Nie ukrywajmy, każdemu z nas zdarzyła się kiedyś taka chwila słabości w pracy. Jeden, może dwa wulgaryzmy pomogły opanować nagromadzone emocje. Pozbyć się stresu, rozładować napięcie. Oczywiście są też tacy, którzy rzucają mięsem non stop. W ich przypadku brzydkie słowo traci na znaczeniu. A sęk w tym, że przekleństwa znakomicie podkreślają moc wypowiadanych słów. Ale to niejedyna ich zaleta.

Nie klnij jak szewc

Jak twierdzi prof. Yehuda Baruch z University of East Anglia w Norwich, używanie przekleństw wzmaga w pracownikach ducha zadań zespołowych, budzi poczucie solidarności, a nawet podnosi morale w zespole. Badania prowadzone przez profesora dowodzą też, że regularne rzucanie mięsem powoduje wzrost wydajności. Pomaga wyrazić frustrację oraz stres. Można by więc rzec: przeklinajmy bez obaw! Jest jednak jedno ale: z umiarem.

Używanie słów uznanych za brzydkie może pomóc w pokonaniu stresu w pracy tylko tym, którzy robią to rzadko. Przy częstym użyciu te słowa tracą obniżającą napięcie funkcję - tłumaczy dr Hanna Hamer, psycholog społeczny i kliniczny, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Wykształciuchy też używają

Przekleństwa nie są tylko domeną marginesu społecznego, choć bez wątpienia należą do podstawowego słownictwa tej grupy. Przeklinają też elity. "Kiedyś uważano, że najczęściej przeklinają robotnicy niewykwalifikowani: drwale, murarze. Ludzie pracujący fizycznie. Moje doświadczenia jednak temu przeczą. Znam bardzo kulturalnych glazurników i tapicerów oraz wyjątkowo często i wyrafinowanie przeklinających pracowników naukowych, prawników czy lekarzy" - mówi dr Hanna Hamer.

Przeciwko przekleństwom nie ma też nic Piotr Wojciechowski, zastępca dyrektora departamentu prawnego Państwowej Inspekcji Pracy. "Ja lubię wulgaryzmy. Rewelacyjnie przydają się w anegdotach, zwłaszcza w tzw. humorze sytuacyjnym. Umiejętne ich używanie świadczy o klasie człowieka. Pomagają również opanować stres. W pracy nie zdarza mi się ich używać, ale za to za kierownicą..." - uśmiecha się.

Do kaduka, szefie!

W pracy nie przeklina także prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca. Uważa jednak, że jest to forma rozładowania emocji. "Niektórzy twierdzą, że dzięki przekleństwom nie uciekamy się do rękoczynów. Są jednak tacy, których rzucanie mięsem nie uspokaja. Wręcz przeciwnie. Stają się jeszcze bardziej agresywni" - zaznacza. Prof. Bralczyk proponuje, aby brzydkie wyrazy zastąpić staropolskimi wyrażeniami: "do kroćset” czy "do kaduka". "Człowiek może odreagować i wykazać się poczuciem humoru" - zachęca.

Czy słuchać Wujka?

Jak jednak odróżnić, czy dany wyraz jest wulgarny, czy nie? Najlepszy przykład: w "Misiu" Stanisława Barei Wujek Dobra Rada poucza, aby nie używać brzydkich wyrazów: "motyla noga" czy "kurcze pióro". Ba - nawet nie rozmawiać z osobą, która wypowiada takie słowa. Wszystko jest kwestią wyczucia, konkretnej sytuacji i osoby, która tych słów używa.

"Przekleństwa w niektórych środowiskach mogą wyrażać uznanie, podziw - czyli mieć znaczenie pozytywne, o ile cała grupa tak właśnie odbiera taki rzekomo brzydki wyraz. Co ciekawe, są grupy, które używają tych samych kilku wulgaryzmów jako rzeczowników, przymiotników, czasowników w obu znaczeniach - negatywnym i pozytywnym. Aż dziw, że im się nie pomyli!" - uśmiecha się dr Hanna Hamer. "Dobre" przeklinanie to takie, które nie urazi niczyich uszu, a nam - kulturalnym - pozwoli szybciej odzyskać spokój w sytuacji bardzo trudnej do zniesienia - dodaje.

Bądź swojakiem

O ile jeszcze wyrażanie się w wolnym czasie (ale nie w miejscu publicznym) nie budzi sprzeciwu, o tyle używanie sobie w pracy może spowodować przykre konsekwencje. Wszystko jednak zależy ... od szefa.

"Szef, który sam przeklina daje swoim pracownikom zielone światło na używanie wulgarnych słów. Więcej - to on wyznacza normę, która może zacząć obowiązywać w jego środowisku. Ten, kto nie przeklina, może zacząć być uważany za dziwadło w odróżnieniu od reszty, swojaków, równych kumpli itd." - zaznacza dr Hanna Hamer. Jeśli więc umiemy zachować zdrowy rozsądek, mamy przyzwolenie szefa, to czemu tego czasami nie wykorzystać?


Tego nie rób!

Nie przeklinaj:
• przy osobach, o których nie wiesz czy to lubią,
• przy kobietach - nawet jeli same przeklinają,
• przy dzieciach, osobach starszych i osobach bardzo wstydliwych,
• podczas publicznych wystąpień,
• w trakcie rozwiązywania konfliktów i negocjowania, kiedy celem jest porozumienie,
• w miejscu publicznym,
• podczas rozmów kwalifikacyjnych.

Uwaga! Jeśli już przeklinasz, nie kieruj przekleństwa do kogoś, ale raczej "w powietrze". W przeciwnym razie możesz się bardzo narazić i obrazić drugą osobę.