Ale to nie zapobiegło buntowi. 60 posłów pod wodzą marszałka Marka Jurka wypowiedziało posłuszeństwo. W finale przegrali wszyscy.

W Sejmie od rana było nerwowo. Najlepiej przygotowana do starcia była LPR, która forsowała wpisanie do konstytucji radykalnej zasady ochrony życia od poczęcia. Popierała ich spora część PiS. Posłowie Ligi rozdawali w kuluarach kartki z cytatami najbardziej krytycznych opinii o prezydenckiej propozycji zmian w konstytucji i encykliki "Evangelium vitae" Jana Pawła II. Na sali w ławach posłów PiS i PO rozkładali list bp. Kazimierza Górnego apelującego o poparcie ich wniosku. To tak rozeźliło Marka Suskiego z PiS, że kilka z tych listów podarł. "Pierwszy raz od czasów reformacji katolik drze list biskupa" - komentował Wojciech Wierzejski. Ligowcy zacierali ręce.

Atmosferę wewnątrz PiS zaogniła inicjatywa marszałka Sejmu. Rano gruchnęła wiadomość, że kilkudziesięciu posłów PiS wystosowało apel o wycofanie skrytykowanych przez ekspertów poprawek Lecha Kaczyńskiego. W kilka godzin podpisało się pod nim 60 posłów. "To jedynie medialne pogłoski" - bagatelizował szef klubu PiS Marek Kuchciński. W tym czasie wszyscy jednak mówili już o rozłamie w PiS.

O 10.30 Kuchciński nie mógł już twierdzić, że nie ma sprawy. "To złamanie dyscypliny i oznaka poważnej nielojalności wobec kierownictwa PiS" - grzmiał zapowiadając "wyciągnięcie konsekwencji". Po godzinie 13 w trybie nadzwyczajnym zebrał się klub PiS. Do Sejmu przyjechał premier Kaczyński w otoczeniu rozpędzonych oficerów BOR, którzy roztrącili dziennikarzy.

Dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska przypłaciła wejście premiera kilkoma siniakami i guzem na głowie. Jarosław Kaczyński zagroził swoim posłom, że jeśli rozłam w PiS urzeczywistni się w głosowaniu, będą wcześniejsze wybory. "A wiecie co one dla nas oznaczają? Będziemy partią opozycyjną" - relacjonowali potem posłowie PiS ostrzeżenia premiera.

Kierownictwo partii podtrzymało wcześniejszą decyzję: poprawki prezydenckie nie zostaną wycofane. Ale szans na przeforsowanie prezydenckiej propozycji nie było. "Przychodzili posłowie PiS i błagali, byśmy głosowali przeciwko" - opowiadał dziennikarzom Jan Rokita (PO).

Tuż przed 17.00 wszystko stało się jasne. Większości nie uzyskała żadna z propozycji PiS, LPR i komisji. Posłowie nie zmienili konstytucji. O 18.00 Marek Jurek zrealizował swoje zapowiedzi, że zrezygnuje, jeśli konstytucja nie zostanie zmieniona. "Do porządku obrad następnego posiedzenia wprowadziłem punkt o zmianie marszałka Sejmu" - poinformował.