Bartosz Obuchowicz - aktor
Bywam zazdrosny

Jest trochę prawdy w stwierdzeniu, że szczypta zazdrości w związku jest wskazana. Nawet potrzebna z tym, że nie można z nią przesadzać. Mnie też nie jest obca. Bywam zazdrosny o partnerkę, chociaż staram się tego po sobie nie pokazywać. Ale sam nigdy nie próbowałem wzbudzać w niej tego uczucia. Takie pomysły to deska ratunku dla par, których związek się rozpada.


Agnieszka Warchulska - aktorka
Lubię gdy mąż podoba się kobietom

Wydaje mi się, że jak jest miłość, to na zazdrość nie ma nawet miejsca. Ja sama jestem żoną dopiero od trzech lat, więc myślę, że to za krótki staż, żeby odczuwać zazdrość o męża. Lubię czasami ubrać się efektownie i podobać się facetom, ale tylko w obecności męża. Lubię też, gdy kobiety zwracają na niego uwagę, bo wtedy utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze wybrałam. Ale to w żadnym wypadku nie jest zazdrość. Natomiast jeżeli kobieta celowo wzbudza zazdrość u partnera, jest to po prostu zwykła gra i wyrachowanie. Choć jak to się mówi „nigdy nie mów nigdy”…


Maciej Kozłowski - aktor
Tego kwiatu jest pół światu

Zazdrość to jest straszne, negatywne uczucie, które może zniszczyć. W gruncie rzeczy robi z człowieka potwora, który nie szanuje drugiej osoby. I to głównie dlatego, że nie ceni sam siebie. Jak to? Ano tak, że jest ona wypadkową kompleksów: jeśli facet ma poczucie własnej wartości, ceni siebie wysoko, to nie będzie zazdrosny. Przeciwnie - będzie swoją kobietę szanował, ufał, zamiast sprawdzać da jej pełną swobodę. A poza tym wszelkie próby sprawdzania są i tak pozbawione sensu. Jeśli ludzie chcą się zdradzać nawzajem to zdradzą i nikt tego nie powstrzyma. To jest jak w staropolskim porzekadle: "Nigdy stary nie ustrzeże młodego, jak nie on przyjdzie do niej to ona do niego". Sądzę też, że mężczyzna ma taką kobietę na jaka zasługuje. Ja nie byłem i nie jestem zazdrosny. Jestem świetnym facetem, to o co? Nie warto. Jeśli coś się między ludźmi skończy, wypali, taki związek trzeba zakończyć, zmienić na inny. Czy ja sam zmieniałem i byłem zmieniany? Jasne! Tego kwiatu jest pół światu, proszę Pani.

Małgorzata Foremniak - aktorka
Nie boję się i nie demonizuję

W związku z mężczyzną musi być trochę zazdrości. To trochę tak jak z przyprawami: w dobrej potrawie musi być sól, pieprz, czasami również jakieś gorzkie ziele... Sztuka polega na tym, żeby ich smak zrównoważyć. I w związku też ciągle pracujemy nad równowagą.
Pewnie, że wiem co to zazdrość o partnera, ale nie dopuściłam nigdy żeby to uczucie mnie zdominowało. To trochę tak jak w książce "Radykalne wybaczanie", która niedawno przeczytałam. Autor potwierdza, w rozdziale o zazdrości, że zawsze, gdy zaczyna ona dominować - niszczy związek. Jeżeli jestem coraz bardziej zazdrosna o partnera to głębiej wchodzę w jego świat, coraz więcej chcę mieć dla siebie, nie akceptuję odrębności i w rezultacie to gubi związek. Rosnąca zazdrość odzwierciedla to co w kobiecie słabe, zwykle wynika z tego, że czegoś jej brakuje - miłości, akceptacji, zauważania. Ja zawsze się starałam zdystansować, próbowałam dociekać dlaczego jestem zazdrosna, czego mi w tym związku brakuje. Nie znaczy to, że w wyniku podobnych lektur wogóle wyzbyłam się zazdrości: z każdym partnerem to przerabiałam, to nie mija! Ale nie boję się zazdrości i nie demonizuję jej: potrafię nazwać w sobie to uczucie i nad nim zapanować.

Ty też z pewnością znasz to uczucie! Tę mieszankę smutku, złości, lęku i upokorzenia, gdy obserwujesz, jak na przyjęciu twój ukochany zabawia obce kobiety, zapomniawszy najwyraźniej o twoim istnieniu. Masz ochotę wyjść lub zrobić mu awanturę, lecz tłumisz w sobie emocje, uśmiechasz słodko i robisz dobrą minę do złej gry, samą siebie ganiąc za odczuwaną zazdrość. To błąd, który popełniamy wszyscy. Zazdrość to naturalny mechanizm obronny naszego związku! To namiętność, która nie tylko podgrzewa atmosferę uczuć, lecz także pozwala im trwać latami.

