Bohater siada na krześle i sięga po wiolonczelę. Po chwili w przestrzeń płyną słodkie dźwięki melodii, a ona w zachwycie śledzi każdy, najdrobniejszy ruch jego smukłych i mocnych palców pewnie trzymających smyczek i trącających nim struny instrumentu. Wydaje jej się, że czuje delikatność, z jaką mężczyzna przyciska do siebie instrument - i w myślach oddaje mu swoją duszę…

Setki filmów i tysiące książek pokazują nam obraz kobiety omdlewającej na widok pianisty pochylonego nad klawiaturą i pochłoniętego grą. A gdyby tak nasz bohater klawiaturę fortepianu zamienił na klawiaturę komputera, a zamiast 2. koncertu fortepianowego Rachmaninowa oddał się grze w "Halo 3"? Nagle romans znika, a jego miejsce zajmuje niedorzeczność. Kto chciałby w omdleniu pochylać się nad aspołecznym maniakiem marnującym życie na udawanie, że jest żołnierzem kosmosu? O dziwo, w odpowiedzi na to pytanie podniósłby się las rąk. Owi maniacy są wirtuozami nowej ery, a ich urokowi poddają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

Skąd bierze się to zjawisko? Otóż w ostatnich kilku latach staliśmy się świadkami prawdziwej eksplozji gier sieciowych (gier online - przyp. red.), zwłaszcza takich, w których gracze wcielają się w wymyślone postaci, by wspólnie z innymi osiągnąć wyznaczony sobie cel: zbudować imperium, zdobyć skarb, stoczyć wojnę. Prawdziwą karierę robi "World of Warcraft", wirtualny świat, którego populacja liczy już trzykrotnie więcej mieszkańców niż Paryż.

Takie gry prezentują nowe oblicze znanego fenomenu randkowania online, którego największym atutem jest to, że dzięki niemu możemy bez końca powiększać pulę potencjalnych partnerów oraz łatwo pozbywać się tych, którymi przestaliśmy się interesować. A także zachowywać anonimowość, którą zapewnia interakcja online. Ale w przeciwieństwie do tradycyjnego randkowania w grach ważniejsze od powierzchowności są osobowość, zainteresowania i podejście do życia potencjalnego partnera. Dlatego gry komputerowe tworzą zupełnie odrębną przestrzeń do randkowania.

Kiedy czatujemy, nasz rozmówca stara się pokazać w jak najlepszym świetle, a przychodzi mu to tym łatwiej, że jedyna wiedza, jaką o nim mamy, pochodzi od niego samego. Tymczasem gry zmuszają do działania - i to nierzadko w prawdziwym stresie, stawiają graczy w sytuacjach kryzysowych, którym ci muszą stawić czoła, przez co obnażają swe prawdziwe oblicze. Jednocześnie mogą one zdradzić o nich coś wyjtkowego. Gdzie indziej bowiem niż poza grą możemy dowiedzieć się, czy nasz partner jest dobrym przywódcą, czy potrafi się uzbroić w cierpliwość, czy jest chciwy i zaborczy. Tu randka nie pomoże. Na gruncie neutralnym każdy z nas próbuje tworzyć swój wizerunek w oczach innych. W grze jest to niemożliwe. Poddając sie jej dramaturgii, pokazujemy, jacy jesteśmy naprawdę.

"W trakcie grania w gry online powstaje wiele związków, ponieważ środowisko, w jakim przebywają gracze, zmusza ich do współpracy i przezwyciężania kryzysów" - mówi Nick Yee, naukowiec, który w ramach Projektu Daedalus, jaki stworzono w celu poddania wszechstronnym badaniom 40 tysięcy graczy, przeanalizował setki romansów zawiązujących się w czasie gry online.

Choć to wszystko - przezwyciężanie kryzysów, radzenie sobie w trudnych sytuacjach - wydaje się mało romantyczne, gry online zachowują spory potencjał miłosny. Większość gier umożliwia bowiem nawiązywanie z innymi graczami relacji w świecie rzeczywistym. Przy okazji spotkań całej grającej grupy w celu przygotowania strategii postępowania wobec kolejnego zwrotu akcji gry, dwójka, która wpadła sobie w oko, może bez przeszkód ciągnąć niewidzialny dla innych flirt.

