Seksuolog Wiesław Sokoluk przyznaje, że każdy z nas kocha po swojemu. Co prawda, na początku związku, gdy jesteśmy w sobie zakochani, czujemy podobnie: to samo przyspieszone bicie serca, zanik potrzeby snu, jedzenia, obsesyjne pragnienie stopienia się w jedno i patrzenie na obiekt miłości przez różowe okulary. Jednak gdy ten stan, który psychiatrzy porównują do stanów psychotycznych, mija, zaczynają się nieporozumienia, bo coraz bardziej różnimy się w sposobie okazywania uczuć.

Dla Ciebie fakt, że zamieszkaliście razem oznacza, że od dziś będziecie jak papużki nierozłączki. I ciągle czekasz na miłosne wyznania. Dla niego podpisanie aktu małżeństwa to sygnał - tę sprawę można odhaczyć w kalendarzu jako załatwioną. Masz wrażenie, że mąż przestał się starać, bo więcej czasu poświęca pracy niż Tobie. To jednak typowe zachowanie mężczyzn. Oni żyją tak, jakby realizowali plan, jeden punkt po drugim. Wszystkie znamy powiedzenie o prawdziwym mężczyźnie, który musi wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. Szkoda energii na coś, co jest już załatwione.

Mąż oczekuje, by to kobieta była strażniczką domowego ogniska, podczas gdy on zajmuje się polowaniem: zarabia, kupuje samochód, przybija gwoździe. Ceni wyprasowaną koszulę, obiad i regularny seks. I nadal kocha, choć o tym nie mówi. Ty obrażasz się, fundujesz mu ciche dni i czujesz się coraz bardziej nieszczęśliwa. Uzależniłaś się od męża i tracisz poczucie bezpieczeństwa, bo on nie patrzy na Ciebie już tak czule jak kiedyś. Nawet nie zauważył, że masz nową fryzurę. A przecież obiecywał raj na ziemi.

Stajesz więc na głowie, żeby poświęcił Ci więcej uwagi, gotujesz mu jego ulubiona pomidorową, kupujesz nowy garnitur. W zamian nawet nie słyszysz dziękuję. Niepotrzebnie dwoisz się i troisz. Mężczyźni nie kierują się zasadą wzajemności - ja ci to, ty mi tamto. Ich świat działa według hierarchii i wyznaczonych zadań. Kupiłaś mu ubranie, ugotowałaś obiad, bo widocznie tak chciałaś. Nie wypominaj mu tego, rób tylko to, na co naprawdę masz ochotę. To ułatwi sprawę wam obojgu. Zanim wyciągniesz pochopne wnioski, zadaj sobie pytanie, co to znaczy, że kogoś kochasz. Ten człowiek jest dla Ciebie ważny, chcesz z nim być, lubisz z nim rozmawiać, obchodzą Cię jego interesy, jest Ci z nim dobrze, podoba Ci się. Mężczyźni czują podobnie, tylko inaczej to wyrażają. Książka "Płeć mózgu" zasłynęła między innymi dzięki anegdocie doskonale pokazującej tę różnicę: kiedy kobieta prosi mężczyznę, żeby okazał jej więcej czułości, on myje jej samochód. Robi to dla niej, ale bardziej ucieszy się, jak ona go pochwali, że zrobił to wspaniale, niż że zrobił to dla niej.

Mężczyźni mają silniejsze ego. Może znaczy to tyle, że są bliżej egoizmu? Lubią, żeby świat kręcił się wokół nich, uwielbiają mówić o sobie. Kobiety mają słabsze ego, łatwiej się dzielą, łatwiej ustępują miejsca, łatwiej rozumieją innych. Mężczyźni są bardziej zakochani w sobie, kobiety są bardziej zakochane w mężczyznach. Co możesz zrobić, żeby czuć się szczęśliwą w związku? Też bądź egoistką! Zajmij się sobą. Zrozum, że na jego czułym spojrzeniu świat się nie kończy. Masz jeszcze przyjaciół, marzenia, zainteresowania, nie rezygnuj z siebie! Pora zaakceptować to, że mężczyźni i kobiety inaczej wyrażają uczucia, różnią się oczekiwaniami wobec partnera. Przestań myśleć: skoro on mnie nie potrzebuje (bo nie mówi, że kocha!), jestem beznadziejna, niepotrzebna. Potrzebuje, ale nie sfrustrowanej, a zadowolonej z życia. I pamiętaj, że twój dzielny macho tak naprawdę boi się Ciebie, bo nigdy do końca Cię nie zrozumie. Ale w związku zawsze warto uczyć się siebie nawzajem.

