Czym dla ciebie jest seks?

Seks jest dla mnie najlepszą zabawą w życiu. Myślałam przez chwilę, że kitesurfing, ale nie. Doszłam do wniosku, że niczego nie mogę porównać do dobrej zabawy, jaką jest właśnie seks. W łóżku, jeśli masz otwartą głowę i wyobraźnię, możesz zrobić, co chcesz i być kim chcesz, pod warunkiem, że osoba z którą to robisz patrzy w tą samą stronę, co ty. Dzięki temu możesz spełniać swoje najskrytsze marzenia, fantazje, podnosić swoje ego, poprawiać poczucie wartości. Seks jest w tych sprawach bardzo istotny, a my jego roli nie doceniamy, nie do końca wykorzystujemy możliwości, jakie ze sobą niesie.

Od razu wkraczamy na grunt dyskusji o tym, że my Polacy jesteśmy mało otwarci. Też tak uważasz?

Niestety tak. Polacy wciąż traktują seks jako obowiązek. Rozmawiam ze znajomymi o seksie, jestem otwarta, szczera, nie mam zahamowań w przypadku dyskusji. Tego czasem moje wydawnictwo nie może przeżyć (śmiech). Polakom właśnie tego brakuje. Tej otwartości, szczerej rozmowy na ten temat i nie mówię, że z całym światem, my jako partnerzy mamy z tym kłopot. Chcemy się zmieścić w jakichś ramach, schematach. To się na szczęście zmienia, ale wciąż bardzo powoli. Moje pokolenie, czyli osoby urodzone w latach 80. jest już na szczęście trochę mniej "wstydliwe". Podróżujemy, poznajemy ludzi z innych krajów, mamy coraz bardziej otwarte głowy, ale wychowani zostaliśmy w kraju, w którym o seksie mówić nie wypada, gdzie mocna jest rola kościoła, gdzie mówi nam się, że seks służy jedynie do prokreacji a nie przyjemności. Najlepiej robić to nocą, przy zgaszonym świetle, po cichutku w tajemnicy przed wszystkimi. What the f…?! Dlaczego jeśli w trakcie uniesień z moim mężczyzną chcę sobie pokrzyczeć, a jest środek dnia to sieję zgorszenie i dostaje skargi? A pan z wiertarką o 7 rano, wbijający mi się dźwiękiem do mózgu nie?

Rozumiem, że stoisz po tej drugiej stronie barykady.

Owszem, ale jestem zwolenniczką tego, aby robić to z otwartą głową i artykułować swoje potrzeby. Ostatnio udowadniałam mojemu mężczyźnie, a jest ode mnie sporo młodszy, jak ważną i silną rolę w seksie sprawuje właśnie głowa. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy na temat erotycznych zabawek - muszę wspomnieć, że jesteśmy na wczesnym etapie związku. Mam ich w szafie ze cztery worki. Wyrzuciłam je na łóżko i przez pół godziny opowiadałam, jak bym chciała, żeby były wykorzystane - całkowicie luźna rozmowa. Po tych 30 minutach był tak "gotowy", że na widok kolejnej reagował tak, że jego ciało chciało od razu przejść do działania. To udowodnia role głowy w całej tej zabawie i pokazuje jak silną stymulacją jest wyobraźnia. Domyślasz się zapewne, że chwilę później mieliśmy fantastyczny, namiętny seks - a przecież gra wstępna, to były tylko słowa.

Poza tym, że wychowaliśmy się w takim, a nie innym kraju, w takich, a nie innych realiach i przekazywanych nam z pokolenia na pokolenie wzorcach. Chodzi o to, że nie umiemy się nakręcać, mówić o swoich potrzebach, pragnieniach. Może moja książka sprawi, że się nad tym zastanowimy, że schowamy wstyd do kieszeni. Może po jej lekturze kobiety powiedzą do swojego chłopa, z którym są już dziesięć lat, że chcą spróbować tego i tego, że nagle ona będzie prezesem spółki giełdowej, a on hydraulikiem, który przyjdzie naprawić jej rurę. Wiem, że wyobraźnia i fantazje seksualne to połowa sukcesu, że to one rozbudzają te zamknięte, zasłonięte wstydem pokłady seksualności. Jedna z moich koleżanek właśnie na taką rozmowę ze swoim facetem się zdecydowała, za tym poszło działanie i teraz nie jest już wstydliwą dziewczyną, która wstydziła się pokazać w kostiumie kąpielowym na basenie. Teraz jest demonem seksu, pewną siebie kobietą. Wie, że może więcej. A ja wiem, że udane życie seksualne może tak na nas pozytywnie działać.