W świecie fantasy można znaleźć prezenty, które zawsze chciało się dać ukochanej czy samemu chciało się dostać: piękne, ręcznie robione suknie, trzewiczki ze smoczej skóry, papużkę w kolorach tęczy. 32-letnia Megan z Minnesoty ciągle nosi diadem, jaki dostała od swojego zalotnika poznanego w "World of WarCraft". "Ten diadem jest wprawdzie odpowiedni dla gracza na niższym niż ja poziomie, ale ja nie chcę go zdejmować. Za każdym razem, kiedy go zakładam, mam gęsią skórkę" - mówi dziewczyna.

W świecie gier można też dokonać niezwykle bohaterskich czynów: ocalić ukochanej życie lub poświęcić własne w imię obrony szlachetnej sprawy. Tym, których romans kwitnie, większość gier online proponuje wirtualne śluby pozwalające na zebranie przyjaciół z całego świata w przepięknym miejscu, aby mogli być świadkami romantycznej ceremonii. A wszystko to odbywa się bez naklejonych na prezentach metek opiewających na tysiące dolarów i przedślubnych kontraktów! "Jak na razie sprawiłem sobie smoking i koszulę - opowiada 21-letni paryżanin Christophe, który chce sprawić swojej wirtualnej wybrance niespodziankę i wziąć z nią ślub w sieci. - Muszę jeszcze tylko wybrać pierścionek i wtedy zaskoczę ją, wręczając go jej na plaży o zachodzie słońca" - dodaje Francuz.

Jedną z wielkich zalet gier online jest to, że umożliwiają graczowi wcielenie się w kogoś innego. Ludzie, którzy w życiu codziennym są szarzy i nijacy, w świecie wirtualnym mogą zostać na przykład ponadtrzymetrowym herosem albo wręcz przeciwnie - maleńkim gnomem z różowymi włosami. Ci, którym nigdy nie udało się strzelić gola czy wygrać wyścigu, mogą tu prowadzić armię do zwycięstwa i dumnie nosić insygnia, które to poświadczają.
Gry sieciowe to zazwyczaj gry przygodowe, w których można spotkać królów i królowe, potwory i smoki, imperia i piratów, co może pomagać w ocenie inteligencji, cierpliwości i umiejętności współpracy potencjalnego partnera, ale też pozostawia wiele luk w jego psychologicznym portrecie. Można je uzupełnić, oglądając, jak ktoś gra w gry offline, między innymi gry na konsolę.

Gry na konsolę często wymagają szybszych reakcji, nagradzają pomysłowość i posiadane umiejętności. A więc nawet jeśli dana gra wydaje ci się śmiertelnie nudna, warto przesiedzieć wieczorną sesję, jeśli tylko skupisz się na swoim potencjalnym partnerze, a nie na tym, co dzieje się na ekranie. Ile jest w jego grze chytrości? Ile wyobraźni? Czy posiłkuje się podpowiedziami, które oferuje gra, czy też chce czerpać przyjemność z samodzielności i własnej inwencji? Czy zapisuje grę co pięć sekund, żeby nie martwić się, iż straci ugrane punkty, czy raczej chętnie ryzykuje? Obserwuj i ucz się, a pod koniec spotkania zastanów się, czy czujesz się bardziej pewna, że to właśnie twój ideał.

Czy ta teoria działa w praktyce? Z pewnością tysiące graczy doświadczyło na własnej skórze nawiązania znajomości podczas rozgrywki i przeniesienia jej później do realnego świata. Niekiedy takie romanse trwają latami i kończą sie tym, że partnerzy przenoszą się tysiące kilometrów, by być razem. Czy z przeświadczenia, że dzięki grze można poznać się na wylot, wynika, że takie związki są bardziej trwałe niż te, które zaczęły się w tradycyjny sposób?
"Brakuje nam danych na temat trwałości tych związków i informacji, jak wiele z nich miało szczęśliwe zakończenie - przyznaje Nick Yee - ale dowody czerpane z moich obserwacji sugerują, że więzi, jakie połączyły graczy, są silne i głębokie".

"Niektórzy moi przyjaciele martwili się, kiedy nawiązałam romans w sieci, ale teraz, po dwóch latach wspólnych przygód wiem, że bez obaw powierzyłabym mu swoje życie" - tłumaczy Megan. Bo bez względu na to, czy poznacie się online, a później przeniesiecie się poza sieć, czy też spotkacie się w barze i wymyślicie grę jako niekonwencjonalny sposób spędzania pierwszej randki - gra w miłość nigdy jeszcze nie była tak łatwa.

