Według pani Giertych, referendum aborcyjne doprowadzi do absurdalnej sytuacji: "Jeżeli pewien okres życia człowieka traktujemy lepiej, a inny gorzej, to doprowadzamy do absurdalnej sytuacji. Równie dobrze moglibyśmy w referendum zadać pytanie: Czy chronić życie dzieci od 5.do 6. roku życia, albo czy chronić życie staruszek od 80. roku życia" - mówi żona wicepremiera.

Powtórzyła również swoje argumenty ze swojego niedawnego listu do marszałka Sejmu Marka Jurka, że "ochrona dzieci nienarodzonych to również ochrona kobiet. Aborcja to nie tylko zabójstwo dziecka, ale również narażenie na utratę zdrowia fizycznego i psychicznego przez kobietę".

Jej zdaniem, prawem polskich kobiet jest surowe karanie tych, którzy zabijając dziecko, niszczą jednocześnie zdrowie matki, a osoby, które wykonują za pieniądze zabójstwo na nienarodzonym dziecku, powinny być tak samo karane jak płatni zabójcy.

Odnosząc się do zarzutów, że aborcja jest tematem zastępczym, żona wicepremiera zwróciła uwagę, że prawdziwym problemem polskich kobiet jest sytuacja na rynku pracy. "Wciąż mamy do czynienia z przejawami dyskryminacji w pracy. Panowie posłowie powinni pracować nad konkretnymi rozwiązaniami poprawiającymi życie kobiet i matek i myśleć w kontekście rodziny. Bo większość kobiet żyje właśnie w rodzinach.

Zapytaliśmy żonę polityka, czy jej ostatnie wystąpienia oznaczają, że chce wejść do polityki. "Na razie mam swoją pracę zawodową, która w pełni mnie satysfakcjonuje. Nie ciągnie mnie do polityki. Jeden polityk w domu zupełnie wystarczy" - odpowiedziała Barbara Giertych.

Dodała jednak, że kobiety nie mają wystarczającego głosu w dyskusji publicznej. Jej zdaniem brakuje głosu mądrze myślących pań, z doświadczeniem zawodowym i rodzinnym, które chciałyby wziąć sprawy w swoje ręce.