Podobno XXI wiek należy do silnych kobiet. A ty? Jesteś silna czy delikatna?
Silna! Dzięki temu mogę podróżować i ratować z opresji mężczyzn.

Ratować mężczyzn?!
Zabieram ich w niebezpieczne miejsca, tam, gdzie są jadowite pająki, węże, skorpiony, jaguary i zatrute strzały Indian. Turyści wiedzą o czyhających na nich zagrożeniach, ale nie są w stanie ich sobie wyobrazić. Pamiętam wyprawę samochodami terenowymi do dżungli dinozaurów w Malezji, w Azji Południowo-Wschodniej. Pojechałam z ekipą facetów. Już pierwszego wieczoru okazało się, że panowie umierają ze strachu. Codziennie opowiadali, kiedy zginą i w jaki sposób. Szybko odkryłam, że przestają panikować dopiero po wypiciu gorącej czekolady.

Chcesz powiedzieć, że mężczyźni są słabsi od kobiet?
Uważam, że w każdym z nas jest trochę kobiety i trochę mężczyzny. Ale szczerze mówiąc, spotkałam więcej kobiet, które miały męską siłę, niż mężczyzn, którzy byli odważni. Niedawno podczas wyprawy do dżungli zaproponowałam, żebyśmy przez trzy dni wracali do obozu czółnami. Mieliśmy wiosłować przez sześć godzin dziennie. Jeśli ktoś nie czuł się na siłach, mógł wybrać podróż łodzią z silnikiem. Wszystkie dziewczyny wsiadły do czółen. Dwóch najsilniejszych i największych facetów popłynęło łodzią.

Skąd takie zachowania u mężczyzn?
Z niechęci do wysiłku. Poza tym „supermeni” boją się, że się nie sprawdzą, że przegrają ze zmęczeniem.

Ale ty nie zawsze byłaś silna. Masz na koncie próbę samobójstwa, ucieczki ze szkoły, bulimię, anoreksję…
Szukałam własnej drogi i długo nie mogłam zrozumieć, co trzeba zrobić, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Dlatego musiałam błądzić, żeby w końcu odkryć, o co w tym wszystkim chodzi. I pewnego dnia uświadomiłam sobie, że nie chcę dłużej czekać, aż ktoś spełni moje marzenia. Wolę to zrobić sama. Bo własne życie trzeba budować, tworzyć, wymyślać, zamiast siedzieć ze smutną miną, narzekać i rozczulać się nad sobą. Kiedy człowiek poddaje się biernej rezygnacji i nie lubi siebie samego, łatwo wpada w uzależnienie od alkoholu, papierosów, narkotyków, w bulimię, anoreksję, chęć skończenia ze sobą. Kłopoty są po to, żeby je rozwiązywać. Trzeba zmieniać to, co jest złe, rozwijać się, uczyć, spełniać swoje marzenia i mieć odwagę sięgać jak najdalej. Tylko wtedy życie ma sens.

Niestety twój bunt miał też przykre skutki. W jednej z książek piszesz, że zostałaś zgwałcona.
Sama byłam sobie winna, bo zachowałam się jak ćma, która leci prosto w płomień świecy. To się zdarzyło w Londynie, gdzie mieszkałam przez prawie rok. Poszłam na dyskotekę, poznałam przystojniaka, piliśmy razem alkohol, a potem on zaprosił mnie do swojego mieszkania pod pretekstem pokazania swoich opowiadań. Tylko głupia osoba przyjmuje takie zaproszenie, bo przecież łatwo przewidzieć, jakie mogą być tego konsekwencje.

Chcesz powiedzieć, że byłaś naiwna? Zbyt ufna?
Niemądra i niepewna siebie. Szukałam potwierdzenia swojej wartości w tym, co mówią i co myślą o mnie inni ludzie. Ten facet był pisarzem. Zwierzyłam mu się, że także piszę. Był zafascynowany, a ja w siódmym niebie...

