Pani Alicja walczy w imieniu wielu
Magdalena Środa, filozof, etyk

Cieszę się, że Alicja Tysiąc wygrała w Strasburgu. To zwycięstwo kobiety nad bezdusznym i pełnym hipokryzji polskim systemem zdrowotnym. Wygrała nie tylko dla siebie, ale dla innych cierpiących kobiet. Ten wyrok - miejmy nadzieję - sprawi, że więcej kobiet, które do tej pory płakały w poduszkę, odważy się walczyć o swoje prawa.

Praktyka w polskich szpitalach jest bowiem taka, że lekarze korzystają z klauzuli sumienia, by odmówić kobietom aborcji w wypadkach, gdy mają one do tego prawo. Przypadek pani Tysiąc jest modelowym przykładem zaniedbania obowiązków państwa wobec kobiet. Jej wygrana w Strasburgu spowoduje, że wreszcie administracje szpitali zrozumieją, iż nie mogą nadal umywać rąk w tej sprawie. Jeśli Polska zacznie płacić słone kary i odszkodowania, to minister zdrowia wyda wreszcie szefom szpitali dyrektywę, by respektowali uzasadnione roszczenia pacjentek w tym względzie. Natomiast dopóki szpital będzie mógł odmawiać kobietom bez żadnych konsekwencji, nic się nie zmieni.

Oczywiście, ten jeden wyrok nie wystarczy, bo w Polsce panuje tak ogromne polityczne zacietrzewienie wokół aborcji, że jeszcze wiele kobiet będzie musiało się nacierpieć. Wiadomo przy tym, że najbardziej cierpią kobiety niezamożne, niewykształcone i na prowincji, bo te bogatsze i w większych ośrodkach po pierwsze mają większy dostęp do wiedzy seksualnej, a po drugie skorzystają z usług prywatnie. Wszak za duże pieniądze lekarze aborcji dokonują.

W Polsce panuje hipokryzja wokół aborcji. Przy oficjalnym jej drastycznym ograniczeniu istnieje szerokie podziemie aborcyjne: w internecie można zamówić środki farmakologiczne, działają prywatne gabinety, organizowane są aborcyjne wyjazdy zagraniczne. Trzeba być skrajnie naiwnym, by wierzyć, że w Polsce dokonuje się rocznie 167 aborcji, podczas gdy w innych krajach o zbliżonej liczbie mieszkańców dokonuje się ich ponad 100 tysięcy.

Bez sensu jest jednocześnie argument, że pani Tysiąc krzywdzi dziecko, przecież zdobyła dla niego 25 tysięcy euro. Na przykład w USA jest mnóstwo procesów o tak zwane złe urodzenie i nie jest to żaden ewenement.

Prawa pani Tysiąc zostały naruszone
Monika Olejnik, publicystka TVN

Współczuję pani Tysiąc, bo musiała stać przed bardzo trudnym dylematem i przeżyła straszną tragedię. To bardzo dobrze, że znalazła sprawiedliwość w Strasburgu, gdyż zgadzam się z werdyktem Trybunału, że w tym wypadku prawa zostały naruszone. Jej sytuacja jest przecież bardzo ciężka. To samotna matka wychowująca trójkę dzieci.

Nie zgadzam się z zarzutem, że krzywdzi córkę. Na pewno jest kochającą matką i potrafiła wytłumaczyć dziewczynce, że spotkała ją krzywda i dlatego pragnie zadośćuczynienia. Jestem oburzona wypowiedzią pani Hanny Wujkowskiej, że dziecko pani Alicji ma traumę poaborcyjną i wie, że nikt go nie kocha. To właśnie taką postawą, bez krztyny zrozumienia i miłości, najbardziej krzywdzi się dziecko.


Prawo do aborcji to prawo człowieka
Izabella Cywińska, reżyser teatralny i filmowy

Z jednej strony bardzo się ucieszyłam z wyroku, ale z drugiej żal mi dziecka pani Tysiąc. Cieszę się, bo uważam, że niesprawiedliwością jest brak możliwości odwołania się do sądu wyższej instancji, w sytuacji gdy lekarze nie chcą dokonać aborcji, nawet gdy umożliwia ją prawo. Pamiętamy przecież przypadek matki dwojga bardzo chorych dzieci, którą zmuszono, by urodziła kolejne, też chore dziecko. Moim zdaniem kwalifikuje się to jako działanie przeciwko prawom człowieka. A wbrew temu, co niektórzy twierdzą, kobiety też są ludźmi! Dlatego na wygraną Alicji Tysiąc patrzę jak na wygraną w imieniu innych.