Podejrzliwość dostaliśmy w spadku po przodkach
Z badań przeprowadzonych w USA wynika, że związki, w których partnerzy są o siebie zazdrośni, trwają statystycznie wiele lat dłużej niż te, w których zazdrość odgrywa dużo mniejszą rolę. Dlaczego? Bo zazdrość jest nieuniknioną konsekwencją prawdziwej miłości. Jak większość naszych emocji, zazdrość ukształtowana została w procesie ewolucji. Początkowo dotyczyła ona tylko seksu; nasi praojcowie, chcąc mieć pewność, że ich partnerki rodzą tylko ich dzieci, skutecznie pilnowali swoich jaskiń i mniej lub bardziej dyplomatycznymi środkami odstraszali rywali. Z czasem także i kobiety zaczęły doceniać zalety obecności mężczyzny u boku i jego zaangażowania, głównie materialnego, np. w wychowanie potomstwa. Zazdrość stała się więc rodzajem systemu wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem rozpadu związku i skutecznym, jak się okazuje, sposobem zatrzymywania partnera przy sobie.

Gdy w głowie zapala się lampka ostrzegawcza
Z czasem jednak machanie maczugą przed nosem konkurenta lub szarpanie za włosy kobiety zainteresowanej naszym mężem stało się zachowaniem nie na miejscu, toteż powstały znacznie subtelniejsze metody radzenia sobie z zazdrością. Jakie? Najczęściej zaczynamy się bardziej przykładać do zaspokajania potrzeb naszych partnerów. Zakładamy, skądinąd słusznie, że jeśli to, co najważniejsze, on dostanie w domu, nie będzie już niczego szukał na zewnątrz. Tak więc kobiety nagle zaczynają wyjątkowo o siebie dbać i są bardziej skłonne do eksperymentów w sypialni. A mężczyźni stają się niezwykle czuli, obsypują prezentami i zabierają na drogie wakacje. Krótko mówiąc - stajemy się ulepszonymi wersjami samych siebie. To jeden z licznych plusów zazdrości. Inną, cementującą związek strategią zazdrośników jest manipulowanie uczuciami partnera. Co to oznacza? Najczęściej świadome wzbudzanie jego zazdrości. Tajemnicze wyjście wieczorem albo długa rozmowa z najprzystojniejszym mężczyzną na imprezie ma za zadanie rozgniewanie partnera i skłonienie do tego, by zaczął bronić „swojego”. Tę strategię upatrzyły sobie głównie kobiety, twierdząc, że nie ma lepszego sposobu na to, by on zaczął okazywać należne im względy. Ulubioną taktyką mężczyzn jest zaś czujność i… trzymanie na dystans konkurencji. Jeśli więc ukochany nagle zaczyna w towarzystwie nadużywać zaimka „moja” w odniesieniu do ciebie, to sygnał, że jego męski nos wyczuwa niebezpieczeństwo. Podobnie jest z niechętnym zabieraniem cię na firmowe imprezy - jego opór nie musi wynikać z tego, że ma romans z koleżanką z pracy. Równie dobrze może on oznaczać chęć chronienia cię przez zalotami ze strony innych mężczyzn.

Spał z nią czy się jej zwierzał – co jest dla nas gorsze?
Jednak mimo to, że kobiety i mężczyźni odczuwają zazdrość w równym stopniu, to ma ona niejedno oblicze. Wyobraź sobie taką sytuację. Wracasz w ciągu dnia niespodziewanie do domu i zastajesz w nim twojego mężczyznę z inną kobietą. W jednoznacznej sytuacji. Wyobraź sobie też, że awanturę i płacz masz już za sobą i teraz zastanawiasz się, co zrobić z tą sytuacją. Z pewnością jednym z pierwszych i najważniejszych pytań, które zadasz sama sobie lub, jeśli się odważysz, także partnerowi, brzmi: czy ty ją kochasz? Mężczyźni, w analogicznej sytuacji, bardzo rzadko zadają to pytanie. Zamiast tego chcą wiedzieć, czy to dlatego, że ten drugi jest lepszy w łóżku. Skąd ta różnica? Kobiety najdotkliwiej odczuwają tzw. zdradę emocjonalną, czyli taką, w której ukochany angażuje się uczuciowo w romans. Co oznacza, że zwierza się innej kobiecie, lubi spędzać z nią czas, słowem – zakochuje się w niej. Seks ma tak naprawdę drugorzędne znaczenie; dużo łatwiej jest nam wybaczyć nic nieznaczący skok w bok niż liczne długie wieczory spędzone na czułych rozmowach z tą trzecią i coraz większej z nią bliskości. Mężczyźni natomiast uwrażliwieni są na seks. Zdrada fizyczna to największy ból, jaki można im zadać; cierpi wtedy nie tylko ich serce, ale także - możliwe, że nawet bardziej - ich ego.

