Tłumaczenia z arabskiego na angielski podjęła się urodzona i wykształcona w USA Iranka, która do niedawna pracowała na uniwersytecie w Chicago. Laleh Bakhtiar zmieniła m.in. znaczenie słowa "idrib" z dotychczasowego "bij" na "odejdź, zostaw w spokoju", "Allah" jest dla niej "Bogiem", a słowo oznaczające "niewierną" przetłumaczyła jako "niewdzięczna".

"W jej wersji Koranu mężczyzna ma po prostu szanować kobietę jako równego sobie człowieka" - mówi DZIENNIKOWI Robert Spencer, znawca islamu i dyrektor amerykańskiej fundacji Jihad Watch. "Przez 1,4 tys. lat nikt nie odważył się na nowo interpretować wersetu 4:34, który sankcjonuje przemoc wobec żony. W oczach imamów Bakhtiar dokonała zbezczeszczenia świętego tekstu" - dodaje Spencer, tłumacząc, dlaczego feministyczna wersja Koranu wywołała falę krytyki wśród muzułmańskich duchownych USA.

Imamowie podali w wątpliwość m.in. prawdziwość wiary Bakhtiar; przypomniano, że jako dziecko przeszła na chrześcijaństwo i dopiero po wielu latach powróciła do islamu. Podważono także jej znajomość arabskiego. "Nie chodzi o to, że to kobieta przetłumaczyła naszą świętą księgę. Ale by to porządnie zrobić, trzeba choć dobrze znać język, a Bakhtiar nadal się go uczy" - stwierdził imam z Nowego Jorku Omar Abu-Namus.

Eksperci uważają, że opór wynika przede wszystkim ze zmiany postrzegania roli kobiety w islamie, której stereotyp jest wbity w muzułmańską świadomość i obrzędowość. "W arabskich telewizjach na porządku dziennym są programy, w których imami dyskutują na temat rodzajów przemocy, jakiej można używać w stosunku do kobiet" - mówi Robert Spencer.

Feministki i organizacje praw człowieka mają nadzieję, że nowa wersja Koranu przyspieszy powstanie pierwszej na świecie rady kobiet, która będzie zabiegać o równouprawnienie. Wiele muzułmanek wierzy, że jest to możliwe. "Przecież wielu innych islamskich naukowców, w tym także postępowa część duchowieństwa, ma poglądy podobne do Bakhtiar" - mówi DZIENNIKOWI Manhaz Afchami, szefowa międzynarodowej organizacji pomagającej muzułmankom Women’s Learning Partnership for Rights, Development and Peace.

Sama tłumaczka zapewnia, że jej celem nie było wywoływanie sporów i że nie jest związana z żadnym nurtem politycznym ani ideologicznym. "Nie reprezentuję żadnej strony. Bycie muzułmanką w Ameryce jest ogromnym wyzwaniem, dlatego nie zamierzam dodatkowo komplikować sobie życia podążaniem za tym czy innym obozem ideologicznym" - napisała Laleh Bakhtiar w przedmowie do swojego tłumaczenia Koranu.