Po pierwsze, choć panowie nie malują jeszcze rzęs, to dawno nie zdarzyło mi się w Warszawie wejść do męskiego mieszkania i nie zobaczyć w łazience osobnego kremu do twarzy i osobnego pod oczy, nie mówiąc o całej kolekcji żelów do włosów. Jeśli nie widziałyście u nich kosmetyków wartych co najmniej kilkaset złotych, to znaczy, że po prostu chowają je w szafkach. Faceci czasem nie są jeszcze pewni, czy to wypada, i wolą się nie afiszować. Najlepszy dowód, że wszystkie firmy kosmetyczne mają linie dla mężczyzn.

Po drugie teza, że mężczyźni są wspaniali sauté - a tylko kobiety muszą poświęcać godziny, żeby dobrze wyglądać, jest jakimś szowinistycznym mitem. Ale problem jest znacznie głębszy. Robiąc i komentując badania tego rodzaju, trzeba zrozumieć, że wygląd to nie tylko kosmetyki. Jasne jest, że facetowi odpadnie w łazience ten czas, który kobieta poświęca na malowanie powiek. Ale za to mężczyźni znacznie więcej czasu poświęcają na swój ogólny image.

Nie znam kobiety, która by miała taką obsesję własnego wizerunku, jak miał mój były chłopak. Kiedy go poznałam, akurat dostał dobrą pracę i postanowił być mężczyzną eleganckim. Pamiętam, że któregoś ranka nie mógł znaleźć w szufladzie bokserek Ralpha Laurena, a tylko stare jakieś z czasów studenckich - i o mało nie spóźnił się do pracy. Zaczęłam się nawet martwić: po co mu seksowne bokserki w biurze? Ale nie, wyjaśnienie było zupełnie inne, niż myślicie: on po prostu musiał być w każdym calu tym, kim sobie wymarzył. To znaczy elegantem żywcem wyjętym z reklamy adresowanej do metroseksualnych. Inaczej tracił poczucie własnej wartości.

Do stylu bokserek Ralpha Laurena dobrał też sobie samochód. Było to audi, wprawdzie nienowe, bo na nowe nie mógł sobie pozwolić, ale za to w kolorze srebrnym, który świetnie pasował do jego grafitowych garniturów. Kiedy zaczęła się moda na samochody terenowe, natychmiast wymienił audi na jeepa z napędem na cztery koła. Na wyszukanie odpowiedniego egzemplarza stracił więcej czasu niż ja przez dwa lata przed lustrem. Musiał go sprowadzić z zagranicy, bo na nowy cały czas nie było go stać. Tym razem samochód był czarny, a mój chłopak podczas jednego weekendu z garniturów przerzucił się na styl męsko-sportowy. Koszulki Lacoste i dżinsy Diesel. Przestał też grać w tenisa i zapisał się na boks. Teraz, mam wrażenie, zaczyna się dla niego okres awangardowy. Rozstaliśmy się, ale widziałam go ostatnio w modnej knajpie dla "bohemy". Przyjechał na rowerze, z trzydniowym zarostem i w kurtce a la second-hand. Artystyczny nieład miejski - tak się ponoć nazywa ten styl.

Jacek to przypadek bardzo wyrazisty, ale w podobną nerwicę wpada coraz więcej młodych mężczyzn w dużych miastach. Dlaczego? Bo stracili pewność siebie. My, kobiety zarabiamy nie mniej niż oni, jesteśmy czasem ich szefami, w dobie programów Assistance same radzimy sobie nawet z reperacją samochodu. W zasadzie nie ma już takiej dyscypliny życia codziennego, w której mężczyzna byłby lepszy od kobiety. Dlatego szuka lepszego siebie... przed lustrem. Trochę się z tego śmieję, ale w sumie się cieszę: może wreszcie w naszym kraju przestanie się codziennie widzieć dziewczyny o urodzie Agnieszki Wagner idące za rękę z Wodnikiem Szuwarkiem?

*Ukrywająca się pod pseudonimem w obawie przed zemstą wypielęgnowanych