Kultura języka nie jest przestrzegana przede wszystkim w środkach komunikacji. Niemal dwie trzecie dorosłych deklaruje, wciąż musi wysłuchiwać wulgarnych wyrażeń w pociągach i autobusach. Prawie 30 proc. badanych, szczególnie tych młodych i często odwiedzających kluby, bary i dyskoteki - styka się z przekleństwami w miejscach, w których spędza czas wolny.

Nie lepiej jest w szkołach i biurach. Prawie 40 procent uczniów i studentów uważa, że w szkołach i na uniwersytetach często można usłyszeć wulgaryzmy i prawie 40 proc. osób aktywnych zawodowo przyznaje, że często styka się z niecenzuralnymi słowami w swoim miejscu pracy.

Oazą pięknej polszczyzny okazują się za to nasze domy. Zdecydowana większość z nas deklaruje, że kontaktach z najbliższymi wulgaryzmy padają jedynie sporadycznie lub wcale się nie pojawiają. Jedynie 7 proc. Polaków musi znosić siarczyste przekleństwa także w domach.

Kiedy Polak klnie?

Przede wszystkim wtedy, kiedy puszczają mu nerwy. Prawie dwie trzecie posiłkuje się przekleństwami w sytuacjach stresu, zdenerwowania - ogólnie rzecz biorąc pod wpływem silnych emocji, także pozytywnych. Co dziewiąty respondent deklaruje, że używa niecenzuralnych słów w celu "dookreślenia", dosadnego ujęcia elementów, swojej wypowiedzi. Co ciekawe okazało się, że choć wulgaryzmów nie używa tylko jedna czwarta polskiego społeczeństwa, to aż połowa z nas nie akceptuje rynsztokowych wyrażeń.