Badania Amerykanów są o tyle przełomowe, że do tej pory gadulstwo uważano za cechę czysto kobiecą. Z tym przekonaniem można się było zetknąć nie tylko podczas lektury popularnych magazynów, lecz także poważnych opracowań naukowych. W popularnonaukowym bestsellerze "Mózg kobiety" (2006 r.) neuropsychiatra dr Louann Brizendine odnotowała, że dziennie z damskich ust pada ok. 20 tys słów, podczas gdy z męskich - zaledwie 7 tysięcy.

"W rzeczywistości jednak w czasie dotychczasowych badań nie rejestrowano normalnych rozmów dużej grupy ochotników, i to na przestrzeni dłuższego okresu" - zauważają na łamach "Science" autorzy przełomowej pracy. Choć w historii psychologii przeprowadzono kilka eksperymentów, w których nagrywano, a następnie analizowano ilość wypowiadanych dziennie słów, ich wyniki mogły być mało wiarygodne. Nie było na przykład pewności, czy ochotnicy zawsze włączali podczas rozmów swoje dyktafony.

Dlatego też tak ważne są badania zespołu z University of Arizona pod kierunkiem prof. Matthiasa Mehla. Na potrzeby swojego doświadczenia, naukowcy stworzyli bowiem specjalny dyktafon, tzw. EAR (ang. electronically activated recorder - elektronicznie uruchamiany rejestrator), z którego korzystali uczestnicy eksperymentów. Osoby te w żaden sposób nie mogły wpływać na działanie tego urządzenia, a przez to - na wynik badania. Pozbawiony guzików magnetofon włączał się automatycznie co dwanaście i pół minuty, rejestrując przez 30 sekund wszystkie docierające do jego mikrofonu dźwięki. Badani nie byli nawet w stanie poczuć, czy w danej chwili maszyna nagrywa ich słowa czy też nie.

By otrzymać jak najpełniejszy obraz sytuacji, prof. Mehl zdecydował się na przeprowadzenie nie jednego, ale aż sześciu eksperymentów (pierwszy odbył się w 1998 r). Łącznie wzięło w nich udział 395 ochotników (210 kobiet i 186 mężczyzn). Badani byli w wieku od 17 do 29 lat i pochodzili ze Stanów Zjednoczonych oraz - w przypadku jednego eksperymentu - z Meksyku. Ludzie ci nosili przy sobie dyktafony EAR od przebudzenia aż do momentu pójścia spać, czyli średnio przez 17 godzin na dobę.

Gdy wreszcie po ośmiu latach badań ostateczne wyniki eksperymentu trafiły w ręce prof. Mehla, z pewnością był on zaskoczony. Po dokładnym przeanalizowaniu nagrań okazało się bowiem, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni wypowiadają każdego dnia niemal tyle samo słów. Uczestniczki badania mówiły średnio 16215 wyrazów, a ich koledzy - 15669. Różnica wynosiła więc nie 13 tysięcy słów, ale zaledwie 546. Stanowiło to zaledwie 7 proc. dziennej "gadaniny". "Różnica ta jest mniejsza niż powszechnie przyjęte progi istotności statystycznej" - dodają autorzy pracy w "Science". Co ciekawe, w trzech z sześciu badań to mężczyźni okazali się bardziej gadatliwi od kobiet.

Choć w eksperymencie wzięła udział dość jednorodna grupa osób (wszyscy ochotnicy byli studentami), to - jak podkreślają uczeni - uzyskane wyniki w żaden sposób nie wspierają tezy o tym, iż panie są bardziej rozmowne od panów. "Gdyby ilość słów wypowiadanych przez przedstawicieli każdej z płci miała być uwarunkowana biologicznie, to prawidłowość ta powinna być widoczna zarówno w przypadku studentów, jak i innych grup demograficznych" - dodają badacze.


