Niezależne, wykształcone kobiety, zdolne, zadbane, często są samotne. Dlaczego tak trudno o miłość?
Małgorzata Kożuchowska: Współczesny świat postawił na kobiety i wiele z nas z tej szansy korzysta. Kończymy studia, robimy kariery, już dawno dorównałyśmy mężczyznom.
A oni są wciąż zaskoczeni. Unikają silnych kobiet, boją się, że nie sprostają ich oczekiwaniom.
Dorota Landowska: Zgadzam się z Gosią. Moim zdaniem, dzisiejszy świat jest kobietą. To my decydujemy o bardzo wielu sprawach.
W polityce czy w nauce nigdy wcześniej nie było tak wielu kobiet. Dostępujemy najwyższych zaszczytów. Mnie się to podoba.

Jednak to się odbywa jakimś kosztem...
Małgorzata Kożuchowska: Spełniamy się zawodowo, pniemy po szczeblach kariery, ale często zapominamy o swojej kobiecości. Pozbywamy się łagodności, musimy być twarde, żeby sprostać rywalizacji. Zatracamy coś, co tak naprawdę stanowi o naszej sile. W wiecznym zabieganiu brakuje czasu na rozmowy z partnerem, na pielęgnowanie uczuć. Miłość umiera albo z niej rezygnujemy. Zostajemy same, bo chwilowo tak jest łatwiej.
Dorota Landowska: Błąd. Nie wolno myśleć tylko o karierze i pieniądzach. Trzeba mieć mądrą głowę i otwarte serce, stworzone do tego, żeby kochać, mieć rodzinę, dom, dzieci. To jest nasze powołanie. Same sobie kopiemy grób, zapominając o tym, że tak powinno być, że nic nam tego nie zastąpi.

Można to wszystko pogodzić, kiedy rano się gra w serialu, wieczorem w teatrze, a po południu jeszcze się biegnie na próbę?
Dorota Landowska: Kiedy tylko mogę gotuję obiad z deserem. Przyprowadzam dziecko z przedszkola. Codziennie rozmawiamy, bawimy się, czytamy bajki. Nieważne, ile śpię, wszystko jest OK. Na scenie potrafię być kobietą, której kariera uderza do głowy i zapomina o najważniejszych wartościach. Ale w życiu ani nie mogę, ani nie chcę o tym zapomnieć. Nie zamieniłabym się z nikim, jestem żoną, matką, gospodynią domową i czuję się z tym dobrze. Nie wyobrażam sobie innej drogi.
Małgorzata Kożuchowska: Trzeba się otworzyć na miłość, żeby jej w tym zagonieniu nie przeoczyć. I słuchać dzwonka, kiedy ostrzega, że jak nie zaczniemy pielęgnować naszych uczuć, to one zgasną. Myślę, że to bardzo trudne. Przecież człowiek zajmuje się tyloma innymi sprawami...
Dorota Landowska: Trudne, ale nie niemożliwe.

Czy uroda pomaga w miłości?
Dorota Landowska: Znam kobiety nieładne, a tak szczęśliwe, tak spełnione, że aż trudno w to uwierzyć.
Edyta Olszówka: Ale ładne mają łatwiej. Mają, mają.
Beata Ścibakówna: Może w urzędach. Ale czy w miłości? Mężczyźni coraz rzadziej chcą zdobywać kobiety, stają się leniwi.

Podobno mężczyźni patrzą na ładne kobiety jak na pięknie udekorowany tort na wystawie w cukierni, podziwiają, oblizują się, a potem wybierają zwykłego pączka.
Małgorzata Kożuchowska: No właśnie. Piękne kobiety chyba ich onieśmielają.

Związek, w którym ona robi karierę i więcej od niego zarabia, też nie ma wielkich szans?
Dorota Landowska: Mężczyźnie w takiej konfiguracji jest trudno. Kobieta ma wybór - może robić karierę albo zostać matką i przejść na etat macierzyński, który ją całkowicie pochłonie. A mężczyzna, jak się nie realizuje zawodowo, to nie istnieje. Jak mawiał Witkacy: "Nie jesteś kobietą, żeby ci miłość miała życie wypełnić".

