Dla wielu kobiet dłuższy czas pracy nie jest wcale atrakcyjny i argumentacja rzecznika Kochanowskiego nie przekonuje ich. Czy zatem niższy wiek emerytalny to dla nich dyskryminacja, czy raczej przywilej? Oto opinie redaktorek DZIENNIKA.

Nie wierzę w opowiastki o równouprawnieniu

ANNA PIOTROWSKA
szefowa działu nauka

Nie uważam, żeby zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn było dobrym pomysłem. Dlaczego?

Po prostu panie przez całe swoje życie pracują znacznie ciężej niż panowie. Nie tylko zawodowo, ale i w domu: na drugim, trzecim, a nawet czwartym etacie praczki, sprzątaczki czy kucharki. Dlatego powinny mieć szanse na odrobinę spokoju i relaksu na wcześniejszej emeryturze. Oczywiście feministki zaraz mnie zakrzyczą, że przez to kobiety będą miały mniejsze emerytury, a obowiązkami domowymi można się podzielić z mężem.

Cóż, drogie panie, jakoś nie wierzę w równouprawnienie i partnerstwo w zakresie sprzątania, prania, gotowania czy karmienia dzieci. Opowieść o równym podziale obowiązków w naszych polskich domach to mit, w który wierzą chyba tylko redaktorki kolorowych magazynów. Polscy mężczyźni to przecież w większości samolubne lenie, które spędzają całe dnie przed ekranem telewizora albo z kolegami w pubie. Samce w typie macho rozrzucające brudne skarpetki po całym mieszkaniu, których płacz dziecka doprowadza do furii.

Dlatego, żeby kobietom żyło się lepiej, powinny zarabiać tyle, by wysoka składka emerytalna, nawet jeśli okres jej płacenia będzie krótszy, zapewniła im emeryturę tak wysoką jak w przypadku mężczyzn. Można też wprowadzić podatek dla panów pozostających w stałych związkach - niech w ten sposób odwdzięczą się swym partnerkom za ciepłe obiady, wyprasowane koszule, zadbane dzieci oraz czysty dom. Może wtedy docenią pracę swych kobiet i wysiłek, jaki wkładają one w dopieszczanie wspólnego domowego gniazda.

Nie róbcie ze mnie niesprawnej 60-latki

KATARZYNA SKRZYDŁOWSKA-KALUKIN
dziennikarka działu wydarzenia

Nie mogę się doczekać emerytury. Bez wahania poszłabym na nią już teraz. Nie wstawać rano, nie wracać późno, czytać dziecku "Czerwonego Kapturka" i strzyc trawę w ogródku... Tego pragnę, to mi się należy. Niestety, zostały mi jeszcze 22 lata życia w kieracie, a jeśli rzecznik praw obywatelskich dopnie swego, to nawet 27 lat.

Mój mąż to co innego. Mężczyźni im starsi, tym przystojniejsi, więc do pracy też się dłużej nadają. On powinien pracować nawet do siedemdziesiątki. A kobiety muszą się narodzić, nagotować, naprać i napodawać mężowi piwa. Im się należy odpoczynek. (Wprawdzie mojemu dziecku gotuje babcia, a mnie pan z firmowego bufetu, mam też panią Agnieszkę, która nam posprząta, no ale ja się wrobiłam w pracę zawodową.) A poważnie. Nie rozumiem, dlaczego kobiety powinny przechodzić na emerytury wcześniej niż mężczyźni. Moja mama, moja teściowa, moja ciocia, wszystkie w wieku 60 lat dostały emerytury i żadna nie przestała pracować. Jak chce się mieć kiedyś godną starość, to trzeba mieć za co. Jeżeli człowiek w wieku 60 lat przestanie zarabiać, zostanie mu wytarty fotel, który pachnie i zaraża starością, bo ruszyć się z fotela też trzeba mieć za co.

Nie staram się dowieść, że dodatkowych pięć lat pracy uczyni ze mnie niemiecką emerytkę na wiecznych wakacjach. Chodzi mi o podejście do pracy - niektórym kobietom kojarzy się ona chyba z pańszczyzną. Jak ją odrobią, zaczną żyć pełnią, więc im szybciej, tym lepiej. Z takim podejściem do pracy z niemieckimi emerytami na wspólnych wakacjach nie spotkamy się nigdy. Chodzi mi też o podejście do kobiety. Czy 60-latka to staruszka? Niech ktoś to spróbuje powiedzieć mojej matce! Już mi go szkoda.

