Do psychoterapii próbowano wykorzystać już najstarsze mózgi elektroniczne. Pierwszy sztuczny terapeuta to słynna Eliza, program napisany przez prof. Josepha Weizenbauma, specjalistę w dziedzinie sztucznej inteligencji z Massachusetts Institute of Technology, w roku 1966. Zadając serię powtarzających się pytań aplikacja zachowywała się niemal jak prawdziwy lekarz (więcej - patrz ramka).

Eliza zwróciła uwagę specjalistów na sztuczną inteligencję. Jednak psychiatrzy nie byli przez długi czas zainteresowani rozmawiającymi programami, które mogłyby choć częściowo zastąpić ich w pracy.

Wirtualny sposób na fobie
Zmieniło się to dopiero w latach 90. ub. wieku. Jako pierwsi zaczęli wykorzystywać komputery specjaliści leczący fobie. Fobie to zaburzenia objawiające się napadami panicznego lęku w ściśle określonych sytuacjach. Tradycyjnie leczy się je za pomocą terapii odwrażliwiającej (tzw. desensytyzacja). W czasie spotkań z terapeutą pacjent stopniowo zapoznaje się z obiektem swoich lęków. Na przykład osoba cierpiąca na arachnofobię (lęk przed pająkami) wpierw ogląda rysunki pająków, potem fotografie i filmy, a na koniec - żywe stworzenia. W ten sposób krok po kroku pokonuje swój strach.

Oczywiście w przypadku pająka czy osy nie trudno o materiały poglądowe. Jednak leczenie lęku przed otwartymi przestrzeniami czy wysokościami to już dla terapeuty wyzwanie. By walczyć z lękiem wysokości, lekarz powinien zapewnić swojemu pacjentowi kilka lotów samolotem. Nie jest to ani proste organizacyjnie, ani tanie. I tu właśnie przydaje się komputer. A konkretniej - gry komputerowe i kreowana w nich wirtualna rzeczywistość. Dzięki nim terapeuci mogą łatwo i oszczędnie stworzyć pacjentowi podobne do prawdziwego środowisko, w którym będzie mógł stopniowo oswajać swoje lęki.

Jak wyjaśnia dr Patrice Renaud z University of Quebeck, niezwykle wiarygodna grafika oraz możliwość dowolnego zmieniania prezentowanej w grze rzeczywistości pozwala na efektywniejsze odwrażliwianie pacjenta. Po prostu wystarczy założyć pacjentowi hełm z wyświetlaczem oraz czujnikami ruchu, by przenieść go do świata, którego się boi.

Gry dobre na wszystko
Czy na potrzeby terapii trzeba tworzyć nowe sztuczne rzeczywistości? Niekoniecznie. Szeroki wybór odpowiednio przerażających wirtualnych światów dostarczają gry komputerowe. Na przykład do walki z arachnofobią zespół Renauda wykorzystał zmodyfikowaną wersję kultowej gry "Half Life”. Podczas rozgrywki pacjent spotykał w niej małe, a potem gigantyczne pająki, o wiele bardziej przerażające niż te istniejące w przyrodzie. Z kolei "Unreal Tournament” (strzelanka w stylu "Quake’a”) pomagała w przezwyciężaniu lęku wysokości oraz klaustrofobii. Pacjentom cierpiącym na tę ostatnią kazano "spacerować” ciasnymi, niskimi korytarzami lub "zamykano” ich w małych, wąskich pomieszczeniach.

Wróg niemal prawdziwy
Wirtualną rzeczywistość wykorzystuje się także do leczenia PTSD - zespołu stresu pourazowego. PTSD diagnozuje się u ofiar katastrof, klęsk żywiołowych oraz żołnierzy wracających z pola walki. Mimo że taka osoba znajduje się już w bezpiecznym miejscu, może doświadczać stanów lękowych czy innego rodzaju zaburzeń spowodowanych przeżytą traumą.

Klasyczne leczenie cierpiących na PTSD jest podobne do leczenia fobii. Pacjenci wyobrażają sobie te sceny ze swojej przeszłości, których wspomnienia wywołują paraliżujący strach. Jednak, jak wykazały badania lekarzy pracujących dla amerykańskiego Departamentu Obrony, terapia przebiega o wiele szybciej, gdy zamiast na siłę swojej wyobraźni pacjent zda się na komputer.

