziczeniu zgromadzonych pieniędzy. I to bez względu na to, czy emeryt odłożył na otwartym funduszu emerytalnym 100 tysięcy, czy nawet milion złotych. Tymczasem dzięki emeryturom małżeńskim żyjący partner korzystałby ze wspólnego kapitału aż do śmierci.

Rezygnacja z ich wprowadzenia może zdaniem ekspertów spowodować dodatkową patologię: otóż zmusić seniorów do fikcyjnych rozwodów. To rozwiązanie pozwalałoby bowiem na sprawiedliwe podzielenie zgromadzonych na koncie OFE i ZUS pieniędzy jeszcze za ich życia. Dlatego nie ma się co dziwić, że na forach internetowych i w wielu polskich domach zawrzało po informacjach o wycofaniu się rządu z emerytur małżeńskich.

"Moja żona nie pracuje zawodowo, ale cały dom, wychowanie dzieci są na jej głowie. Dlaczego w tym złodziejskim kraju ciągle ktoś chce kraść nasze pieniądze?" - pyta na forum dziennika.pl "święcie oburzony". Wtóruje mu 41-letnia Dorota Jakimek z Gdyni, która opiekuje się trójką dzieci. "To ma być polityka prorodzinna? Nie rozumiem, jak można namawiać kobiety do powiększania rodziny, gdy wisi nad nimi wizja głodowej emerytury na starość" - mówi rozgoryczona.

Teraz zwolennicy emerytur małżeńskich mają jeszcze nadzieję, że rząd je poprze. Decyzję w tej sprawie poznamy na początku przyszłego tygodnia.