Czego warto od mężczyzny wymagać?
Beata Ścibakówna: Bardzo wielu rzeczy, właściwie tego samego, czego wymagamy od siebie. Obowiązki powinno się dzielić. Oboje pracujemy, mamy swoje zobowiązania, ale dom to nasz wspólny etat. Dziś role mężczyzn i kobiet różnią się niewiele. Chyba tylko tym, że mężczyźni nie rodzą dzieci. Choć ostatnio słyszałam taką historię.
Mąż tak wspierał żonę przy porodzie, tak to przeżywał, że prawie sam rodził.
Małgorzata Kożuchowska: Jednak różnica płci dyktuje podział obowiązków. Kobiety zwracają większą uwagę na estetyczną sferę życia, dbają o urządzenie mieszkania, drobiazgi, które stwarzają atmosferę domu; mężczyźni są raczej od spraw technicznych.
Dorota Landowska: Mylisz się, często bywa odwrotnie.
Małgorzata Kożuchowska: Faktycznie, przypominam sobie, że moja mama też wkręca żarówki.
Beata Ścibakówna: Moim zdaniem, to jest chore, że kobiety wszystko chcą same robić: pracować, zarabiać, dbać o rodzinę. Wysiadają psychicznie, bo nie można za dużo od siebie wymagać. Musi istnieć podział obowiązków.
Dorota Landowska: No pewnie. Kobieta ma prawo do słabości. Chciałaby czasami po prostu usiąść mężczyźnie na kolana i przez chwilę zostać normalnie przytulona, pogłaskana po głowie i zapewniona, że na pewno wszystko będzie dobrze.

Wszystko w porządku, kiedy on jest silniejszy od niej. Tymczasem często to ona dźwiga go na swoich plecach.
Małgorzata Kożuchowska: W tym jest sporo winy kobiet. Ciągną za sobą tego swojego faceta, poświęcają się dla niego, a on się przyzwyczaja i nawet jest mu z tym dobrze. Uważam, że często pierwszą osobą, która ponosi winę za taką postawę życiową mężczyzny, za to, że on ma czelność się na kobiecie uwiesić, jest jego matka.

Od tego, jak wychowujemy synów, zależy, jakimi będą mężami?
Małgorzata Kożuchowska: Już dziecku trzeba uświadamiać, że na świecie są przyjemności i obowiązki. I jeśli człowiek przez całe życie ich unika, staje się pasożytem.
Edyta Olszówka: Myślę, że mężczyźni po prostu jeszcze nie dorośli do partnerstwa. Oni się tego boją. Za wszelką cenę starają się udowodnić, że są lepsi, silniejsi i więcej zarabiają, albo szybko wskakują na plecy kobiety i stwarzają pozory. Bo wyrosła przed nimi jakaś poprzeczka, której nie potrafią przeskoczyć.
Dorota Landowska: Cieszę się, że jestem kobietą.
Małgorzata Kożuchowska: Ja też.
Edyta Olszówka: A mnie się wydaje, że mężczynom, mimo wszystko, jest łatwiej...
Dorota Landowska: Narzekacie i narzekacie. Tak naprawdę idealne związki się nie zdarzają. Każda para przeżywa swoje lepsze i gorsze momenty. Chodzi o to, żeby znaleźć w sobie siłę i odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Czy naprawdę chcemy ze sobą być? Czy to nas interesuje, żeby razem się ścierać i uczyć od siebie różnych rzeczy? Czy mój partner wie, że ja mam pewne słabości, które mogą go drażnić, ale będzie musiał z nimi żyć? A co on ma mi do powiedzenia? Czy chce, żebym się zmieniła, czy nie muszę?

A więc to, kto wkręca żarówki, nie jest ważne?
Dorota Landowska: Naprawdę liczy się co innego.

Kobietom zarzuca się, że częściej kierują się instynktem i emocjami niż zdrowym rozsądkiem. Najpierw mówimy, a dopiero potem myślimy... i żałujemy. Tak psujemy sobie relacje z mężczyznami.
Małgorzata Kożuchowska: Świat bez emocji byłby straszny.
Dorota Landowska: Rządzi nami tak zwany cykl.
Edyta Olszówka: Znam mężczyzn, którzy zespół napięcia przedmiesiączkowego miewają częściej od nas. Naprawdę, z nimi dzieje się coś dziwnego.
Beata Ścibakówna: Na początku lat dziewięćdziesiątych grałam w sztuce amerykańskiego autora, w której pada zdanie, że na ulicy są sami chłopcy i geje. To się coraz częściej zdarza i u nas. Prawdziwych mężczyzn jakoś ubywa.
Dorota Landowska: Ja popełniam inny klasyczny kobiecy błąd. Myślę: już ja to lepiej sama wszystko zrobię. Będzie szybko, sprawnie, raz, dwa i po kłopocie. Tym sposobem całe sprzątanie jest na mojej głowie.
Małgorzata Kożuchowska: Mądre, doświadczone kobiety radzą, żeby czasami powiedzieć: - Tego nie umiem. Z tym nie dam sobie rady.I oddać pole do popisu mężczyźnie.
Dorota Landowska: Tak, tak! Niech te skarpety stoją trzy miesiące w tym samym miejscu, przez nikogo niezauważone. Ja też ich nie widzę. Wcale mnie nie rażą. Wcaa-ale!
Małgorzata Kożuchowska: Chodziło mi tylko o to, że czasem warto dać mężczyźnie szansę, żeby mógł się wykazać i czymś ci zaimponować. Wiadomo oczywiście, że ty to wszystko zrobisz dużo lepiej i szybciej, ale ustąp. Niech się czuje potrzebny, niech coś zrobi sam i ma satysfakcję.
Beata Ścibakówna: A potem go pochwal, pogłaszcz po główce... I udawaj, że nie widzisz, że okna są niedomyte.
Małgorzata Kożuchowska: Nam przecież też może się zdarzyć niedomyty garnek?