Czy to wydarzenie zaważyło jakoś na twoim życiu? Wpłynęło negatywnie na relacje z mężczyznami?
Ależ skąd! (śmiech) Wiem, jaki popełniłam wtedy błąd i wyciągnęłam z niego wnioski. A teraz nie wstydzę się o tym mówić, bo być może przeczyta to jakaś młoda dziewczyna i zrozumie, że sensu swojego życia musi szukać we własnej duszy, a nie w przypadkowo spotkanych ludziach. Wszystko to, czego nauczyłam się o życiu, opisałam w książce „W dżungli życia” wydanej w zeszłym roku.

I kiedy nauczyłaś się być silna?
Pewnego dnia zrozumiałam, że to, co robię, nie ma najmniejszego sensu i że czas skończyć z rozczulaniem się nad sobą i rozmyślaniem o tym, czego mi brak. Podczas jednej z wypraw do dżungli amazońskiej nagle uświadomiłam sobie, że nie jestem osobą, z którą chciałabym się zaprzyjaźnić. I co w takiej sytuacji? Mogłabym albo pójść do zakonu, albo się zmienić. Wybrałam drugą opcję. Przestałam narzekać i zaczęłam się zastanawiać, czego tak naprawdę chcę. Jakie mam marzenia i co chcę zrobić ze swoim życiem. I przestałam się przejmować tym, co myślą o mnie inni ludzie.

Czyli że zmieniłaś się pod wpływem podróży?
Indianie nauczyli mnie samodzielności, ale prawdziwą siłę odnalazłam w sobie. Bo każdy ją w sobie ma, ale nikt jej tam nie szuka. Ludzie zwykle w pierwszym odruchu szukają pomocy, wsparcia i siły u innych. Często wolą biernie płynąć z nurtem życia i nawet nie przychodzi im do głowy, że mogliby żyć inaczej. Tymczasem we własnej duszy każdy człowiek ma nieograniczone pokłady siły, z których może korzystać każdego dnia. Ja to zrozumiałam podczas wyprawy przez dżunglę. Szlimy przez wiele godzin dziennie, z ciężkim plecakiem, w wilgotnym, tropikalnym upale. Gdybym się wtedy poddała, byłoby po mnie. Musiałam pokonać strach i chęć ucieczki. I odkryłam, że im bardziej walczyłam z własną słabością, tym bardziej czuję się szczęśliwa, wolna i silna.

W jaki sposób zaszła przemiana w tobie?
Przestałam czekać. Wcześniej czekałam, że stanie się jakiś cud, że ktoś przyniesie mi radość w prezencie, że zaplanuje za mnie to, co mam do zrobienia. Pewnego dnia przestałam czekać i zaczęłam działać. I nie znam lepszego sposobu na to, żeby osiągnąć wszystko to, czego się pragnie. Wprowadziłam też do mojego życia zasadę ustalania priorytetów. Decyduję, co jest dla mnie najważniejsze i czym chce się zajmować przede wszystkim - dzięki temu udaje mi się zrealizować wszystkie plany i zamierzenia. Przestałam po prostu zajmować się nieważnymi rzeczami, bo szkoda mi na nie czasu.

Czego jeszcze nauczyłaś się od Indian?
Indianie mówią, że zdrowie ciała zależy od zdrowia duszy. Jeżeli ktoś tłumi w sobie złe uczucia, rozczarowanie, chęć zemsty, zazdrość, żal, koncentruje się na negatywnym myśleniu, to od środka zaczyna trawić go zła energia. Stąd biorą się wrzody, kłopoty ze skórą, choroby wewnętrzne. Trzeba myśleć pozytywnie, być otwartym i dobrym człowiekiem. Wtedy także ciało jest zdrowe.

Od jakiego miejsca zaczęłaś swoje podróże? Dokąd pojechałaś na pierwszą samodzielną wyprawę?
Do Włoch, tuż po 18. urodzinach. Pojechałam na międzynarodowy obóz pracy, gdzie spotkałam młodych ludzi z całego świata. Naszym zadaniem było pilnowanie, czy las się nie pali. W razie czego mieliśmy zawiadomić straż pożarną.