Chciałabym pracować jak najdłużej, ale nie z nakazu

RENATA KIM
szefowa działu opinie

Chcę pracować jak najdłużej. Mam nadzieję, że po sześćdziesiątce mój umysł będzie tak sprawny jak teraz, a umiejętności o wiele większe. I nie wyobrażam sobie, że nagle jednego dnia przestanę pracować tylko dlatego, że kiedyś ktoś autorytatywnie uznał, że po przekroczeniu tego wieku ja, polska kobieta, powinnam obowiązkowo udać się na zasłużony odpoczynek.

Ale to tylko mój osobisty wybór i plan na życie. Do jego realizacji nie potrzebuję wcale żadnej ustawy, która odgórnie zadekretuje, kiedy mam przejść na emeryturę. Ja i miliony innych Polek.

Bo pamiętam, jak kilka lat temu moja mama myślała z utęsknieniem, kiedy nadejdzie czas emerytury i będzie się mogła wreszcie zająć wnukami. Dla niej możliwość odejścia z pracy jeszcze przed 60. była prawdziwym wybawieniem. I gdyby ktoś jej wtedy oświadczył, że ma się męczyć (bo tak to widziała) o kilka lat dłużej, byłaby naprawdę nieszczęśliwa.

Więc niech nikt nie mówi Polkom, że są dyskryminowane, bo pracują krócej niż mężczyźni. Dla większości z nich wcześniejsza emerytura to nie dyskryminacja, a wręcz przywilej. A te, którym ani w głowie niańczenie wnuków w wieku 60 lat, z pewnością same sobie znajdą zajęcie i dorobią do niższej niż męska emerytury. To powinno być ich prawo, a nie narzucony odgórnie obowiązek. Zamiast więc się martwić dyskryminacją kobiet tam, gdzie jej nie ma, niech rzecznik praw obywatelskich zajmie się tropieniem przypadków, gdzie Polkom dzieje się prawdziwa krzywda. Zamiast kazać wszystkim pracować o pięć lat dłużej, niech lepiej pomoże tym kobietom, które na przykład zostały wyrzucone z pracy tuż przed emeryturą.

Chcę mieć prawo do takiej samej emerytury jak facet

MAGDALENA ŻAKOWSKA
szefowa działu życie codzienne

Podoba mi się pomysł Janusza Kochanowskiego - wiek emerytalny powinien być jeden. W moim przekonaniu kobiety powinny mieć szansę wypracowywania emerytury tej wysokości co mężczyźni.

Być może część z nas odbierze ten pomysł rzecznika jako zamach na nasze przywileje. Bo to prawda, że my, kobiety, pracujemy często na dwóch etatach - w pracy i w domu, że rodzimy dzieci, że bardziej niż mężczyźni angażujemy się w ich wychowywanie. Ale to nie znaczy, że te kobiety, które cenią sobie aktywność zawodową, nie mogą wymagać od państwa, aby traktowało je na równi z mężczyznami.

I nie zapominajmy też o argumentach drugiej strony - średni wiek życia mężczyzn jest nadal o 10 lat krótszy niż kobiet, mężczyźni są bardziej zestresowani i niezadowoleni z życia. Być może zrównanie wieku emerytalnego spowoduje, że mężczyźni będą częściej korzystać z możliwości, jakie daje urlop tacierzyński, a dzięki temu będą aktywniej uczestniczyć w życiu rodzinnym.

Bardzo podobał mi się pomysł Joanny Kluzik-Rostkowskiej, byłej minister pracy i polityki społecznej, aby babcie i dziadkowie mieli możliwość wykorzystywania urlopu wychowawczego na wnuki. Dzięki temu młode matki mogłyby szybciej wracać do pracy, a kobiety w średnim wieku, które marzą o spokojnej emeryturze, miałyby szansę doczekać jej w domu z wnukami. Skorzystałby na tym także pracodawca, bo kobieta, która czerpie z pracy przyjemność, jest bardziej kreatywna i wydajna od tej, która pracuje tylko po to, aby"dociągnąć" do emerytury. Dlatego pomysłowi rzecznika mówię"tak", ale z zastrzeżeniem: to nie może być koniec reform.