W ten sposób z chorymi na PTSD pracuje dr Albert "Skip” Rizzo z instytutu VRPSYCH Lab. W jego pracowni powstało wiele aplikacji przeznaczonych do leczenia PTSD związanego z konkretnymi wydarzeniami, np. zamachem na World Trade Centre, trzęsieniami ziemi czy wreszcie - wojną. Przy pomocy gogli cierpiąca osoba przenosi się do budzącego lęk otoczenia, np. opracowanego przez dr. Rizzo wirtualnego Iraku. Co ważne, terapeuta stopniowo wprowadza do "gry” nowe elementy.

W przypadku żołnierzy, którzy wrócili z Iraku, lekarz zaczyna od widoku spalonej słońcem pustyni lub opustoszałego, arabskiego miasta. Potem pojawiają się przejeżdżające samochody czy biegające psy, a w końcu ludzie zbliżający się coraz bardziej do pacjenta. Podczas sesji chory może się dowolnie przemieszczać po mieście, dzięki czemu całkowicie pogrąża się w wirtualnym świecie. Gdy terapeuta uzna to za stosowne, akcja gry nabiera tempa - pojawiają się w niej żołnierze z karabinami, słychać świst kul czy odgłosy bombardowania. W końcu pacjent dochodzi do momentu, którego obawia się najbardziej - tuż obok ginie jego towarzysz lub staje oko w oko z wrogiem.

Internetowa terapia grupowa
Komputery, a właściwie internet, zaprzężono nie tylko do pracy z pojedynczym pacjentem. Nowych technologii używa się też w terapii grupowej. Tu naukowcy postanowili wykorzystać możliwość łączenia ze sobą w czasie rzeczywistym wielu oddalonych do siebie osób. Skuteczność takiego rozwiązania wykazały badania przeprowadzone przez zespół dr. Hansa Kordy‘ego z niemieckiego uniwersytetu w Heidelbergu.

W ramach eksperymentu niemieccy uczeni sprawdzili efektywność internetowej terapii grupowej, którą mieliby stosować pacjenci już po skorzystaniu z pierwszej pomocy psychiatrycznej. Przez 12 - 15 tygodni 10-osobowe grupy chorych spotykały się w pokoju czatowym ze swoim terapeutą na półtoragodzinnych sesjach.
Jak się okazało, 12 miesięcy po ukończeniu terapii ryzyko powrotu choroby było mniejsze w przypadku osób korzystających z internetowych spotkań niż u osób z grupy kontrolnej, które nie wchodziły na chat z terapeutą. Co więcej, autorzy badań zauważyli, że w trakcie trwania terapii zrezygnowało z niej bardzo mało pacjentów. Również frekwencja na sesjach nie budziła żadnych zastrzeżeń.

Programowa bezsenność
Kolejnym z orędowników komputeroterapii jest prof. Isaac Marks z Kings College w Londynie. Uczony skupia się przede wszystkim na wspomaganej komputerowo terapii behawioralno-poznawczej. Ten rodzaj terapii zakłada, że pacjent pokona swoje problemy, gdy w pełni je zrozumie i odpowiednio zinterpretuje. W czasie sesji lekarz nie podpowiada konkretnych rozwiązań i niczego nie sugeruje, a jedynie zadaje pytania. Mają one pomóc choremu samodzielnie sformułować odpowiedzi. Podejście to stosuje się m.in. w leczeniu depresji, stanów lękowych oraz bezsenności.

Zdaniem prof. Marksa spotkania z terapeutą można by na pewnym etapie zastąpić spotkaniami z komputerem. Pacjent odpowiadałby wtedy na pytania zadawane przez specjalnie opracowany program terapeutyczny. Marks twierdzi, że chorzy chętniej podejmą samodzielne leczenie, gdy będzie się odbywało w zacisznym, komfortowym otoczeniu własnego domu. Uczony podkreśla, że połowiczne rozwiązania w postaci chatów nie rozwiążą problemu niedostatku specjalistów oraz nie pozwolą na zaoszczędzenie czasu. Tu pomóc może jedynie całkowite przeniesienie obowiązków psychiatry na komputer. Oczywiście, o ile będzie on w stanie prowadzić z pacjentem inteligentną konwersację. Prace nad tego rodzaju programami do samodzielnej psychoterapii już trwają.