Ale cenę zapłaci jej dziecko; pocieszające, że przynajmniej w słusznej sprawie. Okrutne jest tylko to, że dziewczynka, mając teraz siedem lat, słyszy i rozumie, że mogłaby nie żyć. Lecz zarazem piękne, że pani Tysiąc o wszystkim jej powiedziała.

Warto na problem Alicji Tysiąc spojrzeć jeszcze z innej strony. To, że jej dziecko żyje i że ona je tak kocha, pokazuje nam wszystkim, że decyzja o aborcji wymaga ogromnej odpowiedzialności i jest wyjściem ostatecznym. Ale dobrze, że takie wyjście jest. Najbardziej przeraża mnie perspektywa, że mogłoby u nas zacząć obowiązywać prawo bezwzględnie zakazujce aborcji. I ze smutkiem słucham panów Wierzejskiego lub Szymona Pawłowskiego, którzy z uśmiechem twierdzą, że poświęciliby swoją żonę dla dziecka.


Życie jest ważniejsze od wzroku
Joanna Szczypińska, posłanka PiS, pielęgniarka

Pierwszym moim odczuciem był szok i głęboki smutek. O ile jestem w stanie zrozumieć usunięcie ciąży w przypadku zagrożenia życia matki, o tyle w przypadku pani Alicji Tysiąc chodziło o pogorszenie wzroku. To jest zdumiewające i oburzające, żeby w takiej sytuacji walczyć o aborcję. Nie można porównywać życia dziecka do utraty czy pogorszenia wzroku. Dlatego czuję się zbulwersowana zachowaniem pani Alicji Tysiąc oraz środowisk, które promują tę postawę i nie kryją radości z wyroku. To mnie jako kobietę przeraża. Zwłaszcza że pojawiły się komentarze lekarzy, którzy twierdzili, że jej wzrok i tak - niezależnie od ciąży - by się pogorszył oraz że mogła urodzić przez cesarskie cięcie.
Przykro mi także z powodu córeczki pani Alicji Tysiąc, która dowie się kiedyś, iż była niechcianym dzieckiem i będzie musiała żyć z takim stygmatem do końca swoich dni. To jest krzywda jej wyrządzona. Dlatego głęboko w sercu i sumieniu nie zgadzam się z wyrokiem Trybunału w Strasburgu. Nie może być tak, że samopoczucie matki jest ważniejsze niż życie człowieka. Jest bardzo wiele kobiet, które kosztem różnorakich powikłań rodzą dzieci. Tymczasem klimat wokół aborcji prowadzi do tego, że niedługo kobieta, która będzie miała złe samopoczucie lub obawiała się utraty figury, będzie mogła usunąć ciążę.


Ograniczyć jej prawa rodzicielskie?
Barbara Giertych, żona wicepremiera Romana Giertycha

Przeraża mnie postępowanie Alicji Tysiąc. Nie potrafię wyobrazić sobie, żeby kobieta, która była w ciąży, urodziła zdrowe, piękne dziecko, wykarmiła je, wychowuje i jeszcze długo będzie wychowywać – publicznie mówiła, że tak naprawdę go nie chciała. Jaka jest granica jej uczuć? Zresztą moja ocena w tej sprawie jest mało ważna. Jak musi się czuć siedmioletnia Ania, córeczkę pani Alicji?

Sama mam siedmioletnią córkę i wiem, że można z nią porozmawiać na każdy temat. Jestem przekonana, że i ta dziewczynka rozumie, co się dzieje dookoła. Mało tego, myślę, że rozumieją to również dzieci, z którymi córka Alicji Tysiąc chodzi do szkoły.

Jest to niepojęte, że kobieta z jednej strony publicznie walczy o prawo do aborcji, a z drugiej strony przyznaje, że bardzo kocha swoją córkę. Nie pamięta, że chciała się jej pozbyć? To schizofrenia emocjonalna. I choć nie ulega wątpliwości, że jest matką biologiczną, to bardzo trudno określić tę kobietę jako matkę emocjonalną. Mam wątpliwości, czy będzie potrafiła wychować odpowiedzialnie dziecko, którego nie chciała.

Aborcja to absurd, który niesie za sobą ogromne zło. Wyobraźmy sobie, że mama pani Alicji wystąpi teraz o odszkodowanie za to, że jej nie zabiła. Czy wówczas Trybunał Sprawiedliwości uznałby, że z prawa do prywatności wynika prawo do zabijania niewygodnych w tej chwili osób? Trudno o większy absurd niż wyrok tego Trybunału.