Olivier Janiak - dziennikarz, prezenter

Fochy są rzeczywiście narzędziem do kształtowania stosunków między ludźmi. Na mnie np. działają dąsy mojej żony. Akurat żona siedzi obok mnie, więc wykorzystam okazję i powiem wszystko (śmiech!) Najskuteczniejszą bronią przeciwko mnie jest milczenie, o czym ona doskonale wie i często to stosuje. Wtedy nie ma co przepraszać, tylko trzeba czekać, aż jej przejdzie. A jest zawzięta! Ze swoim bratem nie rozmawiała kiedyś przez 3 miesiące. Ze mną - najdłużej kilka godzin. Czasami bywa to mczące, zwłaszcza jeżeli trzeba coś załatwić. A kiedy żona bardzo się rozzłości, bierze torebkę i wychodzi z domu. Bez słowa. I jeszcze potem nie odbiera telefonów. A ja się martwię. To jest kara! Za to ja prawie się nie dąsam, bo jestem tak miłym chłopcem, że rzadko doprowadzam do konfliktów (śmiech). Chociaż… hmm… czasami jak się wkurzę, to wychodzę na imprezę i dłuuugo nie wracam.


Agnieszka Fitkau-Perepeczko - aktorka, autorka ksiażek


Tzw. fochy czy dąsy to rodzaj gry między ludźmi, ale uważam, że nikt jej nie zaczyna bez powodu. Kobieta sięga po taką broń kiedy jest zawiedziona, obrażona na mężczyznę. Ja potrafiłam parę tygodni nie odzywać się do Marka w takiej sytuacji. Śmiać mi się dzisiaj chce, kiedy to sobie przypomnę. Kiedy byliśmy w szkole teatralnej i Marek przyznał mi się, że objął czy pocałował naszą koleżankę, tak się pogniewałam, że nie w ogóle nie chciałam z nim rozmawiać, ani się spotykać. On wystawał pod moim oknem w straszne mrozy, żeby zasłużyć na przebaczenie przez ponad dwa tygodnie! A ja naprawdę wtedy uważałam, że tak trzeba go ukarać. Byłam tak obrażona, że w ogóle nie wiedziałam, co dalej z nami będzie. W końcu napisał do mnie list na 10 stron i po tym liście zgodziłam się na rozmowę. Przez siedem godzin analizowaliśmy w kawiarni jego zachowanie! Efekt był taki, że mu przebaczyłam. Fochy to broń, po którą sięgają młode osoby, dopiero z czasem człowiek się uczy więcej rozmawiać, a mniej dąsać. Myślę, że częściej dąsają się kobiety. Mój mąż nigdy nie nauczył się na mnie dąsać. Czasem się wkurzał, ale nie „strzelał focha”.

Magda Kumorek - aktorka

Czasami ktoś się dąsa instynktownie tzn. reaguje naturalnie, bez zastanowienia. Niekiedy zaś świadomie „strzela focha”, czyli udaje, że jest obrażony, bo widzi, że to działa na drugą osobę i że w ten sposób coś osiągnie. Ja tam uważam, że nic nie zastąpi fajnej, rzeczowej rozmowy. Nie dąsam się więc, chyba że jakoś… bez zastanowienia, ale potem źle się z tym czuję. Ale np. mój trzyletni synek nieraz próbował „strzelać focha”, np. kiedy ja chciałam oglądać film, który mnie interesował a on swojego„Shreka”. Zwykle obracam to w żart, czasami wręcz go parodiuję, żeby wiedział, ze takie zachowanie na mnie nie działa i że w ten sposób nic nie osiągnie.

