Czy narzeczonym potrzebne są nauki przedmałżeńskie?
Rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska chce zadbać o edukację i szczęście przyszłych małżonków. Postuluje, by wszystkie osoby zamierzające wziąć ślub tylko w urzędzie stanu cywilnego chodziły na obowiązkowe kursy przedmałżeńskie. Tak, jak muszą to zrobić ci, którzy mówią sobie "tak" w Kościele. Czym pani rzecznik uzasadnia swój pomysł?
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jej zdaniem "cywilni" małżonkowie są dyskryminowani, ponieważ pozbawia się ich kontaktu z wykładającymi na kościelnych kursach specjalistami: psychologami, lekarzami i
seksuologami. Narzeczeni nie mogą się więc dobrze poznać, zdobyć niezbędnej wiedzy na temat małżeńskich obowiązków, a także dowiedzieć się, jak unikać ryzykownych zachowań seksualnych
i chorób przenoszonych drogą płciową. Pomysł pani rzecznik od razu wywołał gorącą dyskusję. Zdaniem jego przeciwników obowiązkowe nauki przedmałżeńskie byłyby zbyt daleko idącą
ingerencją państwa w życie osobiste obywateli.
Złośliwi twierdzą, że jak tak dalej pójdzie, to obowiązkowe kursy trzeba będzie skończyć przed podjęciem każdej życiowej decyzji, np. o przygarnięciu psa, kupnie samochodu czy wzięciu
kredytu na mieszkanie. Wiele osób jest zdania, że informacje, o których mówi pani Sowińska, powinny być przekazywane młodym ludziom już w gimnazjum i liceum, a nie kilka tygodni przed
ślubem. I to przekazywane rzetelnie, a nie tylko zgodnie z religijnym światopoglądem. Pani rzecznik powinna więc przede wszystkim zadbać o przywrócenie edukacji seksualnej w szkołach, a nie
kazać się uczyć dorosłym. Warto także przypomnieć, że ślub cywilny biorą przede wszystkim narzeczeni po przejściach, czyli np. rozwodnicy. Im przecież nie trzeba tłumaczyć, skąd się
biorą dzieci.
Obowiązkowym cywilnym kursom przedmałżeńskim sprzeciwiają się także niektórzy katolicy. Boją się, że zajęcia na nich będą prowadzić ludzie promujący liberalny styl życia
(przyzwolenie na antykoncepcję, rozwody, aborcję), którzy zamiast solidnie przygotowywać do życia w rodzinie, stanowiliby dla tej rodziny prawdziwe zagrożenie. Ale propozycja pani rzecznik ma
także swoich zwolenników. Ich zdaniem wielu młodych ludzi nie jest odpowiednio przygotowanych do wspólnego życia. Biorą ślub pochopnie, np. pod wpływem chwilowego zauroczenia, a po kilku
miesiącach czy latach dochodzą do wniosku, że popełnili błąd. Dlatego warto, by przed podjęciem tej ważnej decyzji mieli szansę nauczenia się i przećwiczenia umiejętności radzenia sobie
w trudnych sytuacjach w związku, poznali blaski, ale też cienie małżeństwa. Takie spotkania z kompetentnymi i bezstronnymi osobami pozwoliłyby im lepiej poznać siebie i pomogły mądrze i
świadomie przygotować się do podjęcia decyzji o ślubie. Tak, aby ich małżeństwo było szczęśliwe do końca ich dni.
W Kościele bez nauk ani rusz
Narzeczeni pragnący wziąć ślub w Kościele muszą obowiązkowo skończyć katolicki kurs przedmałżeński. Zazwyczaj składa się on z dziesięciu spotkań w kościele i trzech w przyparafialnej
poradni rodzinnej. Kurs ma na celu m.in.: pogłębienie chrześcijańskiej nauki o małżeństwie i rodzinie, przygotowanie do odpowiedzialnego rodzicielstwa, zapoznanie z naturalnymi metodami
zapobiegania ciąży, ochroną życia poczętego, a także problemami małżeńskimi. W Europie tylko Polacy mają obowiązek ukończenia kursu. W innych krajach uczestnictwo w zajęciach jest mile
widziane, ale dobrowolne. Kursy przedmałżeńskie muszą natomiast kończyć katolicy w Stanach Zjednoczonych. Tam nauki trwają rok.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!