O wywiadzie rzeczniczki praw dziecka Ewy Sowińskiej dla tygodnika "Wprost", w którym zastanawiała się nad tym, czy Tinky Winky, jeden z bohaterów Teletubisiów jest gejem, zrobiło się wczoraj głośno w Komisji Europejskiej. A o sprawie pisze już nawet prasa koreańska.

Co na to Polska? Czy Sejm, który wybrał Ewę Sowińską, zamierza zająć się kompromitacją, którą zgotowała nam rzeczniczka? "Pani rzecznik otrzymała już upomnienie od marszałka Dorna, a marszałek to najważniejsza osoba w Sejmie" - mówi Jolanta Szczypińska z PiS. Szczypińska ma nadzieję, że Ewa Sowińska wyciągnie wnioski ze swojej wpadki. "To była niepotrzebna wypowiedź, ale jestem pewna, że już się nie powtórzy, dlatego na razie nie ma powodów do dymisji" - mówi. "Gdyby jednak znowu doszło do czegoś podobnego, trzeba będzie wyciągnąć konsekwencje".

Jednak nie wszyscy są tak wyrozumiali jak posłanka Szczypińska. Jej klubowy kolega, poseł Andrzej Dera, jest bardziej surowy. "Mam wątpliwości, czy ktoś, kto wypowiada się w ten sposób, powinien nadal pełnić taką funkcję" - przyznaje. I apeluje do Sowińskiej: "Jeżeli ma pani wątpliwości wobec jakichś programów dla dzieci, proszę je wyjaśniać. Ale najpierw w gronie swojego zespołu, a dopiero potem ogłaszać to publicznie. Bo później się z nas śmieją".

A śmieją się - niestety - bardzo głośno. Wojciech Hernes, korespondent Radia ZET, jak co dzień rano otworzył wczoraj niemieckie gazety. "Przeglądam "Die Welt", patrzę, a tam artykuł o tym, że polskie siły konserwatywne martwią się o homoseksualny przekaz Teletubisiów, bo jeden z nich, Tinky Winky, ma upodobanie do damskiej torebki" - opowiada. Hernes, a wraz z nim tysiące Niemców, mógł przeczytać, że "po opinii psychologów na temat Teletubisów polskie dzieci będą musiały liczyć się z tym, że programy dla nich w publicznej telewizji będą cenzurowane".

Próżno się łudzić, że tekst został niezauważony. Pod jego internetowym wydaniem natychmiast rozpętała się dyskusja. "To przejaw polskiej paranoi wobec gejów. My przyjęliśmy Polaków do Unii Europejskiej, a oni cofają wspólnotę do początków XX wieku" - pisze jeden z czytelników.

Brytyjczycy pośmiali się z nas, przeglądając strony internetowe BBC, producenta Teletubisiów. "Jedna ze stacji radiowych przeprowadziła głosowanie na najbardziej podejrzany program dla dzieci" - pisze autor tekstu na stronach BBC. "Internauci odpowiadali, że Kubuś Puchatek ma wyłącznie kolegów".

Zauważyła nas nawet prasa koreańska. Na portalu południowokoreańskiej agencji prasowej News pojawił się artykuł zatytułowany "Polski rząd chce zabić Tinky Winky".

Drwiny z Polski w jednym z najpoważniejszych europejskich dzienników to niejedyna "reklama", jaką zafundowała Polsce na świecie Ewa Sowińska. Zagraniczni dziennikarze przypominają też inne publicznie wygłaszane dylematy Sowińskiej. Choćby ten, czy gej może być nauczycielem.

Z kolei w polskim internecie pojawiło się wczoraj nagranie fragmentu wypowiedzi ojca Rydzyka, w którym ostro krytykował Teletubisie: "Postać ta (Tinky Winky) jest wyraźnym symbolem zboczenia, jakim jest gejostwo. Po pierwsze - jest różowa, kolor gei (tak w oryginale - przyp. red), po drugie - ma antenkę w kształcie trójkąta, a to przecież ich symbol, po trzecie - nosi coś w rodzaju torebki, jak reszta tych zboczeńców" - tłumaczył słuchaczom szef toruńskiej rozgłośni. Ewa Sowińska jest w dobrych stosunkach z rozgłośnią Radia Maryja i z ojcem Rydzykiem.