Krystyna Janda, aktorka
Przeżyłam chrzest bojowy kiedy ukazał się „Człowiek z marmuru”. Przypuszczam, że żadnej aktorki w tym kraju nie krytykowano bardziej niż mnie w roli Agnieszki! Źle to znosiłam. Pomógł mi Andrzej Wajda, który tłumaczył że w tej sprawie chodzi nie tylko o jakąś niechęć do mnie, ale że ma ona również kontekst polityczny, że cała ta nagonka jest politycznie sterowana. Potem okrzepłam i chociaż nieraz zdarzały się złe recenzje moich ról, krytyka nie jest w stanie mnie załamać. Z prostej przyczyny: ja wiem co chciałam zrobić, widzę co mi nie wyszło i rozumiem dlaczego tak się stało. A poza tym znam krytyków i znam tzw. ogólny kontekst tego, co piszą - nie zawsze chodzi o sprawy artystyczne.

Ewa Minge, projektantka mody
Gdy osiągnęłam sukces za granicą, ukazywały się tam hymny pochwalne na temat młodej projektantki z dalekiej Polski. A tu? Dyskusje, kontrowersje: połowa „oceniaczy” była na „tak”, a druga na „nie”. Od razu pojawiały się złe plotki, że coś tam sobie załatwiłam, nie zasłużyłam itp. Zdziwiło mnie to i zmotywowało. Jeżeli czuję, że ktoś mnie krytykuje po to żeby zabić, to działa na mnie stymulująco. Natychmiast ruszam do ataku, na zasadzie: „ja wam pokażę”. Pracuję wtedy dwa razy więcej, szybciej, lepsze rzeczy mi wychodzą. Najbardziej wiarygodną oceną mojej pracy był dla mnie zawsze wynik ekonomiczny. Przypuszczam, że gdyby mojej kolekcje się nie sprzedawały to bym się załamała, ale jest dobrze pod tym względem. Ta moja siła to zasługa rodziców. Oni mi przekazali taką dewizę: „ Jeśli będziesz chciała coś robić będziesz krytykowana. Bo tylko ten, kto nic nie robi lub robi rzeczy nijakie jest poklepywany po ramieniu. Po prostu nikomu nie zagraża” Dlatego nie przeżywam „złej” krytyki. Dopóki nie przeczytam w gazecie, że odbiłam komuś męża, okradłam kogoś i dostałam wyrok, nic mnie nie ruszy.
A poza tym nieraz mi się zdarzyło przyjąć mądrą krytykę, która ma to do siebie, że jest przekazywana w mądry sposób, czyli delikatnie. Np. ostatnio dostałam maila od fana, a w nim, że widział moją nową kolekcje, że mu się podobała ale … wydała podobna do poprzedniej. Spojrzałam na nią i rzeczywiście: inspiracje były podobne. Więc teraz muszę się wziąć do roboty i działać, stworzyć coś nowego bo wiem, ze moi fani tego ode mnie oczekują. Taka krytyka jest bardzo miła i konstruktywna.
Chcę jeszcze dodać, że nie znoszę ludzi, którzy zajmują się tylko krytykowaniem. Niekoniecznie zawodowo: nieraz się widzi na imprezach tzw. lożę szyderców, czyli towarzystwo, które spotyka się po to żeby komuś dopiec. Jeżeli trafią na twórcę, który jest słaby psychicznie, bardzo wrażliwy to taki człowiek się zatrzyma w połowie drogi, usunie w cień, zrezygnuje. Albo się będzie bał wyjść przed szereg i podda się unifikacji. I wielka szkoda, bo wtedy wszyscy wiele tracimy! To dziwne, ale za oceanem wszystkie odruchy wyjścia przed szereg są oklaskiwane, lub ludzie przyglądają im się z sympatią. A u nas 99 procent spotyka się z krytyką. Jesteśmy społeczeństwem, które nie cieszy się z sukcesów cudzych i boi się własnych.

Maria Wałęsa, córka prezydenta
Wiele osób mnie krytykuje, za to że po „Tańcu z gwiazdami” odeszłam od ojca. Mówią, że to była dobra posada, że miałam przy nim możliwości nawiązania szerokich kontaktów, podróżowania, że dzięki niemu byłoby mi w życiu łatwiej i mogłabym to wykorzystać. Ja nie obrażam się, tylko tłumaczę, że teraz stawiam na siebie, bo czuję, że mam swoje pięć minut. Bo to nie chodzi o to, żeby podjadać te cukiereczki, które ktoś postawił na stole, tylko samemu coś zrobić! Ale ogólnie akceptuję krytykę - myślę, że jest ona częścią życia, zwłaszcza jeżeli ma się takie nazwisko jak ja. Nawet jeżeli czasem troche boli, to ostatecznie pomaga dlatego, że dzięki niej łatwiej przystopować i trochę się nad sobą zastanowić. Więc w rezultacie - z tego powodu - krytyka wychodzi na zdrowie.

Jagna Marczułajtis, snowbordzistka
Bez krytyki nie byłoby postępu. Uważam, ze na ogół pomaga w życiu, zwłaszcza jeżeli pochodzi od osoby która jest dla mnie autorytetem. Pomaga mi spojrzeć na siebie z dystansem, zauważyć błędy, których nie dostrzegam. Tej „złej”, niszczącej krytyki staram się nie brać pod uwagę, ale przyznaję, że to przyszło z czasem, bo wcześniej bardzo się nią przejmowałam. Wzmocniłam się jakoś tak z upływem czasu i doświadczeń. I teraz kiedy czuję, ze ktoś mnie krytykuje tylko żeby dopiec po prostu sobie taką osobę odpuszczam, wycofuje się z kontaktów i dalej robię swoje. Jedynie w sporcie nie można sobie na taki luksus wycofania pozwolić.


Przyjmowanie krytyki jest jedną z tych umiejętności, które bardzo się w życiu przydają. Zwłaszcza jeśli chodzi o wysłuchanie gorzkich słów w pracy. Ale, jak na złość, nikt nas nie nauczył, jak sobie z tym radzić. Efekt? Wystarczy, że pewnego dnia rano ktoś skrytykuje w biurze to, co zrobiłaś, a ty jeszcze wieczorem o tym myślisz. Podczas popołudniowej wycieczki rowerowej rozczarowujesz swoje dziecko, bo jesteś nieobecna myślami, wcale się nie cieszysz. Albo irytujesz męża tym, że przejmujesz się takimi drobiazgami, podczas gdy on to ma „dopiero poważne problemy w pracy”…
Negatywna ocena tego, co robisz, boli tym bardziej, im bardziej odbierasz ją jako negatywną ocenę ciebie samej. Często w chwili, kiedy twój szef mówi: „W raporcie, który pani przygotowała jest pełno błędów. Proszę go poprawić”, ty słyszysz w głowie coś w stylu: „Znowu błędy, jest pani do niczego”, prawda? I trudno się dziwić, że po czymś takim odechciewa ci się wszystkiego. Tracisz zapał do pracy, ulubione dotychczas czynności zamiast, jak dawniej cieszyć, zaczynają irytować. Jedyne, co poprawia ci na krótko humor, to złośliwe oplotkowanie szefa…

Co możesz z tym zrobić?

Krok pierwszy - zaakceptuj fakt, że krytykowanie w pracy jest czymś normalnym! Każdy coś czasem robi źle, nie tak, inaczej niż ktoś inny to sobie wyobrażał. I nie ma w tym nic niezwykłego. Podobnie jak w tym, że ktoś ciebie o tym potknięciu informuje. Nie treść, lecz forma tu napotyka się pierwszą minę, która skutecznie może rozsadzić Twój dobry nastrój. Tak naprawdę o tym, jak zareagujesz na krytyczną uwagę, zazwyczaj decyduje nie to, co ktoś ma ci do powiedzenia, lecz to, jak to zrobi. A często robi, nie tak jak powinien. Zamiast neutralnej informacji o błędzie, słyszysz, np. ironiczne: „Gołębie szybciej by się nauczyły tego oprogramowania niż ty”, pełne złości warknięcie: „Czy długo jeszcze mamy czekać na pani spóźnioną częś projektu?” lub też jawnie agresywne: „No nie, już bardziej tego pani nie mogła popsuć”. I to, co najbardziej w takich komunikatach boli, to nie fakt, że coś zrobiłaś nie tak, lecz emocje, jakie za tym idą: lekceważenie, brak szacunku, poniżenie, upokorzenie, które „gniotą” potem przez cały dzień.

Jak na coś takiego zareagować?

Szczerze! Czyli nie udawać, że ton krytyki wcale cię nie dotknął, tylko asertywnie odpowiedzieć: „Rozumiem, że coś ci się nie podoba w mojej pracy i możemy o tym pogadać, ale wolałabym, abyś nie krzyczał/nie rozumiem tego złośliwego tonu/sposób, w jaki ze mną rozmawiasz jest obraźliwy”. Tego typu odpowiedź, podana krytykowi spokojnie i bez złości, błyskawicznie go zneutralizuje.

Walczyć czy przepraszać?
Na początku pewnie nie będzie ci łatwo reagować w taki sposób. Zwłaszcza jeśli dotychczas zachowywałaś się jak większość osób w takich sytuacjach. Wyobraź sobie, że koleżanka zza biurka, z którą dzielisz niektóre obowiązki, mówi, że nie podobają się jej twoje ciągłe spóźnienia, bo musi na ciebie wiecznie czekać z pracą. Co masz ochotę zrobić? Pewnie odgryźć się informacją, że mimo tych spóźnień jakoś wyrabiasz się ze swoimi obowiązkami w przeciwieństwie do niej. Czyli jest to klasyczna obrona poprzez atak. Niestety, to kiepska strategia, bo jedyne, co dzięki niej zyskasz, to wroga w pracy. Nie pomaga też drugi, równie popularny sposób, czyli usprawiedliwianie się, że zawsze korki, autobusy, chore dziecko, kłótnia z mężem etc. Bo, najprawdopodobniej, im więcej podasz powodw swojego zachowania, tym więcej kontrargumentów usłyszysz (to trzeba wychodzić wcześniej, ja też mam męża i czasem się z nim kłócę, ale jakoś się nie spóźniam etc). To tylko doprowadzi was obie do irytacji i złości. Jak wobec tego najlepiej zareagować na taką uwagę o spóźnieniach?
Po pierwsze, przyjąć do wiadomości ze zrozumieniem i spokojem.
Po drugie, podać jedno konkretne wyjaśnienie. I po trzecie, zaproponować rozwiązanie. Czyli coś w stylu: „Rozumiem, że się złościsz, bo faktycznie tracisz czas rano, ale ja naprawdę nie robię tego specjalnie. Postaram się to zmienić, jednak na wszelki wypadek może ustalmy, co możesz rano robić sama, beze mnie, a ja to potem dokończę, OK?”.