Raport "Diagnoza sytuacji kobiet na rynku pracy"powstał na zlecenie wiceminister Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Wynika z niego niezbicie: łączenie pracy i obowiązków rodzinnych stanowi w Polsce kolosalny problem. I to nie dlatego, że pracodawcy zwalniają młode matki z pracy czy uniemożliwiają powrót na to samo stanowisko po urlopie macierzyńskim albo wychowawczym.

"Sprawdziliśmy, jak działa ochrona kobiet po powrocie do pracy i naszym zdaniem nie jest z tym źle" - przyznaje prof. Irena Kotowska, która kierowała jednym z zespołów badaczy pracujących nad raportem.
Okazuje się bowiem, że prawie 70 proc. pań wraca po urlopie na dawne stanowisko, 80 proc. zarabia tyle samo, co przed ciążą. A główny powód, dla którego część kobiet nie kontynuuje dawnego zajęcia, jest prosty - chcą znaleźć lepszą pracę.

Problem, który dręczy młode kobiety, jest inny: to obojętność pracodawcy na to, że są matkami. Ponad 63 proc. pracodawców przyznało, że nie stosuje żadnych ułatwień, które miałyby pomóc połączyć pracę z opieką nad dziećmi! Jak to tłumaczą? Właścicielka małego sklepiku spożywczego na warszawskiej Białołęce: "W moim sklepie pracuję ja i dziewczyna, którą zatrudniam. Jeżeli jej pozwolę nie pracować w weekendy, to we wszystkie soboty i niedzielę sama będę musiała to robić. Po co mi taka pracownica?"

Raport pokazuje, że najgorzej jest w Polsce z podejściem szefów do telepracy. Tylko 0,9 proc. z nich na nią pozwala, a aż połowa ankietowanych szefów firm uważa, że pozwolenie kobiecie na pracę w domu byłoby dla nich problemem.

Z kolei kobiety pytane, czego im najbardziej trzeba, aby móc łączyć obowiązki zawodowe z rodzinnymi, odpowiadały, że elastycznego zatrudnienia. Co to znaczy? Na przykład możliwość zaczynania i kończenia pracy w różnych godzinach. "Pracowałam tak w Wielkiej Brytanii" - opowiada Marina Coey, Brytyjka, która jest teraz w Polsce prezesem firmy organizującej szkolenia i konferencje w zakresie elastycznej pracy. "Zaczynałam dzień bez stresu, że nie zdążę zaprowadzić dziecka do przedszkola, bo mogłam przyjść od ósmej do dziesiątej. Mogłam zaplanować, że wyjdę na zebranie do szkoły, jeśli wcześniej zacznę pracę".

Jeżeli pracodawcy nie zaczną myśleć o ułatwieniach dla kobiet, one nie będą myśleć o kolejnych dzieciach. Raport to potwierdza. Na pytanie w ankiecie, jaki czynnik zachęciłby do powiększania rodziny, odpowiedź: "łatwość zdobycia i utrzymania pracy" zaznaczyło 64 proc. respondentek. 60 proc. pań wskazało też "dostosowanie godzin pracy do opieki nad dziećmi". Pracujące matki łatwiej decydowałyby się też na następne dziecko, gdyby żłobki czy przedszkola były bardziej dostępne (40 proc. odpowiedzi). Codzienność jest bowiem taka, że matki gimnastykują się, żeby zdążyć do przedszkola przed ósmą, bo później dziecko nie zostanie przyjęte i żeby odebrać je przed godz. 17. Efekt jest taki, że oprócz przedszkola trzeba opłacać nianię.

Niektóre ułatwienia dla matek dopiero trzeba wprowadzić, są jednak i takie, które istnieją od dawna, ale matki z nich nie korzystają. "Nawet mi nie przyszło do głowy, żeby wychodzić z pracy wcześniej, bo karmię piersią" - kręci głową Anna Tomaszewska, pracownica biurowa dużego koncernu w Warszawie. - To intymna sprawa, nawet wstydziłabym się rozmawiać o tym z szefem.

Ile karmiących matek zachowuje się tak samo jak ona? Okazuje się, że aż 55 proc., mimo że prawo pozwala im skracać dzień w pracy. Z innego przywileju - przerw na karmienie, korzystało 36 proc. ankietowanych. Z prawa do zatrudnienia w niepełnym wymiarze nie skorzystało 95 proc. kobiet. Dlaczego? Autorzy raportu sami odpowiadają na to pytanie: stosowanie ułatwień to dla pracodawców wysiłek organizacyjny.

