Zamykam, oczy i …. dojeżdżam właśnie do SPA. Wybrałam ośrodek w otoczeniu łąk i lasów. Powietrze wokół jest krystalicznie czyste, a wszechobecna zieleń zachwyca bogactwem odcieni. Drzewa, alejki z ławkowymi zakątkami. Dopiero teraz zauważam bryłę budynku. Jest pięknie wkomponowana w to miejsce. Jestem ciekawa co się skrywa w środku. Za drzwiami wejściowymi znajduję elegancki hall i recepcję. Uśmiechnięta recepcjonistka wręcza mi kartę magnetyczną do pokoju.

Mogę się już rozgościć. Pokój-studio jest przepięknie urządzony. Wszędzie kolory ziemi - już odpoczywam zapadając się w wygodnym fotelu ale ciekawość jest silniejsza. Na biurku przygotowane foldery i wszelki informacje np. moja karta zabiegowa. Jest telewizor (o nie , od niego odpoczywam). Przy biurku widzę gniazdko do Internetu (jestem szczęśliwa, że chwilowo nie jest mi potrzebne ale… rozumiem i doceniam). Przeciągam ręką po atłasowej, zachęcającej pościeli, ale nie daję się skusić.

Za to wypijam szklankę przygotowanej wody mineralnej i oglądam widok z balkonu. Jutro posiedzę sobie na tym wygodnym leżaczku i posłucham ptaków - koncertują tu jak oszalałe.

Biorę kąpiel w luksusowej łazience (nawet mam tu wszystkie potrzebne kąpielowe kosmetyki !) i rozkoszuję się puchatym ręcznikiem, otulam szlafroczkiem i wkładam miękkie kapciuszki frotte. To wszystko czekało na mnie ułożone w kosteczkę na tapczanie. Zauważyłam jeszcze mięciutki pled, w razie gdybym miała ochotę na totalne lenistwo. Cieszę się, że nie musiałam zabierać z sobą suszarki do włosów (wypatrzyłam ją w łazience).

Odświeżyłam się i mogę zjeść obiad. Tutejsze SPA także słynie z kuchni. I rzeczywiście. Oczarowała mnie smakami, finezją i przede wszystkim lekkością.

A potem weekend pełen cudów. To trzeba przeżyć! W Instytucie Kosmetycznym jest jak w wodnej bajce. Gdybym miała to miejsce określić kilkoma słowami z pewnością byłyby to słowa: woda, natura, zapach, dotyk… Nie da się tego określić kilkoma słowami.

Masaże. Cudowne. Ajurwedyjski przy dźwiękach mantry i zapachach korzennych olejków.

Ciepłymi, okrągłymi kamieniami (czy kamień może być z aksamitu?), roztańczony ma-uri z polinezyjską muzyką w tle czy też klasyczny poprzedzony rozgrzewającym okładem z magmy.

Pillingi. Tak owocowe, że mam ochotę je zlizać. Skóra po nich jest cudownie elastyczna i napięta. Najbardziej jednak pokochałam zabiegi, które są źródłem SPA. Skoro spa oznacza "zdrowie przez wodę" to ja mam zamiar to właśnie osiągnąć. A oprócz zdrowia życzę sobie jeszcze trochę urody! Kapsuła z cudownym prysznicem Vichy (mogłabym w niej leżeć godzinami), hydromasaż w pachnącej wodzie. Ta kapsuła to nie lada wynalazek. Nie dość, że masuje i robi za saunę, to jeszcze rozpieszcza niby deszczykiem, który wędruje po całym ciele. Mam wrażenie jakby moje ciało unosiło się, opadało, i znów unosiło…

Szum wody towarzyszy mi w całym Instytucie. Wszędzie ratanowe leżaczki, fontanny, kaskady wodne i akwaria. Tylko usiąść i wsłuchiwać się w szemrzące mini-strumyczki. A jeśli już przycupniesz, to wypijaj hektolitry wody mineralnej z plasterkami cytryny - jest porozstawiana wszędzie, jakby czekała na ciebie.

Zadziwiające, jestem tu kilka godzin a mam wrażenie,że jestem jedyną osobą, którą zajmuje się tabun uśmiechniętych ludzi. Tak jest przez cały pobyt. Intymność, dyskrecja i cudowna organizacja, dzięki której nigdzie nie czekam ani minuty dłużej niż to konieczne. Przemieszczam się w szlafroczku i mam wrażenie jakbym mieszkała w luksusowej rezydencji, którą właśnie mi ktoś podarował !

Po pysznej kolacji jeszcze jedna przyjemność - jacuzzi z lampką szampana. Po takim dniu z przyjemnością zapadam się w atłasową pościel. Kolejnego dnia zabiegi: na zmęczone nogi i na cellulit. Zawsze poprzedzone pilingiem, po którym skóra lepiej wchłania koncentraty witaminowe, algowe. Uwielbiam te wszystkie eksperymenty z moim ciałem. Najbardziej podobają mi się te, które bazują na składnikach znanych mi dotychczas z kuchni: czekolada, cynamon, cukier. Mniam , mniam.

Mam nadzieję ,że po tym pobycie w SPA stanę się równie apetyczna jak pewna modelka (ta , której paskudnie zazdroszczę urody i figury!). Tutaj poczyniłam już pewne kroki przy pomocy kosmetyczki i fryzjera. Kosmetyczka zrobiła mi fachową diagnozę mojej cery i zaleciła kilka niezbędnych zabiegów. Rozpoczęłam ten cykl u niej w gabinecie. Nowością była dla mnie mikrodermabrazja (diamentowym pyłkiem). Skóra po niej zrobiła się dużo jaśniejsza i gładsza. Potem pani zaaplikowała mi jakąś cudowną kapsułkę z serum. Nie wiem, co to było, ale efekt znakomity.

No, po prostu musiałam do tego zmienić fryzurę! Nie było z tym żadnego problemu, bo w salonie fryzjerskim jakby tylko na mnie czekano. Kolor też zmieniłam, bo w salonie jest również wizażystka. Mało tego ! W tym samym czasie zrobiłam sobie piękny francuski manicure! Nie wiem, jak oni to robią, ale jeszcze nigdy nie udało mi się w tak krótkim czasie zrobić dla siebie tylu rzeczy. W każdym razie akumulator mam naładowany na kilka dobrych miesięcy. SPA powinno być ustawowo nakazane każdej kobiecie ! Aha, a przy wyjeździe dostałam kartę "bywalczyni" z solidnym rabatem!

Pomarzyć dobra rzecz…