Bądź zazdrosna, ale uważaj, żebyś nie przesadziła!
Oczywiście zazdrość ma też swoje ciemne strony. To ona jest jednym z głównych powodów awantur i przemocy domowej. Zazdrość i zdrada to także główne problemy skłaniające małżeństwa do wizyt u psychoterapeutów. Jednak w takich przypadkach nie mówimy już o zazdrości, lecz o patologii. I tych dwóch rzeczy nie powinniśmy mylić. Podobnie jest z innymi emocjami. Złość i jej umiejętne wyrażanie jest czymś naturalnym i pozwala zachować higienę psychiczną. Jednak jeśli ktoś nad nią nie panuje - może stać się bardzo groźna. Dlatego też, jeśli czujesz, że jesteś zazdrosna, lecz to uczucie nie zagraża poważnie twojemu związkowi, nie tłum go w sobie, bo możesz, na własne życzenie, pozbyć się jednego z najlepszych narzędzi podtrzymywania miłości, w jakie wyposażyła nas natura. Poza tym… czy to nie cudowne uczucie: ta bezbrzeżna ulga, którą czujesz, gdy okazuje się, że twoja zazdrość była bezpodstawna? Warto się dla tej jednej chwili trochę pomęczyć!

PLUSY
Zazdrość podsyca namiętność, pozwala wam docenić to, co was łączy.
: Jest papierkiem lakmusowym twojego związku. Nie ma chyba lepszego dowodu miłości niż partner zazdrosny o np. twoich kolegów. Jego zachowanie nie wynika bowiem z zaborczości, lecz… strachu. Oznacza przede wszystkim obawę, że może cię utracić. A nie chce tego, bo cię kocha. Zazdrość pozwala też doskonale testować zaangażowanie obu stron. Jeżeli to ty jesteś o niego zazdrosna i nie ukrywasz tego faktu, jego reakcja pozwoli ci ocenić, czy dla niego wasz związek jest równie ważny.
: Niewinny flirt z przypadkowym nieznajomym może zakończyć się niesamowitym seksem z… własnym mężem! Z badań wynika, że mężczyźni uważają swoje partnerki za znacznie bardziej atrakcyjne, jeśli widzą, że są one obiektem zainteresowania innych panów. Co skutkuje najczęściej nagłym przypływem pożądania.
: To naturalne, że po kilku czy kilkunastu latach bycia razem zalety partnerów powoli tracą blask. Po prostu przyzwyczajamy się do naszych mężczyzn! To właśnie zazdrość, jaką wzbudzają w tobie inne kobiety, żywo zainteresowane twoim mężem czy chłopakiem, pozwala ci nie tylko dostrzec na nowo dobre strony ukochanego, lecz z podwójną siłą docenić.

MINUSY
Zazdrość bywa nieokiełznana - a wtedy, zamiast budować, rujnuje.
_Niekontrolowana, silna zazdrość może stać się jadem, który powoli zatruwać będzie twój związek. Męczony bezpodstawnymi przypuszczeniami i oskarżeniami mężczyzna może uznać, że bez względu na to, co zrobi - nie przekona cię o swojej niewinności. Dlatego też, tłamszony, kontrolowany i zniewolony twoją zazdrością, może zdecydować się na rozwiązanie radykalne, czyli odejście…
_Nieustanne podejrzenia o niewierność mogą czasem zadziałać na zasadzie samospełniającego się proroctwa. Nawet jeśli twój mężczyzna wcześniej w ogóle nie myślał o skoku w bok, to ciągłe oskarżenia z twojej strony mogą go do tego skłonić. Tym bardziej że i tak nie ma nic do stracenia.
_Spiralę nieporozumień, która powstaje przy okazji tematu niewierności w związku, określa się mianem błędu Otella. Bezpodstawne zarzuty Szekspirowskiego bohatera wywoływały łzy jego ukochanej Desdemony. A on interpretował to jako… dowód prawdziwości swoich podejrzeń. Krótko mówiąc - gdy nie kontrolujemy własnej zazdrości, mamy skłonność do dostrzegania w każdym zachowaniu partnera dowodów jego winy. A przecież istnieje coś takiego, jak domniemanie niewinności. Zwłaszcza w związku.

KASIA (32)
Byłam zazdrosna, bo ukrywałam kłamstwo Zawsze to ja byłam tą bardziej zazdrosną stroną. W każdym związku w moim życiu, nawet w tych młodzieńczych, bycie zakochaną oznaczało jednocześnie to stale obecne poczucie niepokoju i wyczulonej wrażliwości na wszelkie sygnały niewierności. Podobnie wyglądało moje małżeństwo. Rafał był kochany i cierpliwy, ale wiedziałam, że wolałby, abym nie przesadzała. Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę i wyznałam mu, że wiele lat temu przyłapałam tatę na zdradzie. I na jego prośbę nie powiedziałam nic mamie, która do dzisiaj jest przekonana, że jej małżeństwo to ideał. Wcześniej nikomu o tym nie mówiłam. Cieszę się jednak, że to zrobiłam, bo to niesamowicie nas do siebie zbliżyło. Rafał stał się bardziej wyrozumiały i czuły. A ja powoli uczę się, jak mu całkowicie zaufać. Bo wiem, że na to zasługuje.

Oprac. na podst. "Olivii"