Anita Zuchora ("Film"): Mężczyźni w "Testosteronie" wydają mi się cokolwiek spotworniali...

Andrzej Saramonowicz: Nie zgadzam się z panią. Mimo swoich chropowatości to są w gruncie rzeczy ciepli ludzie, niewolni od wad, ale mający i wiele zalet. Jeśli sądzi pani, że są spotworniali, to zapewne uważa pani, że mężczyźni są gorszą częścią ludzkości. Nie zaryzykowałabym takiego stwierdzenia. Ale jeśli obraz mężczyzn, który panowie pokazują, jest prawdziwy, to nie ma się z czego śmiać.

Tomasz Konecki: Może po prostu trzeba odwrócić to stwierdzenie. "Testosteron" to nie diagnoza stanu męskości, a opowieść o tym, jak trudno być dzisiaj mężczyzną.

Andrzej Saramonowicz: Jesteśmy gatunkiem, który zapanował nad światem dzięki uporczywemu rozwijaniu swoich właściwości. Jedną z nich - oprócz inteligencji, która daje nam przewagę nad większością stworzeń - jest agresja, która kumuluje się zwłaszcza w męskiej części gatunku. Kobiety są mniej brutalne, ale czy to znaczy: lepsze? Przecież nie można powiedzieć o tygrysie, że to potwór i śpiewać ody na cześć królika tylko dlatego, że pierwszy je mięso, a drugi trawę.

Tomasz Konecki: Ja się nie zgadzam z twierdzeniem, że "Testosteron" pokazuje jakąś złowieszczą wizję. Dla mnie zakończenie całej historii ślubem jest dowodem, że wszystko może się dobrze skończyć. To także opowieść o rodzącej się męskiej przyjaźni i w tym sensie nie traktowałbym jej jako gorzkiej.

Andrzej Saramonowicz: Dokładnie. Wszyscy ci bohaterowie dokonują wiwisekcji, otwierają się przed sobą, zyskują pewien dramatyzm.

Ale jeśli przyjrzeć się ich stosunkowi do kobiet, to ujawnia się przede wszystkim to, co we współczesnych relacjach damsko-męskich kalekie. Od braku porozumienia po rozczarowanie.

Andrzej Saramonowicz: Tylko pod warunkiem, że będzie się odbierało wprost, co bohaterowie "Testosteronu" mówią. A to błąd. Mężczyźni mają kłopoty z czymś, co kobietom przychodzi z łatwością: szczerością zwierzeń, często na granicy ekshibicjonizmu. Faceci się między sobą nie otwierają. O ile jeszcze, gdy są we dwóch, są w stanie zdobyć się na jakąś szczerość, tam gdzie jest ich więcej, takie zjawisko nie występuje. Stosują metajęzyk, ukrywając prawdziwe uczucia i lęki w dosadnościach lub wulgaryzmach.

Tomasz Konecki: Poza tym nie należy traktować naszych bohaterów jako postaci wyczerpujących obraz współczesnego mężczyzny. Nie bez powodu bohaterów jest aż siedmiu, dzięki temu zyskujemy bardziej złożony obraz zjawiska zwanego mężczyzną i szansę na pokazanie większej liczby psychologicznych mechanizmów. Trudno utożsamiać się z jednym z nich, ale każdy z nas odnajdzie w historii cząstkę siebie.

Dlaczego żaden bohater nie jest w stanie nawiązać partnerskiej relacji z kobietą?

Andrzej Saramonowicz: Bo nie potrafią! Ale kobiety, które ci mężczyźni kochają, również nie potrafią. Za relacje partnerskie obie płcie odpowiadają w takim samym stopniu. Niektórzy z bohaterów "Testosteronu" są egoistami, którzy wykorzystują kobiety, inni zaś są wykorzystywani. Dla wszystkich jednak związki z kobietami są sprawą podstawową. Ten film - choć śmieszny - opowiada o tęsknocie i rozczarowaniu. Męskim rozczarowaniu, że kobiety potrafią być równie egoistyczne i nikczemne, co faceci. Dla mężczyzn taka wiedza zawsze jest szokiem. Znacznie większym niż świadomość męskiej nikczemności dla kobiet. Kobiety już od najmłodszych lat przysposabiane są przez kulturę i wychowanie, że mężczyzn należy traktować z nieufnością. Mężczyźni przeciwnie - od własnej matki do Matki Boskiej rozciąga się dla nich obszar godny największego zaufania. A jest to nie do końca prawdziwy obraz. Owszem, kobiety są cudowne, ale potrafią też być zdumiewająco nikczemne. Tak samo mężczyźni. W obu płciach jest tyle samo anioła co i diabła.

Tomasz Konecki: Nie zapominajmy, że ci bohaterowie ze swoimi emocjami pokazują pewne modelowe sytuacje. Większość długofalowych związków partnerskich jakie znam, to relacje po przejściach, w których wiele z mechanizmów opisywanych w "Testosteronie" zadziałało wcześniej.