O skomplikowanych relacjach damsko-męskich w zabawny i groteskowy sposób pisze psycholog Hanna Samson w swojej najnowszej książce: „Pokój żeńsko-męski na chwałę patriarchatu”. Z autorką rozmawia Magda Rewucka.

Barbara Patrycka, bohaterka najnowszej książki Hanny Samson Pokój żeńsko-męski na chwałę patriarchatu, ze zdziwieniem obserwowała, jak ukochany zmienił się po ślubie. Czego wybranek oczekiwał od żony? Regularnego seksu i czystego mieszkania, uległości i tego, że upiecze ciasto, chociaż ona piec akurat nie lubiła. Barbara robiła wszystko, żeby zadowolić męża: nosiła sukienki, które jemu się podobały, zrezygnowała z przyjaciół, bo denerwowali męża, wreszcie odeszła z ukochanej pracy. A jak mąż okazywał jej uczucia? Nie okazywał ich wcale, ewentualnie czasem klepnął po pupie.

Hanna Samson: Tak się dzieje w wielu małżeństwach! Wiele żon dostosowuje się w pełni do oczekiwań męża, bo inaczej on będzie niezadowolony. Wychowano nas w przekonaniu, że innym ma być z nami dobrze i że to my jesteśmy odpowiedzialne za szczęśliwy związek. Mężczyzna dzięki żonie ma być zadowolony, ona ma mu stwarzać warunki do pracy i rozwoju, jej zadowolenie nie jest ważne nawet dla niej. Panowie znacznie rzadziej zabiegają o to, żeby ich partnerki były szczęśliwe. Przed ślubem pełna marzeń i pragnień kobieta jako żona stopniowo rezygnuje z siebie, ze swoich pomysłów na życie i z wolnego czasu, który poświęca na obsługę domu i męża.

Czy można to zmienić?

Tak. Musimy tylko uwierzyć, że nasze potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych ludzi. Że jesteśmy warte miłości i nie musimy ciągle na nią zasługiwać, spełniając ich oczekiwania. Wierzę, że jest możliwe prawdziwe partnerstwo, a nie to, co nim nazywamy. Kobieta pracuje, zarabia, zajmuje się dziećmi, wykonuje 80 proc. obowiązków domowych, a mąż pracuje i wynosi śmieci, jeśli ona go o to poprosi. Brzmi groteskowo, ale z badań wynika, że to właśnie nazywamy partnerstwem! Ale i tak relacje między płciami zmieniają się, odkąd kobiety same mogą i muszą na siebie zarabiać.

A co robić, żeby mężczyzna nie zapominał o okazywaniu uczuć?

Najwięcej możemy zrobić jako matki. Jeśli trzylatkowi powtarzamy, że prawdziwy mężczyzna nie płacze, uczymy go tłumienia emocji. Nie dziwmy się, że potem mężczyźni nie okazują uczuć. Ważne, żeby od początku budowania związku rozmawiać o tym, co czujemy. Jeśli mężczyzna nie wie, jak ważna jest dla nas czułość, powiedzmy mu o tym. To, że mężczyzna przestaje o nas zabiegać, bywa naszą winą, jeśli w domu zapominamy o tym, że jesteśmy atrakcyjnymi kobietami. Nie jestem za grą płci i przysłowiowym „gonieniem króliczka”, ale nie dajmy się pochłonąć bylejakości. Zostańmy kobietami, które warto zdobywać, nie zamieniajmy się w uległe albo wciąż gderające żony! Jeśli będziemy atrakcyjne same dla siebie, on też doceni, że jest z taką cudowną kobietą. Rozwijajmy swoje zainteresowania, zamiast skupiać się cały czas na nim. Zaskoczmy czymś męża i samą siebie, zamiast wpadać w rutynę. Nie chodzi mi tylko o seks, ale o to, żeby dni różniły się od siebie. Zadbajmy o odświętność. Pójdźmy na spacer, zamiast siedzieć przed telewizorem. Dbajmy o wzajemną bliskość, otwórzmy się na drugą osobę. Bycie razem zobowiązuje obydwie strony - albo zrobimy z tego krupnik nasz codzienny albo bogactwo potraw, z którego płynie nieustająca radość, że jest się z drugim człowiekiem.