Dlaczego dwa miliony Polek nazywa się niepracującymi zarówno w mowie potocznej, jak i w statystykach, nie wiadomo. Zapewne to uproszczenie potrzebne do urzędniczych słupków, jednak z upodobaniem powtarza się je na co dzień. Nie zarabia - nie pracuje. Nie pracuje - nic nie robi. Proste.

Choć zdarzają się wyjątki. - Szlag mnie trafia, gdy słyszę, jak ktoś mówi o gospodyniach domowych, że nie pracują. To niesprawiedliwość. To ciężka harówka, którą mało kto docenia - złościł się ostatnio poseł PiS Tadeusz Cymański i było to pierwsze publiczne wystąpienie polityka w sprawie kur domowych.

Dobrze wyczuł tę niesprawiedliwość też inny człowiek: Marc Cherry, amerykański scenarzysta. Pisząc scenariusze, niejedno wymyślił. Mimo to patrzył szeroko otwartymi oczami na swoją matkę, gdy mu wyjawiła, że przeszła kilka załamań nerwowych, wychowując trójkę maleńkich dzieci i będąc przykładną gospodynią. Skoro tak to przeżywała jego matka, pomyślał zszokowany, to pewnie tysiące kobiet przeżywa to samo. A ponieważ był nie tylko dobrym amerykańskim synem, ale i dobrym amerykańskim scenarzystą, to natychmiast przekuł to na scenariusz, z którego, rzecz jasna, powstał święcący triumfy serial "Desperate Housewifes" ("Gotowe na wszystko"). Musiał jedynie podrasować serial wątkami kryminalnymi - bo kto zechciałby obejrzeć kilkadziesiąt identycznych odcinków? Co tydzień, bach, ten sam odcinek?

Opera mydlano-pieluchowa

A w życiu? Ten sam odcinek, bach, codziennie.
- Gdy dzieci były zupełnie małe, nigdy nie wiedziałam, jaki jest dzień tygodnia. Każdy dzień był taki sam, poniedziałek czy środa, nie wiadomo - wspomina 35-letnia Beata Kozanecka, szczęśliwa matka dwójki dzieci, dziś już szkolnych.
24-letnia Paulina Szarnecka, mama 4-letniego Kubusia i 9-miesięcznej Mai, zaznacza na wstępie: "Moje życie kręci się wokół dzieci".
- Przyzwyczaiłam się do tych samych, codziennych zajęć. Starszego zaprowadzę z córeczką do przedszkola, wrócę, upiorę, uprasuję, ugotuję, zajmuję się córeczką i nawet się nie obejrzę, a już trzeba iść odebrać Kubusia z przedszkola.

Później wiadomo: obiad, zabawy, znów sprzątanie, potem kąpiel, kolacja, usypianie. A potem Paulina wchodzi do kuchni i patrzy: Meksyk. Sajgon. Trzeba, dla odmiany, posprzątać.
- Gdy wszystko już ogarnę, jest północ i mam czas dla siebie.

Ten sam rozkład obowiązuje: 27-letnią Kasię Olędzką, mamę 6,5-letniego Bartka i 2,5-letniego Tomka, oraz 28-letnią Renatę Kazałę, mamę Natalii (rok i siedem miesięcy).

O której wstaje kobieta niepracująca?

Kasia: - Między 5 a 7 rano.

Chwila wolnego?

Renata: - O 14, gdy mała śpi, mam dwie godziny wolnego: na zrobienie obiadu i posprzątanie.
Dobrze jest, podkreślają, gdy wszystko toczy się tym niezmąconym rytmem i gdy małe dziecko nie jest np. chore. Bo wtedy to jest tak, jakby ktoś świat zatrzymał i tylko od matki zależy, czy znów ruszy. Gdy jest normalnie - to jest dobrze.

A jak jest normalnie?

Pobudka, piąta rano, rączki wyciągnięte, to na rączki, pstryk i światło, karmienie, wypluwanie, przewijanie, butelek wyparzanie, ubieranie, sprzątanie, bawienie, noszenie na rękach, drugie się budzi, stoi zaspane niczym miś po zimie, pierwsze do bezpiecznego miejsca, łóżeczka, pozytywka, drugie przytulamy, za chwilę za rękę i do mycia, śniadanie, rośnie stos w zlewie, ubieranie, znów ogarnięcie, i nagle: wszystko rzucamy! - pierwsze się przebudziło i płacze, tulimy, tulimy, przeszło, przewijamy, kocyki, śpiworki do wózka, ubieramy to i to na dwór, zimą to cała wieczność, dwie całe wieczności, jakby ubierać wijącą się ośmiornicę, dwie ośmiornice, dobra, gotowe, jedno do przedszkola, wciskanie się tam z wózkiem, małe w środku, opatulone, wrzeszczy z gorąca, drugiemu pomóc się przebrać, lecą strużki wody, teraz jesteśmy miss mokrego podkoszulka, następnie z drugim spacer, luz, jedno na pokładzie, w parku matki, te same, co wczoraj i co jutro, i co pojutrze, w tych samych miejscach, niezmienne niczym drzewa, można pogadać, ale trzeba już do domu, bo obiad, bo przewinięcie, bo sprzątanie, a tu trzeba już po starsze wracać, starsze chce się pobawić w parku, oczy ustawić więc tak, żeby się kręciły jak orbita dookoła głowy, tylko szybciej, pobiegać też trzeba, ale tak żeby pilnować tego stacjonarnego w wózku, później przyjdzie pora na bieganie za dwoma naraz, w odwrotnych kierunkach, to taka sztuczka, którą matka osiąga bez potrzeby klonowania się, dobra, powrót, bo starsze też musi coś zjeść, rozbieranie, i abarot: jedzenie, przewijanie, sprzątanie, no i wieża klocków, i łaskotanie, fikanie, śmichy-chichy, samochodziki, grzechotki, na ręce, ponosić, potulić, ufff, kąpiel, jedzenie, zęby, bajka, poczytać, ponosić, ponosić, aaa, kotki dwa... czy te naczynia dalej tam stoją, tak, stoją i stać będą... aaa... szarooobure obyyydwa...

Nuda, panie

Po takim dniu, podobnie jak po około 300 innych w roku, czeka na matkę gospodynię domową zasłużona nagroda - docenienie. Statystyczny mąż przyjdzie, rozejrzy się i powie:
- No i co ty robiłaś przez cały dzień? Nic.
Teściowa zadzwoni, podbuduje: - A co ty tam do roboty z jednym dzieciakiem masz czy dwoma. Ja sześcioro wychowałam, pampersów nie było, słoiczków nie było, robotów nie było, tetry trzeba było prać ręcznie, zupki przecierać ręcznie...
Można też liczyć na bezdzietne koleżanki z pracy:
- Dobrze ci, siedzisz sobie tak w domku, nic nie robisz, odpoczywasz, na wszystko masz czas, ekstra. A ja nawet do kosmetyczki nie mam kiedy skoczyć.

"Kobieta, która wstaje o szóstej rano, zajmuje się niemowlęciem, spaceruje, robi sama zakupy, przygotowuje obiad, sprząta, pierze, prasuje i zaspokaja wszelkie potrzeby dziecka, dowiaduje się, że to nie jest żadna praca, tylko aksamitne życie" - pisze psycholog i psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosiska w "Parze z dzieckiem".
I cytuje pacjentkę: "Mąż mówi, że matki mają specjalne hormony po to, żeby nie spać, prowadzić dom i bez zmęczenia zajmować się dziećmi".

Beata Kozanecka: - Mój mąż, człowiek XXI wieku, biznesmen, nie mógł się nadziwić, dlaczego mając tyle w-o-l-n-e-g-o czasu, jestem w stanie "tylko ogarniać na bieżąco", a nie gruntownie posprzątać albo przygotować przyjęcie dla gości.
Renata Kazała: - Gdy rozmawiam z innymi mamami, okazuje się, że każda z nas ma podobne doświadczenia: większość tatusiów dziwi się: "Co wy robicie przez cały dzień w tym domu?".

Kasia Olędzka: - Mężczyźni raczej są skłonni uważać: co to za robota wychowywanie dzieci? Wystarczy nakarmić i ubrać.
Tyle hałasu o nic, powie wiele osób, matki przecież od zawsze siedziały z dziećmi. Tyle też, że od czasu transformacji ustrojowej mężowie nie wracają z pracy po godzinie piętnastej z Expresiakiem w ręku, tylko między godz. 19-21 z notowaniami dolara.