Z badań wynika jednoznacznie, że obawy przed zatrudnianiem młodych kobiet czy strach przed ich planami macierzyńskimi są bezpodstawne. Młode matki to dobre pracowniczki. "Pracodawcy sami obalili mit o dużej absencji i zwolnieniach lekarskich kobiet w porównaniu z mężczyznami" - czytamy w tekście. Dziwi więc inny, paradoksalny wniosek: choć pracodawcy chwalą młode matki, które już mają u nich angaż, nie chcą jednak zatrudniać kolejnych młodych kobiet, bo boją się, że te zaczną wykorzystywać swoje uprawnienia ciążowe i macierzyńskie.

Wnioski z całości raportu są smutne. Jakie są rozwiązania? "Promowanie firm przyjaznych rodzinie" - mówi prof. Irena Kotowska. Tym bardziej że trudności, jakie mają kobiety, łącząc obowiązki rodzinne i zawodowe, ograniczają ich zaangażowanie na rynku pracy i powstrzymują przed decyzją o kolejnym dziecku.


Łączenie pracy i opieki nad dziećmi to nie tylko sprawa matek

Ilona Blicharz: Z raportu, który pani przygotowała, wynika, że oczywiste łamanie praw kobiet w polskich firmach, np. zwalnianie po powrocie z urlopu macierzyńskiego, uniemożliwianie pracy na tym samym stanowisku, to zjawiska marginalne. Dorośliśmy? Czy zawsze tak było?
Irena Kotowska: Dorośliśmy w tym sensie, że jest to obecne w publicznych dyskusjach. Kobiety wiedzą lepiej jak się bronić i czego się domagać, a pracodawcy są bardziej świadomi konieczności przestrzegania ich praw.

Jak zachęcić szefów firm do stosowania ułatwień dla pracujących matek?
To mogą być bezpośrednie zachęty finansowe, np. ulgi podatkowe dla firm przyjaznych rodzinie, korzyści ekonomiczne firm zatrudniających kobiety, jak i dyskusja o firmach przychylnych rodzinie. Zabiegamy o to, by firmy nie zatruwały środowiska, żeby nie naruszały równowagi ekologicznej, a nie pamiętamy o tym, że częścią ekosystemu są pracownicy i ich rodziny.

Co może poprawić sytuację młodych matek w Polsce?
Powszechne stosowanie istniejących już rozwiązań, które umożliwiają dostosowanie organizacji pracy i jej wymiaru do opieki nad dzieckiem, zachęcanie ojców do uczestnictwa w opiece, propagowanie firm przyjaznych rodzinie. A nade wszystko uznanie, że łączenie pracy i opieki nad dziećmi to nie jest tylko sprawa matek.

Prof. dr hab. Irena Elżbieta Kotowska, współautorka raportu, kierowniczka zakładu demografii w Instytutucie Statystyki i Demografii SGH w Warszawie


Pracodawcy nie pomagają kobietom w pracy, bo to kosztuje

Ilona Blicharz: Z publikowanych przez nas badań wynika, że pracodawcy rzadko ułatwiają kobietom łączenie obowiązków rodzicielskich z zawodowymi...
Witold Polkowski: Można powiedzieć wprost - nie ma żadnych ułatwień.

Dlaczego tak się dzieje?
Bo zatrudnienie kobiety kosztuje więcej, niż mężczyzny. Spójrzmy choćby na wymagania BHP. Te dla kobiet są inne, niż dla mężczyzn, bo kobiety są mniej wytrzymałe i mają inną fizjologię. A pracodawcy zwyczajnie nie chcą ponosić dodatkowych kosztów. Tak samo jest z ułatwieniami w pracy. Skrócenie godzin pracy czy przerwa na karmienie, to wszystko ciągnie za sobą koszty, które pokrywa pracodawca, a nie państwo. Z drugiej strony, firmy nie mają prawnie zapisanego obowiązku stosowania takich ułatwień. Nie ma ustawy, a nie można przecież wymagać od pracodawcy wyprzedzania prawa.

A telepraca? Kiedy przestanie dziwić pracodawców?
Gdy powstanie odpowiedni przepis, a przedsiębiorcy zaznajomią się z nim. Pracodawcy boją się ryzykować, obawiają się nowości, ewentualnych sankcji.

Dlaczego kobiety boją się korzystać z tych praw, które już mają, na przykład z przerw na karmienie?
Myślę, że problem leży w pracowniku, a nie pracodawcy. To efekt stereotypów, strachu, że realizowanie własnych praw będzie źle postrzegane przez szefa. To zła postawa, zupełnie niepotrzebna.

Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich, bierze udział w przygotowaniu przepisów o telepracy