Wywiad z Tatianą Ostaszewską-Mosak - psychologiem klinicznym i psychoterapeutą

Pecet i sieć nie zastąpią terapeuty

Małgorzata Minta: Czy komputer może być przydatny w psychoterapii?
Tatiana Ostaszewska-Mosak
: To zależy - od pacjenta, od tego, z jakimi problemami się zmaga i jakiego rodzaju pomocy potrzebuje. Komputer może na przykład służyć do kontaktu z terapeutą za pośrednictwem e-maila czy czata. I wtedy wszystko jest w porządku. Podobnie będzie, jeśli wykorzystamy peceta do leczenia fobii, PTSD czy na przykład do ćwiczenia biofeedbacku, czyli nauki kierowania swoimi emocjami. W takich przypadkach komputer się sprawdzi, bo jest jedynie narzędziem, a cała terapia przebiega pod kontrolą terapeuty.

A kiedy się nie sprawdzi?
Gdy np. zaczynamy szukać pomocy na internetowych forach czy czatach i trafiamy na studentów psychologii albo osoby uważające się za domorosłych terapeutów. Wtedy możemy bardziej sobie zaszkodzić, niż pomóc. Terapia to sztuka i wymaga wieloletnich przygotowań, nauki i praktyki. Wszystko jest w porządku tylko wtedy, gdy pomocy udzieli nam fachowiec - niezależnie od tego, czy zostaną przy tym wykorzystane nowoczesne technologie, czy nie.

Czyli spotkanie z fachowym terapeutą na czacie może zastąpić rozmowę na żywo?
Znów to zależy od problemu i od konkretnej osoby. Należy pamiętać, że ludzie szukają pomocy psychologicznej z różnych powodów. Nie od razu musi to być coś strasznego. Jeśli na przykład ktoś jest bardzo nieśmiały i dopiero zaczyna terapię, kontakt z psychoterapeutą przez internet może się sprawdzić. Po prostu nieśmiałemu będzie łatwiej zrobić pierwszy krok. Jednak jeśli ktoś cierpi na silną depresję czy nerwicę, wirtualny kontakt z psychologiem nic mu nie pomoże. Koniecznie musi się udać do prawdziwego lekarza.

A czy programy prowadzące terapeutyczne rozmowy z pacjentem zastąpią kiedyś psychologa?
Mam nadzieję, że nie. Potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem, a nie tylko z komputerem. Moim zdaniem zupełnie inaczej zachowujemy się, jeśli wiemy, że po drugiej stronie monitora jest żywa osoba, a inaczej, gdy mamy świadomość, że kontaktujemy się z maszyną. I nawet sztuczna inteligencja nic tu nie pomoże. Do pracy z pacjentem konieczne są jeszcze intuicja, emocje. I to ludzkie "coś”.


Eliza - pierwszy program psychoterapeutyczny, od którego można było się uzależnić

"Halo. Jestem Eliza. Jak mogę Ci pomóc?" Tak wita się z nami pierwszy w historii program komputerowy, który pretendował do miana sztucznego terapeuty.
Zasada działania aplikacji jest niezwykle prosta. Eliza wpierw analizuje zdanie rozmówcy, a następnie, przestawiając kluczowe słowa, zamienia je w odpowiedź. Odpowiedź ma formę pytania, co wymusza kontynuację rozmowy. Dla przykładu: po "Boli mnie głowa” , Eliza zapyta "Dlaczego mówisz, że boli Cię głowa?”.

Eliza jest też zdolna do głębszych refleksji. Np. po wyżaleniu jej się, że jest nam smutno, spyta nas, od jak dawna lub dlaczego się smucimy. Podobnie będzie przy bardziej ekstremalnych deklaracjach, np. chcę zabić swojego chomika. Tu Eliza zapyta, od jak dawna mamy na to ochotę.

Prosty program okazał się niezwykle przekonujący. Wielu ludzi sądziło, że rozmawiając z nim, ma do czynienia z prawdziwym lekarzem. Znane są przypadki uzależnienia od spotkań z nieistniejącą terapeutką. Mówi się nawet o "efekcie Elizy” - zjawisku przypisywania przez ludzi znaczenia znakom lub słowom, które go same z siebie nie posiadają. Tak dzieje się, gdy np. próbujemy czytać przyszłość z fusów po herbacie.