Twoja książka "365" chyba nie przez przypadek ukazuje się w wakacje?

Zgadza się. Wydana została w lipcu, bo opowiada historię, która dzieje się w wakacje, łatwo można ją sobie wyobrazić, umiejscowić w gorących sycylijskich krajobrazach. To jeden powód. Drugi jest taki, że chciałam, aby kobiety, które po nią sięgną, przeczytały ją na spokojnie. Nie w drodze z domu do pracy, między praniem a sprzątaniem, gdy dzieci pójdą spać, ale wtedy, gdy mają więcej czasu dla siebie, gdy wyjeżdżają na urlop i być może trochę więcej rozmyślają o swoim życiu, mają też czas na ten seks. Statystyki pokazują, że moja książka czytana jest w 48 godzin mimo, że ma prawie 500 stron. Wiem, że dziewczyny specjalnie zwalniają, żeby za szybko nie dojść do końca, by mieć z jej czytania więcej przyjemności.

Na pierwszą erotyczną przygodę w twojej książce nie trzeba długo czekać. Główny bohater uprawia seks oralny ze stewardessą, a właściwie ją do niego zmusza. Potem padają słowa : "Po jej policzkach popłynęły łzy, ale posłusznie wykonała moje polecenie". Komentarzy pojawiających się w sieci, że to dosyć brutalny początek i zachęta do gwałtu jest już wiele.

Wszystko zależy od tego, co, dla kogo jest standardem. Dla mnie ta scena jest dobra, nie jest zbyt brutalna. Każdy ma inne poczucie moralności, smaku, estetyki seksualnej. Dla jednych to będzie nie do przyjęcia, za mocne, dla innych będzie czymś, co być może przeżywają kilka razy w tygodniu. Zgadzają się na to i jest im z tym dobrze. Poza tym, że to brutalna scena, zarzuca mi się, że bardzo dużo jest w tej książce fantastyki, ale to ja jestem autorką i mogę sobie pozwolić, na co tylko chcę. To moja historia i czy prawdziwa, czy nie wciąż jej bieg zależy wyłącznie ode mnie.

Przelewasz na papier swoje upodobania?

Wiele dziewczyn pyta mnie, czy to moja biografia, widzą w Laurze mnie. To nie tak, choć nie ukrywam i mówię otwarcie o tym, że piszę o tym, co w dużej mierze znam z własnego doświadczenia. Nigdy nie będę pisała o czymś, czego nie znam i nie lubię. Nie wiem, co to jest wielogodzinne głaskanie piórkiem po dupie, nie kręci mnie taki seks, więc o tym nie piszę. Wolę zupełnie coś innego. Pierwsza scena może wydawać się brutalna, bo taki też jest mój główny bohater. To gangster, ojciec chrzestny mafii. Jest bezwzględny, władczy, nie ulega kobietom, ale potem się zmienia, ewoluuje. Trzeba się do czegoś odnieść by zobaczyć tą przemianę. Poza tym, gdy bierzesz do ręki książkę i zastanawiasz się, czy ją kupić, to poza opisem na okładce, czytasz trzy, cztery pierwsze strony i już wiesz, czy cię wciągnie, czy raczej nie jest to twoja bajka. Jestem, na co dzień specjalistką od sprzedaży, więc wiem jak to działa. Wiem też, że ta książka nie jest dla pań, które lubią to głaskanie piórkiem po tyłku i, że czytając ją może zmarnować swój czas. Ale jeśli moja czytelniczka marzy o tym, aby spotkać na swojej drodze takiego władczego, nieustępliwego gościa, to poczuje przy tej pierwszej uznanej za brutalną scenie podniecenie, pewien dreszczyk emocji. Niektóre kobiety chcą być tak traktowane i mają do tego prawo. Powiem więcej jest ich wiele. Zwłaszcza, że ukryłam w tym opisie wiele czułości, którą ktoś z otwartą głową od razu wychwyci.

Uważasz, że kryje się za tym trochę pierwotna potrzeba posiadania u boku samca, który zaciągnie nas do jaskini?

