We dwoje modniej

Na szczęście świat oprzytomniał. Kończy się moda na bycie singlem. Ludzie spojrzeli racjonalnie na życie. Efekt? Z plakatów reklamowych znów spoglądają na nas tatusiowie z uroczymi dziećmi, a przy obiadowym stole zasiada cała rodzina. Promocja singli skończyła się, a do nas powrócił kult pełnej rodziny. I bardzo dobrze! Bo żadnemu człowiekowi z samotnością nie jest po drodze.

Z natury jesteśmy stadni

Natury ludzkiej nie da się oszukać. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i do pełni szczęścia zawsze potrzebny mu będzie drugi człowiek. W samotności szczęścia nie zaznamy, co najwyżej możemy sobie w niej lepiej lub gorzej radzić. Zawsze jednak będzie nam kogoś brakowało.
Jeśli człowiek ma silne reakcje obronne: żyje tu i teraz i nieczęsto zagląda w głąb siebie, może mieć złudzenie bycia szczęśliwym. Ale nie wierzę, by w domowym zaciszu nie zdarzyło się mu zatęsknić za miłością.

Oszukiwanie siebie

Nie można karmić się złudzeniami. Owszem, są tacy, którzy potrafią długo wytrzymać bez stałego partnera np. spotykając się z kimś od czasu do czasu. Zapewniają sobie wtedy higienę seksualną, tzn. zaspokajają popęd seksualny. I tylko tyle. Owszem, zyskują czas na pracę, więc osiągają sukcesy. To sprawia, że poczucie osamotnienia schodzi na drugi plan. Po pewnym czasie jednak orientują się, że tak naprawdę trwonią swoją moralność i zaburzają uczuciowość.

Sami sobie szkodzimy

Normalny związek to proces. Najpierw się poznajemy, poźniej zbliżamy fizycznie, a jeszcze później stajemy się parą. Jeśli ten czas skraca się do jednej dyskoteki albo dwóch randek, to zaburzamy swoje emocje. Rozmieniamy się na drobne, tracimy umiejętność okazywania uczuć. Stajemy się zgorzkniali i przestajemy wierzyć w miłość. Zaczynamy panicznie bać się wejścia w związek, w którym trzeba coś dać, coś wziąć, czyli po prostu być razem.

Przerwijmy samotność

Nie ma pechowców, którym wciąż nie się udaje stworzyć trwałego związku. Są tylko tacy, którzy popełniają błędy. A błędy mają to do siebie, że by móc je naprawić, trzeba sobie je wcześniej uświadomić. Przyznanie się przed sobą, że jest nam w samotności źle, to pierwszy krok. Zwykle jest to najtrudniejsze. Ale udawanie przed światem, że jesteśmy zadowoleni, gdy tymczasem za zamkniętymi drzwiami płaczemy z rozpaczy, do niczego nas nie doprowadzi. Powiedzmy głośno, że samemu nie jest nam dobrze i dajmy sobie szansę na ułożenie życia. Na miłość nigdy nie jest za późno.