Nie oszukujmy się, prawie każdej z nas zdarzyło się strzelić focha. Zacznijmy więc od początku. Oto typowy obrazek z placu zabaw: dwóch młodzieńców, na oko trzylatków, z zapałem lepi piaskowe babki. W pewnej chwili dochodzi do małego spięcia i jeden z malców zalicza łopatką. W jego oczach widać sekundę wahania - rozpłakać się czy oddać? I po chwili agresor zalicza podwójny cios. Obok, w podobnej sytuacji i podobnym wieku, dwie niewiasty. Jedna drugiej zabrała zabawkę. Pokrzywdzona zrobiła nadąsaną minę, odwróciła się na pięcie i na odchodne burknęła: „Nie bawię się z tobą”. Agresorka przemyślała sprawę i zaczęła z całych sił przepraszać. Dziewczynki znowu zaczęły się razem bawić, ale jeszcze, co najmniej kilka razy, raz jedna, raz druga stroiła fochy i odchodziła obrażona.
Tak, tak, moje drogie panie, robienie fochów mamy niejako zapisane w genach i doskonalimy się w tej umiejętności od piaskownicy. Panowie załatwiają swoje spory bardziej radykalnie.

Geneza fochów

Oto typowy obrazek z życia związku: Kasia i Tomek umówili się niezobowiązująco, że w wolnej chwili wybiorą się do kina. Pewnego dnia Kasia wróciła z pracy w dobrym humorze i postanowiła, że to właśnie dzisiaj będzie ten dzień najlepszy na kino. Ale Tomek, jak na złość, spóźnia się z pracy już 10 minut. Kasia jest wściekła: „Zawsze jest taki punktualny, a dziś, kiedy wymarzyłam sobie kino, jego nie ma”. Kiedy Tomek staje w drzwiach, Kasia demonstracyjnie idzie w stronę sypialni. Nie reaguje na „Cześć kochanie” męża. A kiedy ten pyta, czy coś się stało, burczy pod nosem. Tomek nie lubi niejasnych sytuacji, prosi żonę o wyjaśnienia. Kasia pozwala się długo prosić, w końcu obrażonym głosem mówi: „Jak byś mnie kochał, to byś się domyślił, o co mi chodzi”. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Śmiem twierdzić, że jednym z głównych powodów strojenia fochów jest funkcjonujący w świadomości kobiet mit, że jak mężczyzna kocha, to się domyśli. I rzeczywiście – na początku znajomości tak się dzieje. Mężczyzna, łowczy nastawiony na jeden cel - zdobycie wybranki serca, spija z jej ust każde sowo i jak najczulszy barometr reaguje na najmniejsze wahnięcia jej nastroju.
„Kochanie, dlaczego jesteś taka smutna?”.
„Yyy…”.
„Ale powiedz, żabko, co się dzieje?”.
„Eee…”.
„No, proszę, nie dręcz dłużej swojego misia”.
„Bo ty wczoraj ani razu nie powiedziałeś, że mnie kochasz”.
Kiedy zwierzyna jest już upolowana, tzn. związek zakontraktowany, a miesiąc miodowy kończy się bezpowrotnie, mężczyzna coraz bardziej uodparnia się na kobiece fochy. On się uodparnia, a ona je eskaluje. Dochodzi standardowy repertuar, czyli tak zwane ciche dni, odmowa seksu, ignorowanie partnera i łzy. Te ostatnie to broń ciężkiego kalibru, wobec którego panowie najbardziej i najdłużej czują się bezradni.
„Kochanie, dlaczego płaczesz? Powiedz mi, co się stało?”.
„Buu…”. „No powiedz, co ja takiego zrobiłem?”.
„No przecież wiesz”.
Wiecie co, fochy to zdumiewające zjawisko. Sama nie mogę wyjść z podziwu, kiedy obserwuję moje koleżanki – w sprawach zawodowych doskonałe negocjatorki, przebojowe biznesmenki, a w stosunku do swoich partnerów zachowują się jak rozhisteryzowane nastolatki. No cóż, samej mi się to przytrafia. Ostatnio np. kiedy poszłam z moim mężem na firmowe przyjęcie i on zamiast zajmować się mną, zabawiał rozmową obce kobiety, cichaczem wymknęłam się do samochodu. Ciekawa byłam, kiedy zauważy moje zniknięcie. Na szczęście zauważył dość szybko i na dodatek przeprosił za swoje zachowanie. On jednak postąpił jak trzeba, a mnie było głupio.