Małgorzata Minta: Jak Pani skomentuje wyniki badań, z których wynika, że kobiety wypowiadają dziennie mniej więcej tyle samo słów co mężczyźni?
Hanna Palska: Nie dziwią mnie ustalenia Amerykanów, choć z reguły mężczyźni mówią na inne tematy i w nieco innych sytuacjach niż kobiety. W ramach badań przeprowadzałam wywiady z kobietami i mężczyznami, którym udało się pomyślnie przejść okres transformacji politycznej. Panowie mówili więcej, choć niekoniecznie na temat, głównie o swoim sukcesie zawodowym, specyfice pracy, używali profesjonalnego języka i fachowych terminów. Wydaje mi się zatem, że kobiety i mężczyźni mówią inaczej - one są z reguły bardziej "skargliwe", a oni bardziej skłonni do mówienia o sobie i swoim prawdziwym czy domniemanym sukcesie.

Skąd się wziął stereotyp kobiety-przekupki i przekonanie, że panie są bardziej gadatliwe od panów?
Gdy sobie uzmysłowimy, że jeszcze sto lat temu pójście na studia było dla kobiet problemem, wówczas okaże się, jak bardzo zamknięty był ich świat, no i na jakie tematy mogły rozmawiać, nawet te oczytane i dość dobrze wykształcone w domowych warunkach. Kobiety rozmawiały o swoich rodzinach, wymieniały się doświadczeniami gospodyń domowych, były to ich tematy pierwszorzędne. Skutkiem tego jest specjalny kod, sposób mówienia o mężczyznach, piaskownicy z dziećmi, o garnkach. Kod, który umożliwia nam pojęcie "w lot", o czym mówi nasza koleżanka. Być może zatem stereotyp kobiety-przekupki wziął się stąd, że mężczyźni nie rozumieli tego kobiecego kodu, a przez to nie rozumieli, o czym one mówią. Dla nich było to po prostu trajkotanie.

Co wpłynęło na utrwalenie się tego przekonania?
Moim zdaniem to kwestia kultury, w której dorastamy. Dziewczynki są od dziecka "chowane" do komunikowania się, empatii, dzielenia się myślami z innymi. Chłopcy, którzy wykazują takie "kobiece" cechy, są czasami nazywani "babami". Chłopcy są nagradzani za wygraną w rywalizacji, za gotowość do otwartej konfrontacji, zdobycie pozycji w grupie. Gdyby dziewczynka miała w ten sposób wyrażać swoją osobę, to zapewne nazywano by ją "chłopczycą" i upominano. Według społecznych schematów, to chłopiec ma być broniącym gawry samcem, a ona - potulną i skromną opiekunką. Tyczy się to też zachowań werbalnych, sposobu komunikacji czy używanego języka. Stereotypy płci są tak silne, że mają ogromny wpływ na to, co i jak mówimy.

Czyli można powiedzieć, że kobiety są wychowywane "do mówienia"?
Tak, to widać na co dzień. Kiedy chłopak spotyka się w kafejce z dziewczyną na randce i milczą, to prawie zawsze ona bierze na siebie ciężar rozpoczęcia rozmowy. Kobiety mają mówić, bez ich gadania świat by się rozleciał! To one odpowiadają za tworzenie się więzi między kobietami a mężczyznami.

Twierdzi pani, że mówienie kobiet jest potrzebne…
Oczywiście, że tak!

… jednak to, że kobiety mówią dużo, wytyka się im jako wadę.
Główny powód pejoratywnego traktowania gadulstwa jest taki, że są ludzie, którzy kompletnie nie potrafią słuchać. Bo najpierw trzeba słuchać, a dopiero potem mówić. Gaduła, która nie słucha, a następnie mówi jak najęta, nie jest interaktywna, nie można się z nią porozumieć. Takie gaduły występują zarówno w postaci żeńskiej, jak i męskiej - żeby zobaczyć te drugie, wystarczy włączyć telewizor i poczekać, aż pojawią się na wizji politycy.

Prof. Hanna Palska jest socjologiem kultury, wykładowcą Collegium Civitas w Warszawie i kierownikiem w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN