Są damy dyplomatyczne - żony ambasadorów. To ciężkie zajęcie. Te śniadania, które tak nazywają się w dyplomatycznym języku, a są po prostu obiadami, te ciągłe kolacje, gdzie muszą pełnić honory pani domu, chociaż połowy gości najchętniej nigdy do domu by nie wpuściły... Wielokrotnie byłam na takich przyjęciach, a jednak nie pamiętam, by damy dyplomatyczne wdawały się w dyskusje polityczne. Może dlatego, że o polityce bez alkoholu rozmawiać trudno.

A na tych przyjęciach mocnych napojów zawsze musi być w bród. Mają więc damy swoją taktykę postępowania, by nie wpaść w alkoholizm, a przy okazji w politykierstwo. Otóż na początku jest szampan jako aperitif lub campari z sokiem, ewentualnie dżin i tonik. A one dyplomatycznie pozostają przy szampanie tak konsekwentnie, że przenoszą kieliszek na stół. Zapewne jest to sygnał dla służby, żeby jedynie uzupełniać ten kieliszek. A goście... najpierw aperitif, potem zimna wódeczka jak rtęć ciekła, potem białe wino, potem czerwone i na deserek likierek lub koniaczek. I języki się rozwiązują, polityka nie schodzi z ust.

A dama z uśmiechem sączy szampana i koalicja czy opozycja ani na chwilę nie zaszumi jej w głowie.

Ale są damy ambitne, którym wydaje się, że mają zawsze coś do powiedzenia a propos! Dama politycznie uaktywniona powinna raczej słuchać, co inni mówią, i starać się nie komentować. Bo może przydarzyć się jej coś zgoła kompromitującego. Otóż niedawno pewna dama polityczna chciała koniecznie mnie skomplementować i chwaliła moje wystąpienie podczas uroczystości wręczania Victorów. Naprawdę nie było czego chwalić, ale owa dama tak się zagalopowała, że zaczęła chwalić też fakt wręczenia Victora Kazimierzowi Marcinkiewiczowi. Tyle że w jej ustach zabrzmiało to tak: 'Tak się ucieszyłam, że Jarosław Kaczyński wręczył Victora premierowi Marcinkiewiczowi. To mój ulubiony premier! A Kaczyński jest takim świetnym szefem partii!". "Kochanie - zaprotestowałam - nie Jarosław Kaczyński, a Bogusław wręczał...". Ona na to: "Co za różnica... Jarosław... Bogusław... ważne, że Marcinkiewicz dostał".

Oto niewinny przykład, że nie zawsze jest szczęśliwe komentowanie przez damę prostych sytuacji. A co by było, gdyby zaczęła komentować politykę? Boję się pomyśleć.