Współczesna kobieta pozostaje w domu z dziećmi sama dłużej o pół dnia niż jej matka, w dodatku nie obowiązuje już model wielopokoleniowej rodziny, który tak sprawdzał się przez lata.
Matki nie pchają się też do oddawania dzieci do żłobka czy pozostawiania swoich kilkumiesięcznych skarbów w rękach opiekunek. Jeżeli mogą sobie na to pozwolić - podejmują decyzję o pozostaniu w domu z dziećmi. - To mój wybór, nie żadne poświęcenie - podkreślają.
- Nie wyobrażam sobie, żeby Natalia zostawała z kim innym. Ma być mama i już - nie ma wątpliwości Renata Kazała.

Tymczasem...

- Wychowanie dziecka to nie tylko radość i przyjemność. Ale też bardzo duży wysiłek fizyczny i psychiczny - podkreśla Teresa Wardzyńska z Ośrodka Psychologicznego "Persona".
- Przy dziecku nie odpoczywam - wyznała w wywiadzie dla "Kobiety" aktorka Renata Dancewicz. - Przy całej radości z macierzyństwa, to ciężka praca. Po niej należy się wypoczynek...

Ja chcę do ludzi

Wypoczynek. Obco brzmiące dla gospodyni domowej słowo. Jeżeli nie ma do pomocy sztabu babć, cioć, niań, już na początku skreśla się takie głupoty, jak:
- wyjście do koleżanki,
- wyjście do kina,
- wyjście do pubu,
- jakiekolwiek wyjście.
Bieganie po sklepach, do fryzjera - przemilczmy. Czytanie, owszem, czegoś nie dłuższego niż podpis pod zdjęciem.
Jednak nie ma co panikować: im dziecko jest starsze, tym łatwiej można znów realizować te potrzeby.
Paulina czasem usiądzie. I tak pomyśli: "Ja chcę do ludzi".
- Ale za chwilę wstaję i robię coś dalej.

Gdy jednak zdarzy się, że jeszcze chwilę posiedzi, to znowu myśli: "Co ja mam teraz robić? Co ludzie robią, gdy nic nie robią? Jak się relaksują?".
- Kilka razy próbowałam wyjść, umówić się z koleżankami, ale zaraz dostawałam telefon: "Paulina, przychodź". Mąż, mimo dobrych chęci, nie umie tego wszystkiego za bardzo ogarnąć.
Siedziała więc na tych spotkaniach jak na szpilkach.
- Góra godzinę. Teraz wolę nie wychodzić i czasem spokojnie pogadać przez telefon.
Jej "prawdziwa odskocznia i rozrywka" to szkoła. - Studiuję zaocznie, więc co dwa tygodnie lecę tam jak na skrzydłach. Aż chce mi się uczyć. A i z ludźmi staram się nagadać za wszystkie czasy.

Beata: - Telefon? Jak najbardziej. To jedyna forma łączności ze światem. Potrafiłyśmy z przyjaciółką przez godzinę, dwie, gdy dzieci spały: gotować, rozbijać kotlety, odkurzać, prasować, wszystko ze słuchawką przy uchu.
Renata: - Wyjścia? Rzadko. Gdy ja mogę, to koleżanki nie mogą. Nie mają z kim zostawić dzieci. Jak one mogą, to ja nie mogę. Trudno się zgrać.
Beata: - Znajomi przestali do mnie dzwonić, pewnie uznając, że zwariowałam. I słusznie, bo groziła mi nerwica, ale przez nich. Bo tak: dzwoni moja koleżanka - singielka i pyta: "Wyjdziesz dziś z nami na koncert?", a ja trzymam dziecko na jednym ręku, drugą ręką karmię drugie, a trzecią robię porządek w szafie, czyli upycham ciuchy nogą do środka.

Raz dała się namówić na wizytę u przyjaciołki.
- Gdy już u niej usiadłam, to tylko ziewałam, bo spałam wtedy po cztery godziny.
Karmiła piersią, więc przyjaciółka zaproponowała na pokrzepienie porządny obiad.
- Wzięłam widelec, dzióbię w kotlecie, w burakach, dobre. I nagle plask, jakąś maź czuję na twarzy. Wycieram oczy, widzę przerażoną przyjaciółkę.
- Nie śpij w kotlecie - zapropnowała - pościelę ci.

