Zanim więc zniszczycie ostatnie łączące was więzi i wystawicie za drzwi walizki tego, który zdradził, spróbujcie dać drugą szansę – partnerowi i waszemu związkowi. Bo, choć to niełatwe i wymaga dużo czasu, poświęcenia i siły ze strony was obojga, wspólne życie po zdradzie nadal jest możliwe. Co więcej, niewierność ukochanej osoby może stać się ogniową próbą dla waszego małżeństwa – próbą, z której wyjdziecie silniejsi i mocniej ze sobą związani. Ale by tak się stało, musicie najpierw zacisnąć zęby i stawić czoła kilku trudnym momentom.

WYKRZYCZCIE EMOCJE

To z was, która dowiaduje się, że zostało zdradzone czuje się jakby ziemia usunęła się mu spod nóg. Początkowo jest w szoku, nie dowierza, że to możliwe, później czuje ból, rozpacz, smutek, rozczarowanie, złość czy gniew. Może również zacząć obwiniać… siebie, bo niewierność partnera bardzo silnie uderza w samoocenę osoby nią zranionej. Zaczyna myśleć „Jestem głupia i brzydka, inaczej by mnie nie zdradził”, „Muszę być beznadziejny, skoro ona szukała kogoś innego”.

Psychologowie radzą, by takie myśli jak najszybciej usuwać z głowy. 
Według nich najlepsze, co może zrobić zdradzony to wyrazić wszystkie targające nim emocje. Krzycząc, płacząc, rozbijając ślubną zastawę czy obrzucając partnera wyzwiskami – poza rękoczynami wszystkie chwyty dozwolone (lepiej jednak, żeby wasze dziecko tego nie słyszało, zafundujcie mu więc spokojną noc u babci, nie powinno uczestniczyć w waszych kłótniach). To nie tylko pozwala zdradzonej osobie oczyścić się z negatywnych emocji, ale także niweluje chęć zemsty, która z pewnością nie przyczyni się do naprawy waszego małżeństwa. Nie tłumcie w sobie uczuć – prędzej czy później dojdą do głosu i skończy się dziką awanturą o brak soli na stole, czy nie pozmywane naczynia. Niewyrażony gniew i wściekłość mogą objawiać się też złośliwościami wobec tego, kto miał romans, w myśl zasady „ on mnie zdradził i to daje mi to prawo, by go teraz przeczołgać”. Ale uwaga: takie manipulacje i odgrywanie się doszczętnie zniszczą resztki łączącej was miłości. Niech więc zdradzony wykrzyczy swój ból, a niewierny partner przyjmie go i wysłucha – zasłużył na każde gorzkie słowo. Co więcej, musi też okazać prawdziwy, głęboki żal i skruchę – to pierwsze, niezbędne kroki na drodze do odzyskania zaufania współmałżonka, które zrujnował wdając się w romans.

DAJCIE SOBIE CZAS

Najlepszym lekarstwem na rany jest… czas. Nie próbujcie więc następnego dnia po awanturze udawać, że nic się nie stało i znów jest między wami tak, jak przed zdradą. Tak samo już nigdy nie będzie. Rana została zadana, krzyk i płacz oczyścił ją z trujących emocji, teraz potrzeba czasu, by się zabliźniła. Ale ślad zostanie na zawsze. Od was zależy, czy będzie to ciągle jątrząca się blizna, czy blada szrama, przypominająca trudne chwile, które razem pokonaliście. Pozwólcie więc opaść emocjom.

Każde z was musi na spokojnie zastanowić się, co czuje. Jeśli macie taką możliwość, odseparujcie się od siebie na parę dni, lub choćby spędźcie osobno weekend. Kiedy już trochę ochłoniecie, odpowiedzcie sobie na pytania: Czy zdrada to jedyna sytuacja, która była zła w czasie naszego wspólnego życia? Dlaczego aż tak bardzo się od siebie oddaliliśmy? Jak ważna jest dla mnie trwałość naszej rodziny i czy zrobię wszystko, by ją na nowo posklejać? To ważne, żeby każde z was znalazło swoją odpowiedź na te pytania, bo jeśli chcecie odbudować małżeństwo, następnym krokiem musi być szczera rozmowa z partnerem o przyczynach zdrady.

