"Gdyby każdy wiedział o innych wszystko, runęłyby więzi, bo nie ma ludzi czystych jak anioł" - przestrzega ciekawskich socjolog Krzysztof Łęcki.

Ankieterzy przedstawili respondentom kilka hipotetycznych sytuacji i zapytali, czy uważają je za dozwolone. "Żona nie wiedziała, do kogo wydzwania jej mąż, kiedy nie ma jej w domu. Aby się dowiedzieć, przed wyjściem z domu ukryła koło telefonu ukryty magnetofon".

To było pytanie tylko dla kobiet. 45 proc. z nich uznało, że takie zachowanie jest dozwolone, a 49 proc., że nie. Mężczyźni byli bardziej tolerancyjni. Na to samo pytanie, tyle że o żonę, twierdząco odpowiedziało 40 proc. z nich., 52 proc. nie akceptuje podsłuchiwania żony.

"Można powiedzieć, że podsłuchiwanie to plaga" - ocenia Witold Mazurek, szef firmy, która zajmuje się wykrywaniem i likwidowaniem zamontowanych podsłuchów. Większość jego klientów to jednak właściciele firm, którzy obawiają się szpiegostwa gospodarczego.

Zleceń w prywatnych domach ma mało. "Bo to drogie usługi" - tłumaczy i dodaje: "Jednak mam też prywatnych klientów. Zazwyczaj nie mówią, że boją się podsłuchiwania przez małżonka, ale można się domyślić, że chodzi właśnie o to".

Czy jednak rzeczywiście jest tak, że podsłuchy są plagą ostatnich miesięcy? Kiedyś żony przeszukiwały kieszenie męża, żeby znaleźć dowody zdrady, a teraz włączają dyktafon. Może zmieniła się tylko technika zdobywania wiedzy, a jej głód jest wciąż ten sam?

"Ale właśnie ta technika jest przekroczeniem granicy" - uważa Aleksandra Jodko, psycholog. "Szukanie śladów szminki na kołnierzu to nie to samo co nagrywanie rozmów. Bo nagrywanie i podsłuchiwanie to ogromna ingerencja w prywatność. Wiele ludzi myśli, że ślub z kimś oznacza, że ma się tego kogoś na własność, dlatego dopuszczają taką ingerencję".

A jeśli mąż to oszust, który wypiera się zdrady mimo ewidentnych śladów szminki i billingów, na których czarno na białym widać, że dzwoni codziennie i długo pod ten sam numer? Nagranie rozmów męża to w takiej sytuacji najzwyczajniej w świecie dowód przydatny przy rozwodzie - przekonują zwolennicy takiej metody. Wyciągi z archiwum Gadu-Gadu, esemesy i billingi to ostatnio pierwsze dowody, o które pytają adwokaci przy rozwodach. Skuteczne, ale niebezpieczne.

Dlaczego? Odpowiada Krzysztof Łęcki, socjolog: "Mój znajomy miał romans. Mąż kochanki nabrał podejrzeń i nagrał rozmowy telefoniczne żony. A potem dał te nagrania żonie mojego znajomego. Kobieta usłyszała, jak jej mąż przez dwie godziny wyznaje miłość innej kobiecie. Chciałaby pani coś takiego usłyszeć z ust męża? A gdyby powiedział jeszcze coś złego o pani?"

Jednak wielu Polaków to najwyraźniej nie przeszkadza. Tym bardziej że ankieterzy pytali też o inne sytuacje, w których jedna osoba nagrywa drugą. 39 proc. Polaków dopuszcza np. nagrywanie profesora podczas egzaminu, jeśli tenże profesor złośliwie chce oblać studenta. 29 proc. zgadza się na nagrywanie pracowników przez szefa, żeby sprawdzić, czy w czasie pracy nie prowadzą prywatnych rozmów.

Jaki z tego morał? "Pewna część życia społecznego zawsze przebiegała w cieniu" - odpowiada Łęcki. "Jednak tak duża akceptacja dla nagrywania innych oznacza, że runęło kolejne tabu".