Przez cały poniedziałek nad pismem odwołującym się od wyroku pracował specjalny międzyresortowy zespół powołany przez premiera do oceny tej sprawy. Dziś rząd zdecydował, że sprawa ma wrócić do Strasburga - poinformował o tym wicepremier Roman Giertych. I nie chodzi tu o odszkodowanie, które dostała Alicja Tysiąc. Uznanie przez Polskę wyroku wiązałoby się ze zmianą ustawy aborcyjnej. PiS pamięta, do czego doprowadziły poprzednie kłótnie aborcyjne, dlatego nie chce ich zaczynać na nowo.

"Gdybyśmy się nie odwołali, musielibyśmy zmieniać ustawę dotyczącą ochrony życia. A to by ochronie życia nie służyło. To przesłanka moralna. Ale głównym powodem odwołania jest przesłanka prawna - nie było wyjścia, trzeba się było odwołać" - tłumaczy premier Jarosław Kaczyński.

Trybunał Praw Człowieka orzekł, że jeśli państwo dopuszcza możliwość aborcji w określonych sytuacjach, to nie może utrudniać skorzystania z tej możliwości. Powinno się ustanowić niezależny organ, do którego kobieta może się odwołać od odmowy wykonania aborcji. A Alicja Tysiąc nie miała gdzie się odwołać. Gdyby Polska zgodziła się z wyrokiem, musiałaby wpisać do ustawy taki właśnie organ odwoławczy.

Jak pisze tvn24.pl, jest jeszcze jeden plus odwołania do Trybunału Praw Człowieka. Procedura odwoławcza jest bardzo długa. Może potrwać nawet dwa lata. A za dwa lata sytuacja polityczna może wyglądać zupełnie inaczej. Będzie to więc kukułcze jajo dla następnej ekipy rządzącej.

Sprawa Alicji Tysiąc wywołała lawinę komentarzy i wiele kontrowersji. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że prawa Polek, którym ciąża grozi pogorszeniem zdrowia, są łamane. Nie mają one bowiem pewności, że uzyskają na czas rozstrzygającą decyzję, czy mają prawo do aborcji.

Zagrożenie zdrowia matki jest, zgodnie z polskim prawem, jednym ze wskazań do legalnej aborcji. Często zdarza się jednak, że orzeczenia lekarzy są sprzeczne, a procedura się przeciąga. Dlatego w praktyce kobieta nie ma możliwości skorzystania z gwarantowanego przez prawo zabiegu przerwania ciąży. A w przypadku odmowy nie ma gdzie się poskarżyć.

Zgodnie z wyrokiem państwo musi wypłacić Alicji Tysiąc 25 tys. euro zadośćuczynienia oraz 14 tys. euro za poniesione koszty postępowania.