Dostaję od czytelniczek bardzo dużo wiadomości o tym, że te erotyczne sceny w mojej książce są strzałem w dziesiątkę, że tego im trzeba było. Są też takie głosy, że jest ich za mało. Tu znowu chodzi o psychikę, o tą głowę w seksie, o której faceci niestety często zapominają. Wydaje im się, że wystarczy kobietę związać, dać cztery klapsy, dwa razy pocałować i przejść do meritum sprawy, a ona z tego powodu jest już najszczęśliwsza pod słońce i niemal szczytuje od samego patrzenia na niego. To tak nie działa. Druga sprawa jest taka, że kobiety pragną mężczyzn, a nie chłopców. Nie gości, którzy założyli legginsy, ubrali w nie swoje małe chude dupeczki w rozmiarze 34 i zostawili jajka w domu. Niestety moje pokolenie w dużej mierze tak zrobiło, a kobiety pragną i tęsknią za tymi "jaskiniowcami". Jest w nas pierwotna potrzeba, żeby ktoś się nami zaopiekował, dał poczucie bezpieczeństwa, ale też rodzaj pewnej dominacji. Wiele z nas osiągnęło bardzo dużo, mamy pokolenie silnych kobiet, ale lubimy mniej lub bardziej świadomie, gdy mężczyzna czegoś nas uczy, jest mądrzejszy, imponuje nam czymś. Czasami chcemy oddać władzę, być małymi dziewczynkami, które ufają że facet udźwignie odpowiedzialność, bycia mężczyzną. Moje słowa w tym temacie często traktowane są zbyt dosłownie. Tu nie chodzi o zniewolenie, a o zapewnienie bezpieczeństwa. Dla jednych to siła fizyczna, dla innych pieniądze, dla kolejnych zaradność czy intelekt, W temacie samca, który ma zaciągnąć do swojej jaskini, wcześniej przynosząc do niej zabitego niedźwiedzia niewiele się zmieniło.

Ty sama lubisz być uległa, czy jednak lubisz dominować?

Jestem różna w zależności od sytuacji. Moja książka pokazuje gdzie bym się odnalazła, więc odpowiedź na twoje pytanie jest w „365 dniach” (śmiech).

W twoim domu otwarcie rozmawiało się na temat seksu? Jak wchodziłaś w ten świat seksualności?

Wchodziłam w ten świat bardzo prawidłowo, bo dostałam konserwatywne wychowanie. W moim domu były przekazywane z pokolenia na pokolenie wartości, ale też otwarte rozmowy na temat seksu, uczuć, bliskości. Bardzo doceniam tę ogromną otwartość mówienia o tych trudnych sprawach, jaka była w moich rodzicach. W ich biblioteczce znajdowała się "Sztuka kochania" Michaliny Wisłockiej. Chyba nawet najstarsze wydanie tej książki. Gdy byłam dzieckiem, już sam tytuł robił na mnie wrażenie. Gdy próbowałam po nią sięgać, a byłam jeszcze za mała na to, rodzice hamowali mnie w tym, ale gdy miałam już koło 17 lat,przeczytałam ją chyba od deski do deski.

Co masz na myśli mówiąc o tych konserwatywnych wartościach?

Mama zakorzeniła we mnie szacunek do samej siebie. Coś, co jest we mnie do dziś i się nie zmienia, a mianowicie fakt, że aby pójść z kimś do łóżka, muszę go kochać. Bo tylko miłość pozwala ludziom zbliżyć się do siebie w pełni. Z perspektywy moralnej dzisiejszych czasów, to pewnie fatalne podejście, ale z mojej jedyne i nie do zmiany. Kiedy jako nastolatka zdecydowałam się na pierwszy raz z moim ówczesnym chłopakiem, traciłam cnotę ze "Sztuką kochania" w ręce. Wisłocka dokładnie i rzeczowo opisuje tam, jak powinno dojść do pierwszego zbliżenia. Dlaczego gra wstępna nie może być zbyt długa, jaka pozycja jest najlepsza itd. Być może dzięki temu i dzięki otwartości moich rodziców ten mój pierwszy raz nie był dramatem i traumą, a ja do dziś lubię seks i jeszcze co gorsza o nim piszę (śmiech).

Książkę dedykujesz m.in. swoim rodzicom. Przeczytali ją, a jeśli tak to, co powiedzieli?

