Giorgia Smith zaczęła walczyć z anoreksją w wieku 12 lat - gdy rozwiedli się jej rodzice. Po latach zmagań była już na granicy życia i śmierci. Jej tętno spadło do tak niskiego poziomu, że lekarze wydali wyrok: pozostały jej dwa tygodnie życia.

I STAŁ SIĘ CUD

Jedynym ratunkiem miało być intensywne leczenie w szpitalu. Poskutkowało - ale tylko na chwilę... "Spędziłam w szpitali trzy miesiące i przybrałam na wadze. Ale jak tylko zostałam wypisana ze szpitala, moja waga znów spadła, i to do jeszcze niższego poziomu, niż poprzednio" - wspomina Giorgia. Jeszcze dwukrotnie była hospitalizowana, ale wciąż balansowała na krawędzi.

Wszystko zmieniło się, gdy odnalazła się ze swoim dawnym ukochanym, Kenny'm Smithem. "Pragnęliśmy założyć rodzinę, ale ze względu na anoreksję nie miesiączkowałam już od lat i nie wiedziałam, czy w ogóle uda mi się zajść w ciążę" - opowiada pacjentka. Pragnienie bycia matką dodało jej sił w walce z chorobą. "Wiedziałam, że musze przybrać na wadze by sprawdzić, czy mogę na powrót ożywić moje ciało - więc po raz pierwszy od lat zaczęłam jeść" - dodaje.

Dwukrotnie przybrała na wadze i udało się - poczęła synka Baileya, dziś siedmiolatka. Po raz pierwszy od lat temat jedzenia witała z pełnym rozluźnieniem. Choroba jednak zaczęła wracać niedługo po narodzinach synka. Jednak obawa przed tym, że nie będzie mgła mieć więcej dzieci, pozwoliła przetrwać najgorsze chwile. Dzięki temu na świecie pojawił się dziś czteroletni Morgan, a w lutym zeszłego roku trzeci syn - Coby.

Dziś Giorgia wciąż walczy z ryzykiem nawrotu choroby. Chodzi na grupy spotkaniowe i uważnie monitoruje wagę. Ale, jak mówi, to nie tym zabiegom, ani nawet nie kochającemu mężowi zawdzięcza życie. "Żadne leczenie na świecie nie było w stanie dokonać tego, co udało się trójce moich dzieci" - mówi.