A jednak wydaje się, że bohaterom "Testosteronu" brakuje szlachetności.

Andrzej Saramonowicz: Nie podzielam tej opinii. A w scenie finałowej, kiedy - mimo iż wiedzą już o sobie wiele nieprzyjemnych rzeczy - tańczą razem, budując jakąś piękną ludzką wspólnotę? Poza tym nie jestem księgowym, by skrupulatnie rozdzielać "winien" i "ma". "Testosteron" to komedia, a komedie zawsze starają się wyeksponować przywary, pokazać je w krzywym zwierciadle. Bohaterowie "Testosteronu" są szlachetni na tyle, na ile wymaga tego sytuacja, w której się znaleźli. Na weselu po ślubie, z którego uciekła panna młoda, piją wódkę i mówią krytycznie o swoich kobietach, ale gdyby np. wybuchła wojna, to by chwycili za broń, by tych kobiet bronić nawet za cenę utraty własnego życia. Uważam, że każdy z nich jest dobrym człowiekiem.

Z czego zatem wynika ich frustracja?

Andrzej Saramonowicz: Nasza cywilizacja przez wieki była tak skonstruowana, że mężczyźni mieli uprzywilejowaną pozycję. Zajmowali nieproporcjonalnie więcej miejsca niż kobiety. Od 100 lat, a może nawet troch mniej, w każdym razie od czasów zapanowania nad własną płodnością, kobiety stały się naprawdę niezależne od mężczyzn, zyskały nowy oddech i stały się bardziej aktywne. Stały się paniami, a właściwie - to zabawne, ale język ciągle nie może wyrwać się z czasów męskiej dominacji - panami samych siebie. Dominujące, przedsiębiorcze, władcze kobiety dnia dzisiejszego zostały zaakceptowane przez mężczyzn. Podobają im się. Natomiast model atrakcyjnego mężczyzny wcale się nie zmienił. Władcze kobiety wcale nie cenią pasywnych, mimozowatych płaczków robiących na drutach. Chcą, jak dawniej, mężczyzn aktywnych i przedsiębiorczych. Dzisiaj, w dobie świadomych własnych potrzeb kobiet, faceci wcale nie mają łatwo. Poker, w którym można było blefować, skończył się bezpowrotnie. Dzisiaj kobiety nieustannie krzyczą "sprawdzam" i ci, co w kartach mają blotki, nie mogą dłużej odstawiać herosów.

Ten obraz jest przygnębiający, bo pokazuje, że współczesna relacja między kobietą a mężczyzną nie działa.

Andrzej Saramonowicz: Sześć miliardów istnień ludzkich na ziemi to dość mocny dowód, że ten mechanizm działa, i to nieźle. Choć prawdą jest, iż utrzymanie trwałych więzi w związku jest trudne. Jesteśmy zanurzeni w szale konsumeryzmu. Każdy gadżet, który kupiliśmy dwa miesiące temu, przestaje być atrakcyjny, bo już możemy go zmienić na lepszy. "Wymienię cię na lepszy model" śpiewają dzisiaj zarówno kobiety, jak i mężczyźni. To jest powód, dla którego jest coraz więcej singli. Nie chcą się wiązać, bo a nuż trafi im się coś lepszego? Poza tym nawet jak już zbudują jakiś oparty na uczuciu związek, to - co jest nowością w relacjach męsko-damskich - traktują go jako rzecz terminalną. Już na początku wiedzą, że się skończy, bo miłość przemija. Kiedy ludzie, zakochując się w sobie, zakładali bezterminowe trwanie swojej miłości.

Mechanizmy, które pokazujecie, zadziałały także podczas kręcenia filmu? W końcu przez 30 dni przebywaliście w zamkniętej przestrzeni w towarzystwie niemal wyłącznie męskim.

Tomasz Konecki: Zadziałały idealnie. Natychmiast zaczęła się walka o dominację w grupie. Zażarty turniej bilardowy trwał przez całe 30 dni. Każdy chciał pokazać, że robi coś lepiej od innych. Zamknięcie uniemożliwiało odreagowanie, więc byliśmy zdani tylko na siebie, co rodziło czasem trudne sytuacje. Jakiś psycholog mógłby zrobić tam doktorat o wpływie testosteronu na relacje międzyludzkie.

Czego ostatecznie dowiadujemy się z "Testosteronu"?

Andrzej Saramonowicz: To zostawiam każdemu z widzów do własnej oceny. Mogę tylko powiedzieć, że napisałem tę historię, by poprawiać ludziom humor. I po odbiorze sztuki, która wszędzie, gdzie jest grana, staje się hitem, widzę, że to się udało. Widzowie się śmieją i przez jakiś czas czują się szczęśliwsi. Kobiety również, może nawet zwłaszcza kobiety.

Tomasz Konecki: Chociaż kobiety i mężczyźni śmieją się w zupełnie innych momentach.