Błagałam rodziców żeby nie czytali, ale nie dlatego, że się jej wstydzę, tylko może dlatego, że jak czytasz, a mnie znasz, to mimochodem doszukujesz się podobieństw głównej bohaterki do mnie. Poza tym wydawało mi się to trochę nie na miejscu, mimo że mój tata jak na 60-latka ma mega otwartą głowę i obydwoje z mamą zawsze kibicowali mi we wszystkich moich pomysłach i życiowych przedsięwzięciach. Nigdy mnie nie deprymowali. Temperament zresztą chyba odziedziczyłam właśnie po ojcu. Mama z kolei jest damą, która jeśli już przeczytała tę książkę, to w sekrecie i pod kołdrą. I pewnie tak zrobiła (śmiech). Ojciec w końcu przyznał się, że ją czytał. Stwierdził, że jak dla niego jest trochę za krótka, bo rzeczywiście czyta opasłe tomiska i raczej innego rodzaju literaturę. Powiedział mi później, jak podkreślił jako autorce, nie córce, że "kilka razy musiał rozchodzić", bo działa na wyobraźnię mężczyzn (śmiech).

W książce jest jeszcze jedna dedykacja dla mężczyzny, który "zostawił mnie i zainspirował do działań".

Rzeczywiście, ten facet pokazał mi jak olbrzymią rolę pełni w miłości seks. Nie doceniałam tego, tak jak doceniam teraz. Ten człowiek był miłością mojego życia, wyobrażałam sobie, że będę z nim zawsze. Nagle coś tak prostego jak właśnie seks, a właściwie jego brak sprawił, że ta relacja się rozpadła.

Co takiego się stało?

Ten mężczyzna w momencie, gdy się we mnie zakochał, przestał mnie pożądać. Automatycznie wyłączyła mu się funkcja miłości cielesnej. Był dla mnie wsparciem, był kochany, ale zaczął dbać o mnie jak brat, czy ojciec. To było nie do przejścia, a trwało wiele miesięcy. Wyobraź sobie, że stoi przed tobą doskonały mężczyzna, twój ideał. Ty go pożądasz, a on ciebie nie. Nie zdradzisz go, bo go kochasz, więc jedyne, co pozostaje, to rozstanie, gdy jakiekolwiek próby ratowania tego związku zawodzą. Gdy się rozstawaliśmy płakaliśmy obydwoje. Ta relacja udowodniła mi, że poza uczuciami, seks to ogromna część związku, bardzo ważna. Tego, co mi się przytrafiło, nie życzę nawet najgorszemu wrogowi.

Na co dzień pracujesz jako menedżerka klubu. Czy to takie miejsce, w którym łatwiej wchodzi się w relacje, nawiązuje kontakty?

Niestety tak. Pisząc powieść erotyczną, nie nawołuję do rozwiązłości seksualnej i skakaniu z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. W swojej pracy widzę niestety zdziczenie młodego pokolenia. 20-latkowie nie mają szacunku do samych siebie. Nie są świadomi tego, co robią, a wiedzę o tym jak powinien wyglądać seks czerpią nie z Wisłockiej, jak ja, ale z filmików porno w sieci. Gdy ja byłam mała, owszem razem z bratem, wykradaliśmy tacie z szafy kasety VHS z filmami pornograficznymi, ale to były niemieckie filmy, gdzie panie miały "bobra" między nogami i nie za wiele było widać, a i sam seks był po prostu klasycznym seksem. Dzisiejsze młode pokolenie wystarczy, że odpali telefon i ma do wyboru, do koloru filmów m.in. z BDSM, czy innymi perwersjami. Widzą to, czego taki młody człowiek nie powinien zobaczyć. Myślą, że tak trzeba ten seks uprawiać. Mało, kto z nimi o tym rozmawia. Do tego dochodzą narkotyki, alkohol. Przeraża mnie to. Po tym, co widzę mam ogromne opory, aby zostać matką, bo boję się, że nie udźwignę tego tematu. Tych wszystkich, czyhających z każdej strony zagrożeń.

Łatwo się pisze o seksie?

Jak go lubisz, a ja go lubię, to nie jest wcale takie trudne. Wystarczy coś przeżyć lub mieć bujną wyobraźnię, by usiąść przed komputerem i pisać.

Porównań z najbardziej znaną powieścią erotyczną, czyli "50 twarzami Greya" nie unikniesz.

Owszem. Nie irytuje mnie to. Przeczytałam wszystkie części przygód Greya, ostatniej już nie udźwignęłam, bo jest nudna i autorka musiała ją chyba napisać, bo kazało jej to zrobić wydawnictwo. Przyznam szczerze, że książki E.L. James to najsłabsze pozycje na mojej półce z erotykami. O wiele bardziej wolę Sylvię Day i jej serię "Crossifre". Pisze w taki sposób, jaki uwielbiam i przyznam szczerze, że trochę się na tym sposobem pisania inspirowałam. Dużo jest w jej pisaniu humoru i prostoty, nie ma takich stwierdzeń jak u James, że "moja podświadomość fiknęła koziołka". Co to jest? Trudno mi sobie wyobrazić, że w temacie seksu cokolwiek fika koziołka (śmiech).

