Oficer prasowy przez lata opowiadał, że w Roswell rozbił się balon meteorologiczny, a nie latający spodek. Jak twierdzi - kłamał. W pisemnym oświadczeniu, które kazał ujawnić dopiero po swojej śmierci, ujawnił: Widziałem ciała kosmitów. Ta opowieść na nowo rozpaliła emocje związane z katastrofą w USA w 1947 roku.

Rodzina porucznika Wiliama Hauta powoli rozrywała kopertę z napisem "otworzyć po mojej śmierci". W środku była kartka papieru z opisem zdarzenia sprzed 60 lat. Haut przyznaje, że historia o balonie była całkowicie zmyślona, a wojsko zabrało wszystkie resztki latającego spodka do swojej bazy.

Obcy mieli koło 120 cm i duże głowy. Ich jajowaty pojazd mierzył 4,5 metra długości i 1,8 metra szerokości - pisze Haut. UFO nie miało żadnych okien, podwozia ani drzwi.

Oficer podał też, że tak naprawdę były dwa miejsca katastrof. Wszyscy interesowali się tym pierwszym, ale najważniejsze rzeczy wojskowi znaleźli gdzie indziej. Dlatego przez pewien czas pozwolono mieszkańcom zbierać szczątki, by nikt nie zwrócił uwagi na miejsce drugiego wypadku. Co ciekawe, wojsko najpierw przyznało, że "509. grupa bombowa z ósmej armii powietrznej weszła w posiadanie latającego dysku". 24 godziny później zmieniło wersję na rozbity balon meteorologiczny. Ciała kosmitów to manekiny - opowiadali oficerowie dziennikarzom.

Porucznik Haut przez całe swe życie przedstawiał oficjalną wersję. Dlatego ufolodzy uważają, że relacja ujawniona po jego śmierci jest prawdą. Ten człowiek nie szukał sławy - tłumaczą.