Czy trudno rezygnować z siebie dla miłości?
Dorota Landowska: Żeby kochać i być kochaną, trzeba trochę o sobie zapomnieć. Inaczej się nie da. Może się zdarzyć, że ktoś tę naszą dobroć wykorzysta i ona obróci się przeciwko nam, ale najczęściej jest to początek wspaniałego związku, opartego na zaufaniu i na prawdzie.
Beata Ścibakówna: Początek związku jest zawsze najpiękniejszym momentem w życiu. Pierwsze chwile, tygodnie, miesiące, nawet lata - to jest zauroczenie, wybuch wiosny, wspaniałego uczucia. Jednak po pewnym czasie zaczynamy się zderzać z codziennością. Wtedy trzeba być mądrym i tolerancyjnym.

Co powinnyśmy w sobie poprawić, żeby czuć się szczęśliwsze?
Beata Ścibakówna: Chyba nie ma recept na to, jak postępować. Ana, chłodna realistka, którą gram, pracuje jako pielęgniarka, ale zarabia będąc ekskluzywną panienką do towarzystwa. Realizuje swój plan - zdobyć pieniądze, polecieć na Hawaje, tam skończyć oceanografię i odbić się od dna, z którego pochodzi.

Zimna kalkulacja. Czy ona w życiu też się opłaca?
Edyta Olszówka: To zależy od celu. Są kobiety, które nie mają ambicji ani potrzeby, żeby się kształcić, robić karierę, a dla innych to jest bardzo ważne. Byłyby gotowe wszystko poświęcić, aby udowodnić światu, że są naprawdę wiele warte. Ciężko pracują na swój sukces. Która droga jest dobra? I czy w ogóle jakaś jest dobra?
Małgorzata Kożuchowska: Oto pytanie. Aktorstwo to niełatwy kawałek chleba, wymaga wysiłku, wielu wyrzeczeń. A jak coś w końcu nam się uda, to bywa, że słyszymy: - Trafiło się ślepej kurze ziarno.

Czy tak samo jest z miłością? Czy na szczęście trzeba zapracować?
Beata Ścibakówna: Myślę, że tak. Miłość ma różne etapy, trzeba się bardzo starać, żeby ją utrzymać.
Dorota Landowska: Jak to ktoś powiedział: nasz szczęśliwy związek to nieustanny festiwal kompromisów.

Można wierzyć w przeznaczenie i to wszystko załatwia.
Edyta Olszówka: Naprawdę myślę, że ludzie nie spotykają się przypadkiem. Śluby są chyba zawierane w niebie.
Małgorzta Kożuchowska: Całkiem możliwe. Ale co dalej z tą miłością zrobimy, to już zależy od nas samych.
Edyta Olszówka: Jest tak, jak powiedziała Beata, im dalej w las, tym więcej trudności. Stale się czegoś uczymy, czegoś doświadczamy, na każdym kroku dostajemy lekcję. Ale dzięki bliskości z drugim człowiekiem pozbywamy się egoizmu, stajemy się lepsi. Chyba na tym polega miłość.

Czy dla miłości warto wszystko zburzyć i zacząć od początku?
Beata Ścibakówna: Warto ryzykować.
Dorota Landowska: Lepiej ryzykować, niż rezygnować. Ale trzeba mieć świadomość, że można wszystko stracić. Albo wszystko zyskać.
Edyta Olszówka: Czasami dzieło burzenia jest wbrew pozorom dziełem tworzenia. Ściągamy z siebie ten ciężki plecak, nag-le mamy wolne nogi, wolne ręce, bierzemy oddech i biegniemy w przeciwną stronę. Zaczynamy od nowa. Wiem z własnego doświadczenia, że jeżeli coś jest nie tak, kobieta z czymś się nie godzi, to powinna umieć w porę uciec.