Czujesz już, że odniosłaś sukces? Że jesteś pierwsza na polskim rynku?

Mimo że książka jest na rynku niecałe cztery tygodnie, to już jest na pierwszym miejscu w rankingach sprzedaży. Pokonała książkę Katarzyny Nosowskiej oraz Remigiusza Mroza. A nie jest pierwsza polską książką erotyczną. Podoba mi się „patriotyzm lokalny” czytelniczek, które sięgną po nią, bo będą chciały zobaczyć, co też tam nasza rodaczka wymyśliła w odpowiedzi na światowy bestseller. Jestem, jak już wspomniałam, marketingowcem, więc cel był taki, żeby o książce było głośno i by się sprzedała. Miałam czas by wszystko przemyśleć. Powstała cztery lata temu, a ja odwiedziłam wydawnictwo nie tylko z gotową powieścią, ale i dokładnym biznesplanem. Żeby jednak do tego doszło, w moim życiu musieli pojawić się odpowiedni ludzie, moje życie musiało mieć kilka zakrętów. Ja sama musiałam też sobie uświadomić, że chcę ją wydać, że potrzebne jest nam mówienie o seksie. Poza tym, że napisałam książkę na swoim Instagramie, raz w tygodniu wrzucam nagrania live dotyczące różnych spraw związanych z seksem. Wszystkie są odpowiedzią na pytania czytelniczek.

O co więc pytają?

Często oglądają je razem ze swoimi partnerami. Wstydzą się z nimi rozmawiać wprost, więc posiłkują się mną. A jak wiadomo w przypadku facetów temat seksu, a dokładnie tego, co było albo jest nie tak, to temat bardzo drażliwy. Odbierają to często jako atak albo zarzut. Kiedy razem siadają przed telefonem, a o grze wstępnej, czy seksie oralnym opowiada wytatuowana laska, z sześciopakiem na brzuchu, to ten przekaz bardzo często do nich trafia. Dziewczyny często mi potem dziękują, mówią, że coś się zmieniło, drgnęło, a ich facet zrozumiał, że kobiecy orgazm nie jest dany od matki natury, jak u nich, tylko to ich rola żeby nam go dać. Dostaję też dużo pytań o związki, relacje. Jesienią chcę zorganizować warsztaty, które będą miały na celu pracę nad otwartością kobiet, ich seksualnością, czy tak często występującym problemem jak brak orgazmu.

Będziesz "Chodakowską od seksu"?

Wolałabym być Wisłocką naszych czasów. Może to trochę górnolotne stwierdzenie dla dziewczyny, która napisała książkę o bzykaniu, ale Pani Michalina była dla mnie wielkim wzorem. Wyprzedziła swoje czasy, nie bała się wchodzić do otwartej paszczy lwa. Chciałabym jej oddać hołd, podziękować, że seks istnieje. A po tylu latach, które minęły od wydania "Sztuki kochania", zrobić kolejny krok i pokazać naszemu społeczeństwu, że można być w pełni usatysfakcjonowanym w łóżku. Ma się do tego prawo, tylko trzeba trafić na odpowiednią osobę i odpowiednio z nią o tym rozmawiać. Michalina mówiła "Nie wstydźcie się, że to robicie", ja mówię "Nie wstydźcie się, jak to robicie".

Blanka Lipińska - pracuje jako menadżerka jednego z sopockich klubów. Interesuje się też hipnozą i gotowaniem. "365 dni" to jej debiut literacki. Akcja książki dzieje się na Sycylii. Laura wraz ze swoim chłopakiem Martinem i dwójką przyjaciół, wyjeżdżają na wakacje. Drugiego dnia pobytu – w swoje dwudzieste dziewiąte urodziny, dziewczyna zostaje porwana. Porywaczem okazuje się głowa sycylijskiej rodziny mafijnej, szalenie przystojny, młody Don – Massimo Toricelli. Mężczyzna kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie. Postrzelony kilka razy prawie umarł – a kiedy jego serce przestało bić, przed oczami zobaczył dziewczynę, a dokładnie Laurę Biel. Gdy przywrócono go do życia, obiecał sobie, że odnajdzie kobietę, którą zobaczył. Massimo daje dziewczynie 365 dni na to, by go pokochała i została z nim.