Trwa gorączkowe poszukiwanie pieniędzy dla protestujących pielęgniarek. "Rzeczpospolita" dowiedziała się nieoficjalnie, że pieniędzy na podwyżki państwo poszuka u posiadaczy domów, mieszkań i działek.

Według gazety, fiskus pracuje nad ustawą o podatku katastralnym. To regularny podatek płacony od posiadanych nieruchomości. Każdy, kto taką ma, płaciłby rocznie pewien procent od jej wartości.

Nie wiadomo, jaki miałby być to procent. Resort finansów ucina wszelkie pytania o prace nad ustawą. Ale podobny podatek funkcjonuje w wielu zachodnich krajach. Wynosi od 0,5 proc. do 1,8 proc.

To może być ogromny wydatek dla polskich rodzin. Średniej wielkości mieszkanie w centrum Warszawy kosztuje już nawet 500 tysięcy złotych. Jeśli podatek wynosiłby 1 proc., to rocznie rodzina, która mieszka w takim mieszkaniu, oddawałaby fiskusowi 5 tysięcy złotych. To ponad 450 złotych miesięcznie! A przecież ten podatek nie zależałby od zarobków.