Kobiety coraz częściej są bohaterkami zawirowań na scenie politycznej. Może o tym świadczyć chociażby częstotliwość, z jaką pojawiają się na okładkach opiniotwórczych dzienników i tygodników. Ich rola nie zawsze ma pozytywny wydźwięk. Wystarczy przypomnieć przypadek Anety Krawczyk, taśmy Renaty Beger czy zamieszanie wokół oświadczenia majątkowego Hanny Gronkiewicz-Waltz.

O kobietach na polskiej scenie politycznej Monika Olejnik mówi: "Fantastycznym czasem dla kobiet w polityce był pierwszy Sejm po 1989 roku. Halina Nowina-Konopczyna, Barbara Labuda, Zofia Kuratowska, Grażyna Staniszewska, Teresa Liszcz czy wreszcie Hanna Suchocka. To były naprawdę barwne postaci, przy tym wielkie osobowości, które odegrały ogromną rolę w ówczesnej polityce".

Dziennikarka uważa, że w polityce płeć nie ma wielkiego znaczenia, bo najważniejsze są kompetencje. Chociaż, niestety, mężczyźni politycy często lekceważą lub traktują instrumentalnie kobiety udzielające się na scenie politycznej. Doskonałym przykładem jest potraktowanie Marii Kaczyńskiej, gdy zabrała głos w dyskusji na temat aborcji. Nie można także mówić o "kobiecych" aferach, o których ostatnio było głośno, bo tak naprawdę nie panie były bohaterkami. "Czynny udział brali w nich również mężczyźni" (taśmy Renaty Beger i oskarżenia Anety Krawczyk) - przypomina Monika Olejnik.

Dziennikarka podkreśla, że w polskiej polityce jest wciąż bardzo mało kobiet: "Osobiście mam słabość do pań w polityce i daję im większe fory niż panom politykom. Nie oznacza to ślepego solidaryzowania się z płcią, ale raczej jest przejawem ochrony" - mówi. "Myślę, że trzeba paniom dać szansę. Patrzeć na to, co osiągnęły pozytywnego w ogóle, a nie tylko przez ostatnie miesiące" - apeluje.