Kiedy miłość ma szansę przetrwać?
Małgorzata Kożuchowska: Kiedy staramy się poznać pragnienia, marzenia tej drugiej osoby i razem z nią odnajdujemy radość w ich spełnianiu. Kiedy umiemy dobro kochanej osoby postawić ponad wszystko, ponas swój egoizm, zachcianki, ambicje.
Edyta Olszówka: Kiedy się stale rozmawia, wyjaśnia i pozbywa tego, co narasta. Nie warto liczyć na to, że on się czegoś domyśli. Dwoje ludzi to dwa różne charaktery, dwie różne chemie, zupełnie inne doświadczenia. Jest dość powodów do nieporozumień, a ros-nąca frustracja nie prowadzi do niczego dobrego.
Beata Ścibakówna: Zupełnie różni ludzie też potrafią być razem szczęśliwi. Znam taką parę. On jeździ rowerem, ona spaceruje; on wędruje po górach, ona siedzi nad morzem. Mają zupełnie inne zainteresowania, żyją obok siebie.
Ale są małżeństwem od kilkunastu lat. Trudno mi to pojąć.
Małgorzata Kożuchowska: Od zainteresowań ważniejsze są wspólne cele i świadomość, że wyznajemy te same wartości. Kiedy wiem, że on kieruje się takimi samymi zasadami jak ja, to czuję się przy nim bezpieczna. Dla mnie to i to jest niedopuszczalne, i dla niego też. Więc mi tego nie zrobi.
I kiedy przyjdzie podejmować bardzo ważne decyzje - albo w prawo, albo w lewo - nie okaże się, że mamy zupełnie inne priorytety. To się liczy, a nie fakt, że on woli grać w tenisa, a ja chodzić na pływalnię.
Edyta Olszówka: Czy ja wiem... Myślę, że często wcielamy mężczyznę w rolę, w jakiej chcemy go widzieć. I kiedy nagle szerzej otworzymy oczy, czujemy się rozczarowane. Może to wszystko nie od nas zależy, może to jakoś od Boga idzie...
Beata Ścibakówna: Ja wierzę w przeznaczenie, nad którym mam delikatną kontrolę.
Małgorzata Kożuchowska: Zastanawiałam się, skąd wiem, że naprawdę kocham. Bo kiedy zadaję sobie pytanie - czy dla tej miłości zrezygnowałabym z czegoś naprawdę dla mnie ważnego, na przykład z zawodu, który jest moją pasją, to odpowiadam na nie bez namysłu: tak!
Beata Ścibakówna: Nie wolno ci się poświęcać, bo będziesz nieszczęśliwa. Nie rób tego. Jak się przesadza z dobrocią, to można zagłaskać na śmierć.
Edyta Olszówka: W związku trudno o wolność. Miłość oznacza utratę wolności. Teraz to wychodzi.

To jak to jest z tą miłością? Dziś kochać trudniej?
Dorota Landowska: Słuchajcie, pewne związki były i są po prostu niemożliwe i należy ich unikać, aby siebie nie ranić. Chodzi przecież o to, żebyśmy czuły się szczęśliwe, spełnione i robiły różne wspaniałe rzeczy. Ja naprawdę myślę, że dziś świat należy do kobiet. Nadszedł czas, kiedy możemy spełniać nasze ambicje i marzenia, sprawdzać się na bardzo wielu polach, nie rezygnując ani z miłości, ani z macierzyństwa, ani z tego, żeby grać na najlepszych scenach czy robić karierę w szwajcarskich bankach. Nie musimy rezygnować z niczego. Tylko trzeba się do tego odpowiednio nastawić. Nikogo po drodze nie krzywdzić ani nie dać sobie zrobić krzywdy. To jest bardzo trudne, ale możliwe.
Beata Ścibakówna: Myślę, że to, co powiedziała Edyta o wolności w związku, jest bardzo ważne. Trzeba zachować sobie trochę wolności, trochę samej siebie. Przychodzi czas, kiedy żyjemy pochłonięte rodziną, domem, dzieckiem i zapominamy o sobie. Wtedy potrzeba pomysłowego Dobromira, który przyjdzie, stuknie cię w głowę i powie: koniec. Pomyśl o sobie, o tym, co ciebie dotyczy, co ciebie interesuje. Musisz być sobą, bo od tego, czy ty jesteś szczęśliwa, zależy szczęście twoich najbliższych.
Dorota Landowska: Tak. Tylko człowiek szczęśliwy może dać drugiemu szczęście. To prawda stara jak świat.