„NIE JESTEM ZABAWKĄ DLA WYOBRAŹNI”

W ostatniej sesji Cielecka odsłoniła fragmenty nagiego ciała, poprzykrywanego fotografiami przedstawiającymi fragmenty nagich ciał innych kobiet. „Nie pokazuję się w >>rozbieranych<< pismach. Dlatego spodobał mi się pomysł sesji w >>Malemenie<< – taki „Playboy” a rebours, pokazywanie, nie pokazując. Lubię medialne zabawy w stylu, który sama wybieram. Lubię prowokować, droczyć się z mediami. Zabawa formą to kwintesencja tego, jak postrzegam media: te wszystkie sesje, wywiady, cały medialny świat. Obecność w nim na serio mnie nie interesuje. Wydaje mi się, że czytelnika już też nie. W tej sesji puszczam oko do sytuacji rozbierania się” – opowiada Cielecka o nietypowej sesji w rozmowie z „Galą”. I dodaje, że jej zdaniem rozbierane sesje są uprzedmiatawianiem kobiety. „Nie jestem zabawką dla wyobraźni mężczyzny, towarem czy przedmiotem. Myślę, że kobiety wiedzą, o co chodzi. Mężczyźni mogą tego nie rozumieć...”.

czytaj dalej...


GONITWA ZA WYGLĄDEM

Równie krytycznie aktorka patrzy na zwyczaj retuszowania zdjęć gwiazd w kolorowych magazynach. „Może tak, jak się pisze przy wywiadzie, że jest autoryzowany lub nie, tak powinno się zaznaczać przy zdjęciach: retuszowane i nieretuszowane? Ale i bez tego kłamstwo widać. Wielokrotnie zdarzyło mi się nie rozpoznać na okładce koleżanki, którą dobrze znam. To śmieszne i niefajne. Jestem po stronie naturalnego wizerunku” – krytykuje Cielecka. Ale dodaje, że na szczęście dziś już coraz mniej osób wierzy w ich autentyczność. Zdaniem Cieleckiej nadal padamy ofiarą nierealistycznych wzorców piękna. „To pułapka, jeśli kobiety ślepo dążą do tego, żeby tak wyglądać. Bo nie da się wyglądać tak jak na okładce. Zabrnęliśmy w ślepy róg, w gonitwę za wyglądem, który nie jest nasz. Młodsze dziewczyny chcą wyglądać na starsze, starsze – na młodsze. To chore. Nie potępiam operacji plastycznych, jeżeli komuś polepszy to życie. Sama usunęłam sobie dwa znamiona z czoła. Natomiast retuszowanie zdjęcia kobiety 50-letniej tak, by wyglądała na 30., jest niesmaczne”.

STRACONE SZANSE

Nawet taka kobieta, jak ona ma rzeczy, których żałuje. „Trudno wyliczać konkretne zdarzenia, ale żałuję, że nie mam dziecka. Powiedzmy 10-letniego. Gram teraz matki i odkrywam, jak fajny jest kontakt z dziećmi w tym wieku. Kilka razy ścisnęło mnie w dołku i pomyślałam: >>Dlaczego tuż po szkole nie zdecydowałam się na dziecko?!<<. (…) Coś, czego wtedy panicznie się bałam, bo pokrzyżowałoby mi plany, teraz odbieram jako szansę, która już nie wróci, i dziś tego żałuję” – wyznaje Cielecka. Ale nie zamierza rodzić dziecka za wszelką cenę. „Nie mam tak silnej potrzeby, by mieć dziecko bez względu na wszystko. Ale to może się zmienić. Dziś wciąż to mężczyzna jest dla mnie pierwszy. Dziecko widzę jako owoc bezpiecznego, wspaniałego z nim związku. Taki model chciałabym zrealizować”.

KOBIECOŚĆ PO KĄDZIELI

Podobno chcąc nie chcąc upodabniamy się do swoich rodziców. Cielecka ma świadomość, że kobiety z poprzednich pokoleń, mama i babcia miały swój udział w ukształtowaniu jej jako kobiety. „To rzeczywiście dzieje się trochę poza nami, wchłania się przez osmozę. Im jestem starsza, tym bardziej robię się podobna do mojej mamy, również zewnętrznie. Przez lata byłam córeczką tatusia, a teraz zaczęłam w lustrze widzieć rysy mamy. Niesamowite! (…) Mama była samodzielna, całe życie pracowała, wszystko miała pod kontrolą. Starała się być najlepsza we wszystkich dziedzinach: jako matka, żona, pani domu i kucharka. To mamie Cielecka zawdzięcza swoje legendarne wyczucie stylu… „To mama ukształtowała mój styl i gust. Od najmłodszych lat pamiętam, że kiedy mnie ubierała, nigdy nie włożyła przysłowiowej kratki do kropek. Do dzisiaj mam wdrukowany opór przed estetycznym chaosem. Mama zawsze uchodziła za kobietę z gustem, zresztą piękną i zgrabną. Mężczyźni się za nią oglądali”.

____________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Szczypińska: Martwię się o premiera
>>> To wszystko wina Sarkozy'ego!
>>> Oto najbardziej rozwiązłe kobiety świata