Kasia jest w nieco innej sytuacji: mieszka z teściami, więc może czasem gdzieś wyjść - wtedy z wnuczkami zostaje babcia.
Ale zazwyczaj: - Zabieram ich wszędzie ze sobą, nawet jak mam załatwić coś w urzędzie.
Ostatnio dzieci zgodziły się, by mama wyszła wieczorem: - Byłam z mężem na balu karnawałowym. Ale się wybawiłam, wytańczyłam! Musiałam: nie wiadomo, kiedy znów pójdę.

To bardzo istotne - radzi psycholog Teresa Wardzyńska - by mimo wszystko młoda mama starała się od czasu do czasu odpocząć, spotkać z przyjaciółmi. - Matka zrelaksowana nie tylko lepiej się czuje, ale i lepiej opiekuje się dzieckiem.
Dziecko - przypomnimy banał, ale dość istotny - woli widzieć mamę uśmiechniętą.

Dzisiejsze mamy-gospodynie domowe mają sporo dystansu do siebie i swojej misji. Beata, z zawodu analityk rynku, powiesiła w swojej nowoczesnej kuchni makatkę: "Ludwiko, do rondla". To pamiątka: dostała ją za drugie miejsce w konkursie na przepis na zupę. - Szkoda - śmieje się - bo pierwsza to był domowy grill.

Jednak makatka to nie wszystko

- Zrobiłam w tym czasie prawo jazdy - opowiada Kasia Olędzka. - Na egzamin pojechałam z dziećmi, dopingowały mnie z dziadkiem.
Paulina Szarnecka w czasie dla siebie, czyli po północy, zrobiła licencjat z turystyki. - Czasem pisałam pracę do piątej, szóstej rano, Kubuś nie chciał spać, chodził po mnie przez pół nocy - uśmiecha się Paulina. - Teraz studiuję zaocznie pedagogikę.

Kocham cię, o kochanie moje

Nawet jeżeli na początku cała energię trzeba zredukować do skupienia się na przewijaniu, dla Pauliny, Kasi, Renaty, Beaty oczywiste jest, że te pierwsze lata, które z spędzają z dziećmi, będą dla nich kapitałem na całe życie. Ale o tym nie mówią, bo i po co? Przecież to jasne. To poczytajmy: "Im więcej damy z siebie naszemu dziecku na początku, tym większa szansa, że będzie rosło bez naszej ciągłej pomocy i uwagi, nie będzie wymagało od nas ustawicznej troski i holowania przez życie - wyrośnie na samodzielnego oraz szczęśliwego człowieka" - podkreśla Milska-Wrzosińska w "Parze z dzieckiem".

Mąż Pauliny wprost tego nie powie. Jak większość mężów. Ale jej samej obije się czasem o uszy, tak przypadkiem, jak mówi komuś: "Podziwam żonę, bo ja bym pół godziny nie wytrzymał".
A miłość, mówi Paulina, procentuje. Odczuła to, będąc w ciąży z młodszym dzieckiem. Kobieta nie wygląda wtedy najlepiej, a dookoła, chyba na złość, przechadzają się same zadbane i szczupłe dziewczyny.
- Kubuś powtarzał mi wtedy: "Mamo, jesteś najpiękniejsza na świecie. I ten twój brzuch jest taki piękny".

Kasia lubi wyskoczyć gdzieś na moment, ale...
- Zaraz tęsknię za dziećmi - uśmiecha się. - A oni tak tęsknią za mną, przez tę chwilę, jakby nie było mnie cały dzień. Wracam, całują, przytulają. Tomcio zaczyna mówić: "Mamusiu".

Renata dostrzega paradoks: z jednej strony każdy dzień jest taki sam, a z drugiej - jednak zupełnie inny. - Jednego dnia dziecko pomarudzi, a nastepnego podejdzie, spojrzy prosto w oczy i powie "Mamo, kocham cię". Sama radość.

Mąż Beaty ograniczył czas swojej pracy. A gdy synowie poszli do szkoły, ona wróciła do pracy.
- Gdy mam gorszy moment, podchodzi do mnie młodszy synek i mówi: "Jesteś taka ładna", a wyglądam jak miotła. Obejmuje mnie łapkami, przytula i poklepuje po plecach.
- Lepiej? Nie jesteś smutna? - upewnia się - Buziaka?
Starszy głaszcze ją po głowie: "Wszystko będzie dobrze".
Dokładnie tak samo robiła ich mama, gdy przewracali się i płakali. - Nie oddałabym ani jednej nieprzespanej nocy, ani jednego upadku do kotleta, bo dzięki temu jest, jak jest.