Aż 23,5 proc. spośród pół miliona szóstoklasistów zdobyło na egzaminie mniej niż 20 punktów (na 40 możliwych). Eksperci z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej mówią o nich, że są „zagrożeni w dalszej edukacji”. Nie rozumieją czytanego tekstu, nie mają własnego zdania, są w pewnym sensie funkcjonalnymi analfabetami. -
Mają problem z aplikowaniem wiedzy nawet do najprostszych zadań - alarmuje prof. Aleksander Nalaskowski, dyrektor Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika.

Co czwarty uczeń nie potrafi przeliczać minut na godziny, ma kłopoty z poruszaniem się po kalendarzu i planowaniem czasu, szacowaniem kosztów i wykonywaniem prostych obliczeń. To czego w takim razie uczył się na matematyce, przyrodzie czy historii? Według Krystyny Szumilas z Platformy Obywatelskiej, przewodniczącej sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży, uczniowie traktowani są jak dysk komputerowy, na który można wgrać jak najwięcej informacji. - Za mało jest nauczania umiejętności, pedagodzy nie pokazują dzieciakom, jak to co już wiedzą wykorzystywać w praktyce - mówi posłanka.

Ze sprawozdania Centralnej Komisji Edukacyjnej wynika, że uczniowie nie umieją rozwiązywać zadań, które wymagają przejścia kilku kroków, mają problem nawet z banalnymi zadaniami matematycznymi, szczególnie z treścią - bo wtedy problem trzeba opisać językiem liczb. Często błędy w rozumowaniu były spowodowane tym, że uczniowie nie czytają uważnie poleceń. - Poprawy wymagają umiejętności językowe. Dzieci nie mają problemów z napisaniem SMS-a. Ale już z ortografią, interpunkcją czy precyzyjnym wnioskowaniem jest bardzo słabo - przyznaje Marek Legutko, dyrektor CKE.

Eksperci mówią: zmian wymaga i program nauczania, i metody przekazywania wiedzy. - Musimy wykorzystywać tzw. metody aktywne. Jeśli uczeń ma obliczyć powierzchnię, to pozwólmy mu poukładać płytki na podłodze - mówi Krystyna Szumilas. - Trzeba skończyć z tym, że nauczyciel przekazuje wiedzę, a ona jest potem powielana, często bez poparcia przykładami - dodaje senator Edmund Wittbrodt, były minister edukacji.

Zamiast załamywać ręce nad poziomem uczniów, trzeba zmienić mentalność nauczycieli. Czy raczej zmusić ich do tego, by lekcje przez nich prowadzone nie były wykładami, a przeradzały się w dyskusje, by interpretacja książki nie była przekazem wiedzy z historii literatury, a burzą mózgów całej klasy. Nawet twierdzenie Pitagorasa czy wzory skróconego mnożenia można wytłumaczyć, odwołując się do prostych sytuacji z życia: konieczności wyliczenia, ile terakoty kupić na podłogę albo ile piosenek zmieści się w pamięci odtwarzacza MP3. Szkoły pedagogiczne próbują iść z duchem czasu i wprowadzają nowe metody dydaktyczne. Absolwenci wiedzą, jak uczyć młodzież rozwiązywania testów takich jak ten na zakończenie szóstej klasy.

- Poznajemy nowe metody dydaktyczne, to prawda, ale to wszystko jest robione ad hoc, brakuje fachowej literatury, sami do końca nie wiemy, jak to zadziała w praktyce - mówi nam Ewelina Beńko, studentka IV roku polonistyki na UW. Polską szkołę tworzą tysiące pedagogów, którzy studia skończyli kilkanaście albo i kilkadziesiąt lat temu. - W czasie praktyk, które miałam w szkole, nauczycielka sceptycznie patrzyła na to, że robię z uczniami burzę mózgów. Sami uczniowie byli zresztą niesamowicie zaskoczeni, że tak może wyglądać lekcja - dodaje Beńko.

Eksperci są pewni: mamy już dość dokumentacji, żeby wyciągnąć wnioski, jak zmienić polską szkołę. - Minister edukacji powinien zasiąść do stołu z metodykami i rozpocząć pracę nad reformą szkolnictwa - mówi Krystyna Łybacka, była minister edukacji. I chodzi tu bardziej o reformę samych nauczycieli niż całego systemu.

Podstawowe błędy polskiej szkoły:

● Za dużo przekazuje teorii, za mało praktyki. Dzieci uczą się na pamięć i nie potrafią wykorzystywać wiedzy w życiu

● Nauczyciele boją się, że nie zdążą „zrealizować programu” i rezygnują z dokładnego wytłumaczenia zagadnień

● 12-latki nie umieją rozwiązywać nawet bardzo prostych zadań matematycznych, wymagających przeprowadzenia elementarnych obliczeń.Czego więc uczyli ich nauczyciele matematyki?

● Poloniści za małą wagę przykładają do zasad interpunkcji i ortografii. W efekcie szóstoklasiści piszą koślawo, niedbale i robią podstawowe błędy

● Za mało dyskusji na lekcjach. Uczniowie nie umieją kojarzyć faktów, nie mają własnego zdania, nie rozumieją poleceń. Inne sformułowanie pytania niż oczekiwane dezorientuje ich

● Nauczyciele nie umieją selekcjonować wiedzy, nie pokazują uczniom, które informacje są ważne, a które