Co oni na to?

Panowie, przede wszystkim uważają, że fochy to zły nastrój bez powodu albo z powodu zbliżającej się miesiączki. W związku z tym w ogóle nie czują się winni. Dobrze wiedzą, że fochy pojawiają się często zupełnie nieadekwatnie do sytuacji. Czasami jakieś zachowanie czy zdarzenie może je wywołać, a innym razem to samo zachowanie – nie. Nawet najwięksi wrażliwcy szybko dochodzą do wniosku, że kobiety tak mają i przechodzą nad tym do porządku dziennego. Na wszelki wypadek w miarę upływu lat wypracowują sobie odpowiednią strategię działania. A wybór mają całkiem spory:
FOCHY FOCHAMI To coś takiego jak klin klinem. Kiedy ona przestaje się odzywać albo ma nadąsaną minę, on również milczy.
UCIECZKA Z PLACU BOJU Ona stroi fochy, a on zakłada kurtkę i wychodzi z domu.
ZLEKCEWAŻYĆ WROGA Ona dąsa się, a on: zakłada na uszy słuchawki i włącza ulubioną muzykę najgłośniej, jak się da; siada przed komputerem, ewentualnie przed TV.
ZERO TOLERANCJI On traktuje ją jak niesforne dziecko. Potrząsa nią i przemawia do rozsądku.
METODA NA MISIA Utulić, ukochać, udobruchać, a na pocieszenie kupić nową parę butów albo torebkę.
GORĄCE PRZEPROSINY Niektórzy panowie twierdzą, że kobieta strojąca fochy zawsze ma rację, mężczyzna kaja się i przeprasza, za to ma święty spokój.
NA KABARECIK Czyli zgodnie ze słowami Wojtka Baumana z kabaretu Klaps: „Przełykać w ciszy kobiece grymasy? Skarpetki w kancik układać? Do toalety nie brać prasy? A może lepiej ze śmiechem odnosić się do tych ułomności, śmiejące się oczy bowiem dają znów blask miłości”.

Męskie fochy
W dobie walki o równe prawa i modzie na metroseksualnych mężczyzn, panom również zdarza się stroić fochy. Kiedy np. mój mąż jedzie ze mną samochodem i co chwila wtrąca swoje uwagi, na które ja nie reaguję, potrafi nie odzywać się do mnie przez dwa dni. Mąż sąsiadki strzela fochy, kiedy wpadam do nich z wizytą i zamykam się z jego żoną w kuchni na ploty. Czai się pod drzwiami jak głodny lew i wzdycha tak, że słychać go po przeciwnej stronie ulicy. Tak, tak, moje drogie, męskie fochy potrafią być bardziej demonstracyjne niż kobiece. No i same nie przechodzą, bo każdy mężczyzna, jak na samca przystało, chce, by jego było na wierzchu. Męskie fochy bezapelacyjnie wymagają przeprosin i przyznania racji ich właścicielowi. Bo inaczej nie ustąpi. Znałam delikwenta, który nie odzywał się do swojej żony przez dwa miesiące. Myślę, że wszyscy, bez względu na płeć, miewamy muchy w nosie i, wbrew pozorom, nie jest to do końca absurdalne zachowanie. Fochy są taką czerwoną lampką, zwróceniem na siebie uwagi, niewerbalnym komunikatem: „Zauważ mnie”, „Jest mi źle, zajmij się mną” itp. Choć komunikacja w związku to podstawa, czasami można porozumiewać się bez słów. Bo chociaż on, nawet jeśli kocha ponad życie, nie zawsze domyśli się, o co ci chodzi, to ty - prędzej czy później - sama mu o tym powiesz. Byle tylko nie w kłótni. Strzelajcie więc fochy, ale z umiarem. Bo w końcu jak długo można znosić skwaszoną minę, dąsy, grymasy i fukanie nawet najbardziej ukochanej osoby?

MiD na podst. "Olivii"