Zabawa w Boga może skończyć się w piekle
To, że wybierasz płeć dziecka, to już sprawa oczywista. Teraz oferta rozszerza się na kolor włosów, oczu i skóry. Czy dzieci można teraz zamawiać z katalogu niczym spersonalizowany nowy model auta? Czy naprawdę nie potrafimy się już po prostu zadowolić tym, co da nam natura i nasze geny?
- Gdy adoptowane dziecko wyrasta na... bandytę
- Czy życie może mieć początek w próbówce?
- Mąż nie chce słyszeć o in vitro
- Sprzedawcy kobiecych lęków
- "Mówią, że jestem morderczynią..."
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do niedawna dziwne wydawało nam się, że można wpłynąć na płeć swojego dziecka. I to w sposób naukowy, a nie otaczając się powiedzmy kolorem różowym czy niebieskim. Już niedługo będziemy mogli dosłownie zostać designerami naszego życia. Naszym polem doświadczalnym będzie nienarodzone dziecko.
CZY TO ZABAWA W BOGA
Klinika Płodności doktora Jaffa Steinberga, która ma swoje oddziały na Manhattanie i w Los Angeles w ciągu kilku miesięcy zaoferuje swoim pacjentom nową, spersonalizowaną usługę. Oprócz
wyboru płci dziecka, przyszli rodzice będą mogli ingerować w kolor włosów, oczu czy nawet decydować o kolorze skóry. Niedługo więc brak podobieństwa dziecka do rodziców nie będzie
już powodem do plotek o braku pokrewieństwa.
Papież Benedykt XVI już od lat ostrzegał przed "zabawą w Boga", teraz kiedy stało się to bardzo realne, zaczęły też ostro protestować organizacje katolickie i grupy
etyków uniwersyteckich. Obsesyjne poszukiwanie idealnego dziecka ma bowiem swoje źródło w naszym dążeniu do perfekcjonizmu za każdą cenę. Skoro nie potrafimy kochać swoich dzieci,
takich jakimi mogłyby się urodzić bez naszej ingerencji, jak możemy być tolerancyjni wobec jakiejkolwiek inności?
CUDOTWÓRCA? A MOŻE SZATAN
Steinberg borni swojego interesu słowami, że "Genetyka jest falą przyszłości. To już się dzieje i nie zamierza się zatrzymać. Dodatkowo jeszcze się rozszerzy. Więc
jeśli oni (etycy, Kościół – od red.) mają z tym problem, powinni usiąść i wejrzeć w swoje sumienia, bo nic już tego nie powstrzyma". Ingerowanie w geny i tzw. kosmetyka
genetyczna pozwoli naukowcom opracować embrion najbardziej pasujący do oczekiwań rodziców. Dopiero taki zarodek zostanie potem zaimplantowany w macicy. Brzmi to jak film science fiction i
budzi obawy nie tylko laików, ale i samego środowiska.
Sean Tipton z American Society for Reproductive Technology podważa umiejętności Steinberga. "On jest jedynym, który wykonuje takie zabiegi, bo
po prostu nie da się tego zrobić. Nikt nie może tego zrobić" – kwituje całą sprawę Tipton. Z kolei Dr. William Kearns, szef Shady Grove Center for Preimplantation
Genetics w Rockville, uważa, że być może jest to zabieg możliwy do wykonania, ale z powodów etycznych nie powinno się go stosować do celów innych niż medyczne. Głównym celem
genetyków powinno być sprowadzenie na świat dziecka zdrowego, uwolnionego od skaz genetycznych. A tutaj mówimy o czysto estetycznych zachciankach, wyjaśnia Kearns. Doktor Steinberg, odsądzony
już od czci i wiary, ale za to z kalendarzem wypełnionym wizytami rodziców pragnących dziecka jak z obrazka, przyznaje, że jego metoda nie jest w 100 procentach skuteczna. Na razie najlepsze
wyniki osiąga się z osobami pochodzenia skandynawskiego, gdyż ich geny są najsilniejsze. "Powiedzmy, że stworzyłeś siedem embrionów, i z nich jeden ma największe szanse na
posiadanie zielonych oczu, i te szanse u niego wynoszą 80 procent" – obrazowo wyjaśnia "lekarz cudotwórca".
NIE UDAŁO SIĘ? DO TOALETY!
Co się dzieje z tymi embrionami, które nie przejdą selekcji? Są niszczone - i tu zaczynają protestować obrońcy życia poczętego, dla których już w przypadku zarodka mówimy o człowieku. Wysuwają nawet kontrowersyjne stwierdzenie: w ich rozumieniu klinice Steinberga pozwala się na myślenie, że jeśli ktoś nie jest idealny, można go spuścić w toalecie. Zabiegi nowojorskiego lekarza kwestionują też inne, podstawowe prawo. Miłość rodzicielska powinna być bezwarunkowa i absolutna. Jak za 20 lat będzie się czuło dziecko, które dowie się, że zostało zaprojektowane według czyjejś wizji. Czy zielone oczy są lepsze od niebieskich, czy gdyby miało proste włosy a nie loki, rodzice kochaliby je mniej? Pewnych pytań lepiej sobie nie stawiać…
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!