Spotkała mnie prawdziwa tragedia, straciłam dziecko. Źle się czułam, brałam leki na podtrzymanie ciąży, ale mimo to poroniłam. Po wyjściu ze szpitala okazało się, że mam stan zapalny macicy. Leżałam więc w domu i brałam serię antybiotyków. Po kolejnej wizycie u ginekologa dostałam drugi silny antybiotyk. W sumie spędziłam w domu kilka tygodni. Płakałam, rozpaczałam po stracie dziecka i powoli przygotowywałam się na powrót do pracy, spotkanie z ludźmi.

Już pierwszego dnia po powrocie do firmy dostałam wypowiedzenie. A o sobie usłyszałam, że jestem kosztem. Nie człowiekiem, nie kobietą, nie pracownikiem - jestem kosztem kwartału. Bo przez moją "ciążę" - jak podkreślali z ironią - firma Hewlett Packard musiała zatrudnić kogoś na moje miejsce na zastępstwo. W czasie ciąży byłam na zwolnieniu miesiąc, ten przeleżany w domu. Drugi miesiąc spędziłam w domu, lecząc komplikacje pooperacyjne.

Nie będę mamą, bo straciłam moje dziecko. Zaraz potem straciłam w jeden dzień pracę, nie dano mi nawet szansy pożegnania się ze współpracownikami. Czy naprawdę to ja jestem winna, że zaszłam w ciążę i narobiłam pracodawcy kosztów? Wiem, że nie! Ale słowa szefowej z Hewlett Packard bardzo mnie zraniły. Zwłaszcza że usłyszałam je od kobiety, która sama jest matką.

Czym zasłużyłam na takie traktowanie? Czy można zgotować kobiecie, która właśnie poroniła, takie powitanie w pracy? Ja przecież tylko oczekiwałam dobrego słowa i chciałam zająć się pracą od razu, żeby nie myśleć o przeżytych problemach. Żeby uniknąć słowa depresja. Żeby po żałobie wrócić do ludzi.

Teraz często odwiedzam strony o poronieniach. Ale nawet na forum internetowym nikt nie spotkał się z tak nieludzką sytuacją jak moja. Dlaczego moja była szefowa tak mnie potraktowała? Przecież to nie bezduszna korporacja decyduje o moim losie, decydują ludzie pracujący w korporacji. Jak można powiedzieć człowiekowi, że jest tylko kosztem? Kobiecie wypomnieć zwolnienie ciążowe, choćby dwumiesięczne? Wypomnieć jej pragnienie bycia matką?

Zostałam wyrzucona jak śmieć... I teraz czuję się jak śmieć.

Nie czujemy się winni tej sytuacji

RENATA KIM: Hewlett Packard szczyci się tym, że jest firmą przyjazną matkom. Jak pogodzić tę opinię z opowieścią naszej bohaterki?

EWA LIS (rzecznik HP): Osoba, o której mowa, pracowała dla HP w trybie zadaniowym. Wykonała wszystkie powierzone jej obowiązki, więc rozwiązanie kontraktu było czymś naturalnym. A mimo to, wiedząc o jej kłopotach zdrowotnych, zwlekaliśmy z wręczeniem jej wypowiedzenia.

Ona twierdzi jednak, że została zwolniona w bardzo brutalny sposób, dowiedziała się, że dla firmy jest "kosztem"...

Znamy doskonale szefową tej pani, to osoba o wielkiej kulturze, sama zresztą matka. Nie wierzymy, że mogła tak się zachować.

Ale była pracownica do dziś czuje się bardzo pokrzywdzona.

Takie sytuacje na pewno wiążą się z ogromnymi emocjami, które mogą wzmacniać poczucie krzywdy. Jest to też bardzo trudne doświadczenie dla pracodawcy. Proponowaliśmy tej pani referencje oraz pomoc w znalezieniu innego zatrudnienia w ramach struktury naszej firmy.