Jak wyglądają twoje przygotowania do wyprawy?
Plecak pakuję w pół godziny. Mam w komputerze listę ekwipunku, która składa się wyłącznie z niezbędnych rzeczy, takich jak: sprzęt fotograficzny i filmowy, ochraniacz przeciwdeszczowy, zapas notatników i długopisów, sprzęt do nagrywania dźwięków (minidisc), latarka, nóż i parę sztuk ubrania. Bagaż nie powinien ważyć więcej niż 15 kg.

Czy to prawda, że starasz się nie korzystać podczas wypraw do dżungli z wynalazków współczesnej techniki?
Nasza cywilizacja niszczy Indian. Kiedy u nich mieszkam, staram się żyć tak jak oni. Nie używam zegarka, chowam aparat fotograficzny, nocą nie korzystam z latarki, tylko uczę się widzieć i słyszeć to, co wcześniej było dla mnie niewidzialne.

Czy zawsze masz opracowany szczegółowy plan podróży?
Kiedy jadę sama, wiem tylko mniej więcej, gdzie chciałabym dotrzeć, ale ponieważ lubię znajdować takie miejsca, których nie ma na żadnej mapie, często zmieniam plany. Czasem dopiero w maleńkiej wiosce na końcu rzeki dowiaduję się o tajemniczej indiańskiej osadzie ukrytej w dżungli. Wtedy zaczynam szukać Indian, którzy zgodzą się być moimi przewodnikami, wynajmuję łódź i płynę przed siebie.

Marynarz ma dziewczynę w każdym porcie, a ty? Masz chłopaka w każdej odwiedzonej wiosce?
Jasne! (śmiech) Masajowie są piękni, smukli, wysocy, muskularni i dumni. Uwierzcie mi: można się zakochać.

A gdybyś się na przykład zakochała w przystojnym wodzu plemienia na zabój, to zdecydowałabyś się pozostać na stałe w jego wiosce?
Oczywiście, że tak. Gdybym się zakochała, to chciałabym z nim zostać. Mimo że świat Indian to jak życie na innej planecie. To ludzie, którzy nie znają pieniędzy, polityki, reklam, pisma ani elektryczności. Mają w sobie rodzaj czystej, dziewiczej dobroci, niezepsutej przez manipulacje i socjotechniki naszego współczesnego świata.

Podobno zawróciłaś w głowie Masajowi, który chciał zostać księdzem?
To był polski Masaj (śmiech). Nasz związek polegał na tym, że ten młody zakonnik trzymał mnie za rękę. Nigdy wcześniej nie dotknął żadnej dziewczyny. I wiedział, że jako przyszły ksiądz na nic więcej nie może sobie pozwolić - mimo że był w seminarium wbrew własnym marzeniom i planom. Miał być księdzem, bo jego rodzice tego chcieli.

Mówisz o miłości jak rozentuzjazmowana dziewczynka.
Bo miłość to bajka, która czasem staje się rzeczywistością. A ja wierzę w cuda.

A twoje małżeństwo z podróżnikiem Wojciechem Cejrowskim też było cudem?
Decyzja o rozstaniu po kilkunastu latach wspólnego życia jest bardzo trudna. Zrozumie to tylko ten, kto sam się rozwodził. Człowiek staje nagle przed przerażającą perspektywą życia i śmierci w samotności, bez bratniej duszy, bez bliskiej osoby. Ale paradoksalnie czasami rozstanie jest jedyną szansą na to, żeby odnaleźć szczęście. Mam głębokie przekonanie, że nie wolno okłamywać ani siebie, ani tej drugiej osoby. Bycie w związku z drugim człowiekiem powinno dawać radość i nadzieję. Jeżeli tak nie jest, to lepiej się rozstać.

A teraz szukasz na świecie miłości?
Miłości nie można szukać, można jedynie zostać przez nią znalezionym (śmiech). Będę sobie więc szczęśliwym singlem do chwili, gdy to się stanie.

