Choć inni mówią nie, i choć nam życzą źle. Na przekór czasom i ludziom wbrew, kupię nam obrączki dwie. Nie będę sępem miłości! Już dosyć, już dosyć! Dosyć antymałżeńskiej propagandy sączonej nam do ucha przez rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne. Przelotnych miłostek lansowanych przez piosenkarzy na festiwalach.
Przede mną miłość aż po grób. Nie wierzę piosence. Weźmy taką noc poślubną. Czy noc w piosenkach w ogóle bywa poślubna? Nigdy. Noc w piosenkach to rozwiązłość, jednorazowe sprawy bez przyszłości! Spójrzmy prawdzie w oczy, niejedna z nas wychowana na zgubnych synkopach grupy Bolter, ma dziś złamane życie.
„Daaaj mi tę noc, tę jeeedną noooc!” - zło zasiane w mózgu dziewczynki oplata dorosłą kobietę niczym dzikie wino, dzikie pnącze! I nikt go już nie rozplącze. Ale to nie jedyny przykład. Ja już pominę sprawę koca wyniesionego na dach w sobotnią noc. Bohaterka odkręciła gaz, nie przyjechał nikt na czas (swoją drogą wstydziłbyś się, Grzegorzu Markowski, zarabiać na takim nieszczęściu!). Zmilczę noce z miłości (pozamałżeńskej) bezsenne i te wszystkie dmuchawce, latawce. Ja nawet nie będę komentować działalności estradowej Martyny Jakubowicz z jej tęsknotą za wolną miłością, uosobioną przez samego Casanovę – rozpustnika! Ja to wszystko mogę jeszcze od biedy odpuścić, ale jednego nie mogę...

Cała Polska przecież wie, że małżonek Beaty Kozidrak nigdy nie miał na imię Józek! Niewinne kwiatuszki, prosto od pierwszej komunii, musiałyśmy wysłuchiwać o podłym romansie na jedną noc. Beato! Nie daruję ci tej piosenki! Podpuszczone przez ciebie, godząc się na pełną swobodę seksualną, znalazłyśmy się na uczuciowej pustyni, gdzie tylko suchy, suchy piach! Piasek, który nieświadome upadku, pozwalałyśmy sobie wcierać w uszy: Zostań, bo ta noc, to ona płacze deszczem! –Żałosne. Taki stosunek do miłości jest jednym wielkim zawracaniem (czerwonej) gitary! Dziś już wiem: od takich związków trzeba uciekać skoro świt, bo potem będzie wstyd! Takie związki pozbawiają tego, o czym marzy każda dziewczyna, gdy dorastać zaczyna.
Czymże jest miłość bez wesela? Czymże wesele bez nocy poślubnej? Czym noc poślubna bez dziewictwa? Zabawą na klepisku miast balu na tysiąc par! Zgodą na to, że los w znaczone karty gra. Jest już za późno? Nie jest za późno!
Zawsze możemy zanucić: I’m sorry, so sorry. Potem zaś przywołując tysiące twarzy, setki miraży, uśmiechnąć się do każdego z byłych kochasiów, co odeszli w siną dal i szepnąć: żałuję, że cię znałam. Tak oczyszczona, usłyszę Mendelsohna. I powiozą mnie windą do nieba!