967 na Dolnym Śląsku, 850 na Śląsku i 647 w Łódzkiem - wylicza województwa, w których w ubiegłym roku złożono najwięcej wniosków o odebranie prawa jazdy za niepłacenie alimentów "Dziennik Łódzki". Taka kara to najwyraźniej najlepszy sposób na ludzi, którzy nie chcą płacić na utrzymanie swych dzieci. Szacuje się, że w kraju tylko około 10 proc. osób, którym sąd kazał płacić alimenty regularnie to robi. Trzeba więc było znaleźć bat na rodziców, którzy chcą się wykręcić od płacenia.

Ustawa weszła w życie kilkanaście miesięcy temu, ale ośrodki pomocy społecznej zaczęły ją stosować niedawno. Procedura wygląda tak: najpierw Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (MOPS) sprawdza, czy rodzic faktycznie unika płacenia alimentów. Jeśli okaże się, że jest sknerą albo nie chce podjąć proponowanej pracy, by zarobić na alimenty, wówczas MOPS kieruje wniosek do prokuratury i występuje jednocześnie do wydziału komunikacji o odebranie prawa jazdy.

Rodzicowi, który zostaje bez pieniędzy na dziecko, gmina wypłaca zaliczkę alimentacyjną w wysokości od 170 do 300 zł. Alimenciarze mogą odzyskać prawo jazdy dopiero, gdy spłacą zaliczkę i oddadzą pieniądze byłemu małżonkowi.