Aborcja nigdy nie jest łatwym wyborem, niezależnie od tego, czy wpadło się za pierwszym razem, czy ze stałym partnerem, czy wybór podejmowany jest z powodów zdrowotnych czy finansowych. To zawsze dramat dla każdej kobiety i początek długiej drogi do odzyskiwania równowagi psychicznej i spokoju ducha.

ZA CZY PRZECIW?

Utarło się, nie tylko w Polsce, przekonanie, że kobieta, która już kiedyś rodziła, nie może być w grupie pro-choice. Jej opowiedzenie się za prawem kobiety do wolnego wyboru, rzekomo jest obraźliwe dla dziecka, które urodziła, jakby tym samym mówiła: a mogłam cię usunąć. Takie przekonanie występuje u tych osób, które nieodmiennie cud narodzin kojarzą ze stanem łaski bożej i nie potrafią zrozumieć, jak ktoś kto nosił dziecko pod sercem, mógłby dobrowolnie z tego zrezygnować. Takiego argumentu użyły zresztą amerykańskie i brytyjskie kobiety, które same zauważyły, że po urodzeniu pierwszego dziecka ich silne nastawienie na prawo kobiety do wyboru uległo znacznemu osłabieniu.

Przykładem jest Naomi Wolf, feministka i pisarka, która po urodzeniu dziecka zasugerowała, że aborcja powinna być legalna tylko do 12 tygodnia życia płodu. "Doznałam czegoś na zasadzie nawrócenia, gdy w okolicy mojej 35-tki urodziłam oczekiwane dziecko" - pisze. Entuzjazm związany z oglądaniem jej dziecka na zdjęciach z USG jakoś nie dawał się pogodzić z typowym dla niej do tej pory podejściem do niechcianych dzieci, które demonstrowała na debatach na temat prawa kobiet do aborcji.

ŚWIADOME MACIERZYŃSTWO TO WŁAŚNIE WYBÓR

Inne kobiety z kolei zanotowały u siebie zupełnie odwrotną reakcję. Helen McGowan, państwowa urzędniczka, matka trójki dzieci zauważyła, że po porodach wzrosło u niej nastawienie proaborcyjne. Wytłumaczyła to jednak w ten sposób, że nigdy wcześniej nie była zmuszona do zastanowienia się nad tą kwestią. "Dopóki nie masz dzieci, nie masz potrzeby myśleć nad tymi sprawami, chyba że doświadczysz niechcianej ciąży – ja jednak nie byłam w tej sytuacji". Mimo to zrozumiała, jaka jest różnica między ciążą oczekiwaną a niechcianą.

Diane Munday myśli podobnie. W 1961 roku miała już trojkę dzieci, z którymi nie dawała sobie rady. Gdy znowu przypadkiem zaszła w ciążę, zdecydowała się usunąć dziecko. "Wiedziałam, ile trzeba im czasu, troski, i dotarło do mnie, jak złe byłoby urodzić dziecko, któremu nie mogłabym poświęcić tyle czasu, ile powinnam. Posiadanie dzieci wzmocniło moje uczucia na temat aborcji (…) dzieci powinny przychodzić na świat, tylko kiedy są oczekiwane" – deklaruje Diane.

BRYTYJKI CHCĄ MIEĆ WYBÓR

W sieci aż roi się od wpisów matek z grupy pro-choice, strona prochoicemajority.org.uk jest ich pełna. Kobiety zwykle anonimowo wyjaśniają, że pro-choice nie znaczy, że jesteśmy za aborcją, znaczy, że chcemy mieć wybór.
Jedna z kobiet pisze: "moja matka była pro-choice i wybrała mnie" – na dowód, że nie oznacza to wcale, że kobiety, które tak myślą, nie chcą mieć dzieci lub ich nie lubią. Grupom antyaborcyjnym niezwykle trudno ten paradoks zrozumieć. To, że jest się pro-choice, będąc matką, oznacza bowiem w tym wypadku, że bycie matką nie jest dla tych kobiet obojętne.
Nie godzą się na niechciane ciąże, niekochane dzieci i wielodzietne rodziny założone nie z wyboru, tylko z konieczności. Każdy kto wie, z czym wiąże się macierzyństwo, nie powinien zmuszać kobiety do posiadania dziecka wbrew jej woli, taki wniosek płynie po przeczytaniu dziesiątek komentarzy matek w sieci.

NIE TYLKO NASTOLATKI USUWAJĄ

Dr Ellie Lee, socjolożka na Uniwersytecie w Kent i autorka licznych opracowań na temat aborcji uważa, że do tej pory pokutuje stereotyp, że aborcji poddają się głównie nierozważne nastolatki. Jednak prawda jest taka, że w Wielkiej Brytanii jest spore grono kobiet, które zdecydowały się usunąć późne ciąże lub ciąże, które przytrafiły im się przypadkiem, gdy mają już dwójkę lub trójkę dzieci.

Z danych organizacji Education for Choice wynika, że 42 procent brytyjskich aborcji to kobiety, które już są matkami. To dowód na świadome macierzyństwo, któremu hołdują te kobiety. Dodatkowo wytrąca to argument ruchu antyaborcyjnego, który mówi o tym, że aborcji dokonują dziewczęta lub kobiety niedojrzałe, które nie wiedzą, co tracą i przyjmują najłatwiejsze rozwiązanie, niejako z zamkniętymi oczami. Tylko czy aborcję można uznać za łatwy wybór?
Irlandzka aktywistka Kellie O'Dowd uważa, że prawo do aborcji to po prostu jedno z praw człowieka do decydowania o własnym losie. Walcząc o prawo do wyboru, nie walczy się o swoją wygodę – chodzi o to, żeby postawić się w sytuacji kogoś, kto tego wyboru potrzebuje. Trzeba umożliwić ludziom decyzję, a nie wybierać za nich rozwiązanie. Bycie matką jest cudowne, ale tylko wtedy, gdy się tego chce. Nie, kiedy jest się do tego zmuszonym.