Wreszcie jakiś konkret, bo do tej pory zmniejszenie składek rentowych jedynie nam obiecywano. Dzisiaj minister finansów Zyta Gilowska mogła wreszcie oznajmić: rząd przyjął projekt ustawy, dzięki której od lipca składka zmaleje o 3 procent, a od przyszłego roku o kolejne 4 proc. To oznacza, że choć nasze pensje na papierze się nie zmienią, więcej pieniędzy dostaniemy do ręki.

Składka rentowa wynosi dziś 13 proc. naszych zarobków, ale płacimy ją na spółkę z pracodawcą, czyli od pensji brutto zapisanej w umowie znika co miesiąc 6,5 proc. na ten cel. Wicepremier mówiąc o zniżkach, myśli o obniżeniu całej składki - zarówno części płaconej przez zatrudniającego i zatrudnianego. Oznacza to, że nasza składka spadnie w tym roku do 5 proc., a od stycznia do 3 proc.

Ile nam zostanie w kieszeni? To zależy od wysokości zarobków - im są wyższe, tym więcej. Np. jeśli zarabiasz 2 tys. zł brutto, płacisz dziś 130 zł składki rentowej, a od stycznia - ok. 60 zł, czyli na rękę zostaje Ci nie ok. 1360, a ok. 1420 zł.

Niestety, na razie nie ma się co cieszyć. Bo to, że ustawę przyjął rząd, jeszcze niczego dla nas nie oznacza. Teraz nad zmianami głosować będzie Sejm. Jeśli je przyjmie, nasze pensje wzrosną. Zyta Gilowska ma nadzieję, że posłowie z tą ustawą uporają się szybko, bo jest prosta i krótka. Czy tak będzie - zobaczymy.