Dzieci uratowały ją przed śmiercią
Nie było lekarstwa ani lekarza, który mógł pomóc jej w walce z tą straszną, śmiertelną chorobą. Nie mogła zacząć jeść, jej waga wciąż spadała, co trzy razy zaprowadziło ją do szpitala. Ostateczne zwycięstwo anoreksji, czyli śmierć była już kwestią czasu. Ratunek przyszedł z nieoczekiwanej strony. Macierzyństwo pojawiło się nagle - i uratowało jej życie.
- Kolberger: Pozostały nam już tylko marzenia
- "Mówią, że jestem morderczynią..."
- Otyli nie są chorzy psychicznie
- Anoreksja dopada najmłodszych
- Jestem tylko ołówkiem w rękach Boga
- Telewizja to dostawca astmy
- Słynna anorektyczka u Ewy Drzyzgi
- Pokażą umieranie Aniołka Charliego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Giorgia Smith zaczęła walczyć z anoreksją w wieku 12 lat - gdy rozwiedli się jej rodzice. Po latach zmagań była już na granicy życia i śmierci. Jej tętno spadło do tak niskiego poziomu, że lekarze wydali wyrok: pozostały jej dwa tygodnie życia.
I STAŁ SIĘ CUD
Jedynym ratunkiem miało być intensywne leczenie w szpitalu. Poskutkowało - ale tylko na chwilę... "Spędziłam w szpitali trzy miesiące i przybrałam na wadze. Ale jak tylko zostałam wypisana ze szpitala, moja waga znów spadła, i to do jeszcze niższego poziomu, niż poprzednio" - wspomina Giorgia. Jeszcze dwukrotnie była hospitalizowana, ale wciąż balansowała na krawędzi.
Wszystko zmieniło się, gdy odnalazła się ze swoim dawnym ukochanym, Kenny'm Smithem. "Pragnęliśmy założyć rodzinę, ale ze względu na anoreksję nie miesiączkowałam już od
lat i nie wiedziałam, czy w ogóle uda mi się zajść w ciążę" - opowiada pacjentka. Pragnienie bycia matką dodało jej sił w walce z chorobą. "Wiedziałam, że musze
przybrać na wadze by sprawdzić, czy mogę na powrót ożywić moje ciało - więc po raz pierwszy od lat zaczęłam jeść" - dodaje.
Dwukrotnie przybrała na wadze i udało się - poczęła synka Baileya, dziś siedmiolatka. Po raz pierwszy od lat temat jedzenia witała z pełnym
rozluźnieniem. Choroba jednak zaczęła wracać niedługo po narodzinach synka. Jednak obawa przed tym, że nie będzie mgła mieć więcej dzieci, pozwoliła przetrwać najgorsze chwile. Dzięki
temu na świecie pojawił się dziś czteroletni Morgan, a w lutym zeszłego roku trzeci syn - Coby.
Dziś Giorgia wciąż walczy z ryzykiem nawrotu choroby. Chodzi na grupy spotkaniowe i uważnie monitoruje wagę. Ale, jak mówi, to nie tym zabiegom, ani nawet nie kochającemu mężowi
zawdzięcza życie. "Żadne leczenie na świecie nie było w stanie dokonać tego, co udało się trójce moich dzieci" - mówi.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!