Margaret Robertson, brytyjska dziennikarka pracująca m.in. dla BBC


Michał Madej - "W grach pokazujemy swoją prawdziwą osobowość"

ANNA MASŁOŃ: Czy w świecie gier sieciowych można się zakochać?
MACIEJ MADEJ*:
Trudno byłoby się zakochać w pikselach, które widzimy na ekranie. Zakochujemy się w człowieku z krwi i kości, który w grze pokazuje nam swoją osobowość. Gra to kawałek życia. Zdarza się oczywiście, że staramy się komuś pomagać, a on później okazuje się samolubny, zupełnie jak w normalnym życiu. Tyle tylko, że w normalnym świecie o naszych znajomościach decyduje status społeczny, wiek, kraj pochodzenia, a w świecie wirtualnym przyczyny utrzymywania znajomości są zupełnie inne.

Jakie?
Odpowiem przykładem autentycznej historii. W grze "Second Life", która polega na budowie alternatywnego życia, pojawiła się dwójka heteroseksualnych mężczyzn, ale każdy z nich podszył się pod postać kobiety. Te postacie spotkały się w grze i zaczęły w niej odgrywać lesbijski związek. W końcu obaj panowie stwierdzili, że nie mogą bez siebie żyć. Spotkali się w realnym świecie i zamieszkali razem, tworząc zupełnie platoniczny związek. Bo w świecie rzeczywistym miłość jest zawsze skojarzona z cielesnością, a w grze możliwe jest uczucie w czystej formie. Ci gracze nazwaliby pewnie łączące ich uczucie miłością, choć wcale nie ma ono fizycznego wymiaru.

A jakie są pana doświadczenia?
Kiedy przeniosłem się do Warszawy, przez blisko rok nie mogłem spotykać się często z moją dziewczyną, która została w Krakowie. Spotkania w grze umożliwiały nam kontakt o wiele bliższy niż przy pomocy e-maili czy komunikatorów. Wspólne działanie cementuje związek i dzięki temu, że robiliśmy w wirtualu jakieś rzeczy razem, zbliżyliśmy się do siebie. To była dla nas namiastka wspólnego życia. W bardzo specyficznej co prawda przestrzeni mieliśmy możliwość okazywania sobie pomocy, dawania wsparcia, wręczania prezentów.

Czy gra może być uzupełnieniem codziennego życia?
Bardzo wiele najbliższych mi osób gra: moja siostra, mój szwagier, moi przyjaciele. Mamy okazję spotykać się w grze, mimo że dzielą nas kilometry i częste spotkania w realu nie są możliwe. Dzięki temu, że spotykamy się w świecie wirtualnym, podtrzymujemy kontakt i jesteśmy blisko siebie.

Co jeszcze daje wspólne granie?
Gry pomagają budować relacje międzyludzkie, choćby dlatego, że z jednej strony pojawia się w nich element współzawodnictwa, a z drugiej konieczność współpracy. W grze mamy do czynienia nie tylko ze słowami, ale również z czynami. I te czyny pozwalają nam się lepiej poznać. Mamy większy wpływ na to, jak ludzie nas odbierają, a przez to możemy być bardziej sobą. Można powiedzieć, że w grze poznajemy innych dużo lepiej niż w realnym świecie. Poznajemy rzeczywistych ludzi, którzy wcielają się w przeróżne postacie.

Właściwie po co to robią?
Gra to forum, na którym pokazujemy i jacy jesteśmy, i jakimi chcemy być. W realu bardzo trudno jest podejść do atrakcyjnej kobiety czy mężczyzny, natomiast w grze, gdzie powierzchowność nie odgrywa aż tak wielkiej roli, o spotkaniu decyduje los. Na początku nasze relacje z innymi budowane są tylko na poziomie realizacji celów gry - potrzebujemy pomocy danej postaci, by osiągnąć pewne korzyści. Ale gra obfituje w trudne sytuacje, a w nich wychodzi na jaw prawdziwa natura gracza. Okazuje się na przykład, że jest to osoba bardzo miła, porządna i odpowiedzialna. A bardzo powierzchowne początkowo relacje - jeśli spodoba nam się sposób działania danej osoby - mogą się pogłębiać.

Zdarzyło się to panu?
Poznałem pewną parę Finów w czasie wspólnych sesji w sieci, a nasza wirtualna znajomość przerodziła się w prawdziwą zażyłość, kiedy moja dziewczyna wyjechała do Finlandii na półroczne stypendium, a oni bardzo jej pomagali. Dzięki grze sieciowej możemy poznać kogoś, kogo w normalnym życiu nigdy byśmy nie spotkali: wojskowego z Izraela czy nastolatka z Tajwanu.

Maciej Madej, miłośnik i twórca gier fantasy, jeden ze współautorów gry "Wiedźmin", główny projektant w firmie CD Projekt