Ale czy nie doskwiera ci samotność, kiedy wracasz z kolejnej podróży do pustego mieszkania? Nie marzysz, by założyć rodzinę?
Moja życiowa stabilizacja polega na tym, że robię to, co kocham. Moja codzienność to moje pasje - radio, pisanie książek i reportaży, fotografowanie, podróżowanie. Cieszę się z tego, co mam. Nie przeraża mnie perspektywa samotności, bo być może takie jest moje przeznaczenie. Buddyści mówią, że każdy człowiek ma własną ścieżkę zapisaną w swojej duszy. Jeśli ją odnajdzie i będzie nią podążał, będzie szczęśliwy. Nie wiem więc, co czeka mnie jeszcze na mojej ścieżce, ale przyjmę to z radością.

Skoro jesteś taka niezależna, to po co kupiłaś ziemię w Brazylii? Planujesz tam zbudować dom?
Cieszy mnie świadomość, że ta ziemia jest moja, nikt jej nie zniszczy i nie wytnie tam drzew. To przecież jest dom wszystkich zwierząt, owadów i roślin, które tam mieszkają.

Tak przyjaźnie mówisz o zwierzętach, a chyba wiele razy groziło ci z ich strony śmiertelne niebezpieczeństwo?
Sekret polega na tym, żeby ich nie prowokować i nie stwarzać poczucia zagrożenia. Kiedyś obudziłam się w dżungli, a na moim ramieniu spał wąż. Zachowałam zimną krew, nie poruszyłam się i nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Na szczęście mój przewodnik był czujny i zdążył chwycić za maczetę.

Nie bałaś się, że to już koniec?
W takich chwilach nie ma czasu na strach. Tak samo było, gdy płynęłam statkiem po rzece Ukajali i zaczęliśmy się topić albo gdy dostałam w Andach choroby wysokościowej i byłam pewna, że to jest mój ostatni dzień na ziemi. Pomyślałam nawet wtedy, że przyjechałam do Peru, żeby umrzeć. W takiej chwili człowiek zaczyna myśleć, po co żył, co po sobie zostawia, czy dobrze wykorzystał swój czas? I kiedy spojrzałam wstecz, pomyślałam, że miałam niesamowite szczęście w życiu. I ponieważ byłam szczęśliwym człowiekiem, to chętnie zapłacę za to najwyższą cenę. Moi rodzice do dzisiaj boją się o mnie i cieszą się, gdy wracam z kolejnej podróży. A ja zawsze im powtarzam, że z każdym wyjazdem mam większe doświadczenie i tym bardziej powinni być spokojni, że jestem bezpieczna.

Czy jest taki kraj, w którym jeszcze nie byłaś, a do którego chciałabyś pojechać?
Do listy moich planowanych podróży codziennie dopisuję nazwę co najmniej jednego kraju! Wczoraj na przykład dopisałam Zimbabwe - dlatego że przeczytałam fascynującą książkę o tym, jak powstała Afryka - od najwcześniejszych plemion „małych brązowych ludzi”, jak pisze o nich James A. Michener w książce „The Covenant”, aż po przybyszów z Europy. Pisze też o tajemniczym Wielkim Zimbabwe, czyli kamiennym mieście z X wieku. Mam zamiar tam pojechać jak najszybciej.

Gdzie zamierzasz spędzić święta wielkanocne? W Polsce, czy w jakimś odległym kraju?
Od kilkunastu lat spędzam Wielkanoc w tropikach, najczęściej w Ameryce Południowej. Widziałam niesłychane zwyczaje i tradycje wielkanocne. W Nikaragui przez całą noc układa się na ulicach kobierce ze świeżych kwiatów, żeby rano mogła po nich przemaszerować uroczysta procesja. W Wenezueli wiesza się na krzyżu prawdziwego człowieka. W Brazylii przez kilka tygodni przed świętami wszystkie fabryki czekolady pracują na najwyższych obrotach, produkując miliony wielkich czekoladowych jaj z niespodziankami w środku... A do tego na każdym kroku - i w miastach, i w dżungli - codziennie widzę dookoła tysiące świątecznych palm, które rosną tam nie tylko w czasie Wielkanocy. Dlatego Ameryka Południowa to moim zdaniem najbardziej wielkanocny kontynent świata.

Rozmawiały:
Monika Lubowiecka, Anna Znajewska