ZNAJDŹCIE ŹRÓDŁO PROBLEMU

Nic się nie dzieje bez przyczyny: zdradzamy, bo czegoś nam brakuje. Ale, choć osoba zdradzona może buntować się przed tą świadomością, ona także odpowiedzialna jest za to, że jej partner szukał bliskości u kogoś innego. Nie może uznać, że jeśli współmałżonek nie dochował wierności, to ona ma teraz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż niewierny zmaże swoje grzechy i wszystko naprawi.

Oczywiście, nic nie tłumaczy zdrady, ale jeśli do niej doszło oznacza to, że w waszym małżeństwie czegoś brakuje, coś ważnego zgubiliście. Gdybyście nadal żyli w satysfakcjonującym związku, nie byłoby skoku w bok. Uznajcie więc, że zawiniliście oboje i szczerze porozmawiajcie o tym, czego wam w waszej relacji zabrakło. Uwaga: nie obwiniajcie się nawzajem i nie wypominajcie wzajemnych zaniedbań, bo rozmowa przerodzi się w awanturę i nic konstruktywnego z niej nie wyniknie. Nie dopytujcie też o szczegóły romansu, to, jaki był kochanek czy kochanka – takie wiadomości tylko was zranią i pogłębią przepaść między wami. Najlepiej przeanalizujcie razem, co sprawiło, że przestaliście być dla siebie atrakcyjni. Czy nie stało się tak, że po ślubie uznaliście, że nie musicie dłużej się wysilać, by robić na partnerze wrażenie, bo przecież już jest „zakontraktowany”? Może pośród codziennej krzątaniny nie zauważacie już współmałżonka i nie mówicie mu miłych rzeczy? Wyciągnijcie wnioski z rozmowy i zastanówcie się, co możecie zmienić, tak, żebyście znów byli razem szczęśliwi. Mówcie otwarcie o swoich potrzebach i oczekiwaniach – tylko w ten sposób zyskujecie szansę, że współmałżonek je zauważy i spełni. A to podstawa udanego związku.

NIE WAŁKUJCIE TEMATU

Jeżeli zdecydowaliście, że mimo kryzysu chcecie dalej ze sobą być i pracować nad waszym małżeństwem przestańcie mówić o tym, co się stało. Jeśli skrzywdzona osoba decyduje się wybaczyć, musi dać sobie i współmałżonkowi czas na odbudowę zaufania. Nie powinna wracać wciąż do tego, co się zdarzyło i wypominać partnerowi jego romansu przy każdej sprzeczce – wtedy wasze życie zamieni się w serię pretensji. Lepiej wygadać się przed przyjaciółką czy bratem, albo nawet… upić, kiedy bolesne wspomnienia dokuczają za bardzo. Trzeba też trzymać na wodzy swoją podejrzliwość, nie sprawdzać telefonu, nie węszyć w poszukiwaniu dowodów kolejnych oszustw. Jeśli decydujecie się na odbudowę związku, musicie dać wiarołomnemu współmałżonkowi drugą szansę i choćby najmniejszy kredyt zaufania.

Bardzo dużo zależy też od jego zachowania. Powinien pokazać, że żałuje tego, co zrobił i przysiąc, że taka sytuacja się nie powtórzy. Na każdym kroku musi potwierdzać swoją prawdomówność, dotrzymywać danego słowa i rozumieć, jeśli współmałżonek złości się, gdy on zapomniał włączyć po zebraniu komórkę czy wraca do domu godzinę później niż zawsze. To nie jest zadanie na parę dni, ale tygodnie i miesiące.

Pomyślcie o tym tak: wasza miłość omal nie umarła. Teraz jest rekonwalescentką i musicie oboje chuchać na nią i dmuchać. Warto, bo jeżeli naprawdę sobie przebaczycie i wprowadzicie do waszego małżeństwa to, czego w nim zabrakło, zdrada może okazać się początkiem… wspaniałego związku.